piątek, 27 kwietnia 2018

Rozdział trzeci

Stoję w miejscu, uchylam usta i mam wrażenie, że mnie sparaliżowało. Gapię się na Anthony'ego i wręcz nie dowierzam, że mógł mi zaproponować coś takiego. Wie, że jestem o wiele młodsza od tancerek, wie również, że mam dziecko i kompletnie nie znam się na tańcu. Dlaczego do cholery wybrał mnie? Cindy jest o wiele ładniejsza, na dodatek ma niesamowite cycki, które przyciągnęłyby mnóstwo klientów! Ale ja?!
- Zaskoczyłem cię, to zrozumiałe. Dlatego właśnie nie musisz odpowiadać dzisiaj. Przemyśl to dobrze.
- N-nie mam się nad czym zastanawiać. Wiesz, że nie mogę tańczyć, Anthony. Ja mam dziecko!
- Wiem, kochanie. Myślisz, że żadna z tych dziewczyn nie jest matką? Cztery z nich mają dzieci.
- W porządku, skoro chcą tańczyć to jest ich sprawa. Ja nie zamierzam pokazywać swojego ciała obcym facetom, którzy patrząc na mnie będą się masturbować. Przecież znasz moje zdanie na ten temat. 

- Owszem, znam. Mówiłaś mi o tym w czasie ciąży, więc nie brałem tego na poważnie. Jesteś prześliczna, Ivy! Twoje jasne włosy i idealna figura zrobioną furorę, rozumiesz? Będziesz jedyną wyróżniającą się dziewczyną, diamentem! Pozostałe tancerki mają brązowe włosy, a ty jesteś blondynką! Idealnie.
- Wybacz, ale to nie się nie uda. Nie chcę brać w tym udziału, podoba mi się praca barmanki.
- A gdyby od twojej decyzji zależała twoja dalsza praca tutaj? - o,mój,boże! Nie wierzę, że właśnie postawił mi taki warunek! Przecież to kurewsko niesprawiedliwe, co za fiut - Przemyśl to sobie.
- Przed chwilą powiedziałeś, że mnie cenisz, a teraz stawiasz mi ultimatum? Nie spodziewałam się tego po tobie - odwracam się i opuszczam jego biuro nie odwracając się za siebie. Kompletna porażka!


Dochodzi ósma rano, Abbey śpi, a ja nie mogę zmrużyć oka. Wciąż w mojej głowie siedzi ta przeklęta rozmowa z Anthony'm. Nie sądziłam, że może zaproponować mi posadę tancerki, bo doskonale znał moje zdanie na ten temat. Teraz, kiedy Megan odchodzi musi dołożyć jedną dziewczynę, aby było parzyście. W dodatku mój kolor włosów tak bardzo się różni, a on chce zrobić ze mnie diament. Co to ma kurwa być?! Nie wyobrażam sobie siebie na scenie, w ledwo zakrywających cokolwiek majtkach i seksownej, prześwitującej koszulce. To striptiz z prawdziwego zdarzenia, seksowny, zmysłowy z rozbieraniem i użyciem zabawek! Nie chcę tego robić, nie chcę być obiektem, dzięki któremu obcy mężczyzna zrobi sobie dobrze, w dodatku na moich oczach! Od zawsze mnie to obrzydzało, a jednak te pokazy cieszyły się ogromnym powodzeniem. Była ograniczona liczba miejsc, a faceci pchali się drzwiami i oknami. Nie, zdecydowanie nie mogłam się na to zgodzić. Z drugiej strony pieniądze są cholernie kuszące. Przede wszystkim mogłabym pozwolić sobie na nieco luźnie życie i nie pracować aż tyle. Wystarczyłoby nam na wszystko, a i jeszcze pewnie coś by zostało. Boże, co za popieprzona sytuacja! 

Biorę prysznic, doprowadzam się do porządku i człapię do pokoju. Abbey marudzi cicho, biorę ją w ramiona i karmię. Patrzę na jej spokojną, śliczną twarzyczkę i myślę sobie, co by o mnie pomyślała? Matka, która wywija tyłkiem przed obcymi facetami, po prostu powód do chwalenia się jak nic. Boję się, że jeśli odmówię Anthony mnie wyleje. Zależy mi na tej pracy, dobrze czuję się w klubie i wcale nie chcę niczego zmieniać. Mimo to nie mam zamiaru błagać go, aby mnie nie wyrzucał. 

Zjadam śniadanie, piję kawę i siadam na moim małym balkonie. Dopiero teraz przypominam sobie o e-mailu, natychmiast biorę laptopa i wchodzę na pocztę. Tak, wiadomość jest od Nolana, a moje biedne serce się raduje. Jednak odpisał, a to znaczy, że jeszcze o mnie nie zapomniał.


Witaj, Kwiatuszku.
Nawet nie masz pojęcia, jak cholernie jestem szczęśliwy! Dziękuję, że do mnie napisałaś. Nawet nie zliczę własnych wiadomości, którymi cię zasypałem oraz sms'ów. Nie jestem na ciebie zły za to, że nie odpisałaś, ani za to, że odeszłaś. Rozumiem cię. Skoro tego właśnie chciałaś, ja to akceptuję. Żałuję jedynie, że nie odezwałaś się przez tyle miesięcy, a ja umierałem z niepokoju. Bałem się, że nie dałaś sobie rady i jesteś gdzieś całkiem sama. Błagam, powiedz mi, że wszystko u ciebie w porządku. Że jesteś cała.
U mnie wszystko jak dawniej, niewiele się zmieniło. Właśnie zaczęliśmy trzeci, ostatni rok studiów i szczerze mówiąc już mam dość. Nauki jest po pachy, a chęci odeszły w siną dal. Nie jestem również zakochany, co to, to nie. Po wydarzeniach sprzed roku skupiłem się na nauce, aby nie myśleć za wiele i nie rozdrapywać bolesnych wspomnień. 
Co u chłopców? Cóż, nadal są takimi debilami, jak byli rok temu. Czasami mam wrażenie, że jeszcze większymi! Momentami nie mogę ich już znieść, a niestety mieszkam teraz z Justinem. Dylan przeniósł się z powrotem do Alayny i ich miłość rozkwita. My z Justinem jesteśmy wolnymi strzelcami i chyba dobrze nam z tym. Wiesz, że on nadal o tobie myśli? Ba! Wciąż cię kocha, tęskni i wpadł na naprawdę szalony pomysł. Nie jestem pewny, czy powinienem go zdradzać, dlatego na razie nie powiem nic. Wybacz ;)
Tęsknimy za tobą, Ivy. To miejsce nie jest już takie jak dawniej, czegoś w nim brakuje. Twój piękny uśmiech rozświetlał nam dni i cholernie mi tego brakuje. Gdzie jesteś? Chciałbym cię zobaczyć, to możliwe? Tylko na krótką chwilę, aby się upewnić, że jesteś szczęśliwa. 


Nolan


Czytam tego e-maila raz za razem, a w mojej głowie panuje kompletny mętlik. Na pierwszy plan wysuwa się oczywiście Justin. Jestem zszokowana, że jest sam i nie ma dziewczyny. Minął rok, a Nolan napisał, że nadal mnie kocha, myśli i tęskni? To szalone! Chciałam, żeby poszedł dalej, zakochał się, był szczęśliwy. Nie powinien zawracać sobie mną głowy, a on zrobił dokładnie na odwrót. Aż boję się myśleć, co znowu wymyślił. Mam nadzieję, że nic głupiego nie przyszło mu do głowy. Czasami nieźle go ponosiło!Jestem zaskoczona Dylanem, który jednak dopiął swojego i zakręcił się obok Alayny. To fajny chłopak i mam nadzieję, że moja była współlokatorka nie jest dla niego taką suką, jaką była dla mnie w ostatnich tygodniach mojego pobytu na uczelni. A może zachowywała się tak pod wpływem Meredith?
Myślę również o propozycji spotkania. Cudownie byłoby znowu zobaczyć Nolana, ujrzeć jego piękne oczy, uśmiech i po prostu porozmawiać. Boję się jednak, że gdyby nawet doszło do tego spotkania, pojawiłby się na nim Justin. W końcu są przyjaciółmi, nie mam wadliwości, że Nolan powiedziałby mu, że jedzie się ze mną zobaczyć. A ja chyba nie jestem jeszcze gotowa, aby stanąć z nim twarzą w twarz. Jest za wcześnie.
Otwieram nową wiadomość i odpisuję na e-maila Nolana. Chyba polubię te nasze wiadomości.

Przepraszam. Żadne z twoich wiadomości niestety do mnie nie dotarły, ponieważ jak sam widzisz zmieniłam adres mejlowy i numer telefonu. Co było to było, poszliśmy do przodu i cieszę się, że nie jesteś na mnie zły. To pokazuje, jakim jesteś dobrym człowiekiem.
Jak to nie jesteś zakochany? No wiesz! Taki chłopak jak ty zasługuje na świetną dziewczynę, która doceni twoje cudowne serduszko i troskę. Ale jeszcze cię złapie, zobaczysz ;) 
Nie spodziewałam się, że Dylan i Alayna to coś poważnego. Przed moim odejściem kręcili ze sobą, a raczej Dylan przeniósł się do mojego pokoju, w którym urządzili sobie gniazdko schadzek. A tu proszę! Jednak przerodziło się to w uczucie. Cieszę się. Lubię Dylana i mam nadzieję, że Alayna jest dla niego dobra i wyłączyła w sobie tryb "wrednej suki".
Co do Justina... sama nie wiem, co powinnam napisać. W końcu to Justin, prawda? Byłam pewna, że świetnie się bawi, złowił jakąś śliczną dziewczynę i się ustatkował. Zaskoczyłeś mnie, tego na pewno bym się nie spodziewała. 
Nie wiem, czy to możliwe, aby myślał o mnie i tęsknił po roku czasu. Były momenty, w których nachodziły mnie wątpliwości, czy w ogóle mógłby mnie pokochać. Bo sam spójrz, taki facet jak on i taka dziewczyna jak ja? To nie mogło się udać, za dużo nas dzieli. Niestety pewne sprawy uległy zmianie i chyba prędzej czy później będę musiała spojrzeć mu w oczy i powiedzieć coś, na co wcale nie mam ochoty, a przynajmniej nie teraz. 
Bardzo chciałabym się z tobą spotkać, ale czy to w ogóle możliwe, aby było to spotkanie naszej dwójki, bez twojego przyjaciela? Czy umiałbyś dochować tajemnicy i nie pisnąć nawet słówka, że jedziesz się ze mną zobaczyć? Możesz mi to przysiąc, Nolan?
Czekam na odpowiedź.  
Ivy 


Klikam wyślij i wracam do swoich obowiązków. Zajmuję się córką, robię obiad, zaliczamy obowiązkowy spacer i zakupy. Jednak kiedy wieczorem siadam na kanapie z kubkiem gorącej herbaty, włączam telewizor dociera do mnie, jak bardzo jestem samotna. Nie mam osoby, z którą mogłabym porozmawiać, przytulić się, wyżalić. Nie wiem nawet co zrobić z wolnym czasem, ponieważ wieczorami zawsze jestem w klubie. To mój pierwszy wolny dzień od bardzo dawna i jest to dziwne. Jestem uzależniona od pracy.

Rano budzę się wypoczęta. Nigdy nie spałam tak dobrze i do tej godziny. Nawet Abbey obudziła się później niż zwykle, jakby doskonale wiedziała, że mama musi odpocząć i pozwoliła mi na to. Przy karmieniu patrzy na mnie tymi pięknymi, czekoladowymi oczkami i bawi się moim palcem. Jest dla mnie wszystkim, bez wahania oddałabym za nią własne życie. Nie wierzę, że chociaż przez chwilę rozważałam pozbycie się tej maleńkiej kruszyny. Wyrzuty sumienia dręczyłyby mnie do końca życia i nigdy nie byłabym w stanie pogodzić się z tym, co jej zrobiłam. Cieszę się, że jednak nie posunęłam się do czegoś tak okrutnego.

Kilka minut po jedenastej, kiedy właśnie wybieramy się na spacer, w całym mieszkaniu roznosi się dźwięk dzwonka. Odkładam Abbey do wózka, idę do drzwi i kiedy tylko je otwieram, marszczę brwi. Tę kobietę widzę po raz pierwszy na oczy i nie mam bladego pojęcia, kim ona jest. Może pomyliła mieszkania?
- Witaj, Ivy - uśmiecha się lekko, nerwowo bawiąc się palcami. Już mam pytać, skąd do cholery zna moje imię, jednak wystawia palec i nie wypowiadam nawet słowa - Wiem, że jesteś zdezorientowana i mnie nie rozpoznajesz, to zrozumiałe. Zapewniam cię, że już kiedyś się poznałyśmy - och! Wysilam swój mózg, aby przypomnieć sobie ten moment, jednak nie potrafię. Jestem pewna, że nigdy wcześniej jej nie widziałam.
- Niestety nie przypominam sobie naszego spotkania, więc czy mogłaby Pani wyjaśnić, kim jest?
- Jestem twoją mamą, Ivy - kiedy tylko kończy mówić, zamieram. Wpatruję się w nią jak sparaliżowana i dopiero teraz rozpoznaję w niej samą siebie. Ma jasne włosy, związane w idealnego koka. Ma dokładnie taki sam kolor oczu, mały nosek i niskie czoło. Boże! Stoję przed swoją własną matką, która porzuciła mnie w szpitalu i nigdy nie odwiedziła - Zapewne jesteś zaskoczona moją wizytą, ale chciałabym z tobą porozmawiać. Czy mogłabyś mi poświęcić kilka minut? Przysięgam, że nie zajmę ci dużo czasu.
- Właśnie wybierałyśmy się na spacer, możesz pójść z nami jeśli chcesz - wzruszam ramionami, zostawiam ją w drzwiach i wracam po Abbey. Biorę torebkę, kocyk i wracam do mamy - Okej, jestem gotowa.
- Och! Masz dziecko? - pyta z niedowierzaniem i kiedy zamykam drzwi, zagląda do wózka - Dziewczynka.
- Tak, ma na imię Abbey - uśmiecham się, wychodzimy z klatki i kierujemy się do pobliskiego parku. Czuję się nieco niezręcznie. Cholera! Widzę ją po raz pierwszy w życiu! - Więc? Chciałaś porozmawiać.
- Tak - chrząka, siadamy na ławce i zapada chwilowa cisza. Zastanawiam się, jak mnie właściwie znalazła? Może nie powinnam się dziwić, skoro znała numer mojego konta bankowego - Mam świadomość, że masz do mnie ogromny żal. Opuściłam cię, a jestem twoją mamą. 
Mam nadzieję, że pewnego dnia będziesz w stanie mi to wybaczyć. To był mój najgorszy, życiowy błąd. Wiedz, że bardzo tego żałuję, Ivy. 
- Naprawdę? - przełykam gulę w gardle i gapię się w piaskownicę, w której wesoło bawią się dzieci. Nie chcę patrzeć jej w oczy, nie mam odwagi - Skoro żałujesz, mogłaś wrócić w każdej chwili. Potrzebowałam cię, a ty po prostu odeszłaś zostawiając mnie z tym tyranem, który niszczył mi dzieciństwo dzień po dniu.
- Ojciec mnie nienawidził, wiedziałam o tym. Nie spodziewałam się, że przeleje to również na ciebie.

- Poważnie? Urodziłaś mnie, zwiałaś, a opieka przypadła jemu! Był wściekły, że zostawiłaś mu na głowie taki problem! A ty mówisz, że nie spodziewałaś się, że mnie też znienawidzi?! Jezu, kobieto! Obudź się!
- Przepraszam! - mówi rozpaczliwie, chowając twarz w dłoniach. Zaciskam szczękę, z całych sił próbując zachować spokój - Wiem, że jestem okropnym człowiekiem, ale byłam przerażona ciążą, której nie chciałam i twoim ojcem, który nigdy nie chciał mieć dzieci. Był wściekły, że zaszłam w ciążę.
- To trzeba było mnie usunąć, pozbyć się problemu! Mogłaś oddać mnie do domu dziecka, przecież mnie nie chciałaś, on też nie! Miałabym szansę normalnie żyć, a nie być bita, poniewierana i dotykana każdego dnia! Nie masz pojęcia, jaki los mi zgotowałaś. Nigdy ci tego nie wybaczę, nigdy! Nawet mnie o to nie proś!
- Mam poczucie winy, że cię z nim zostawiłam. Wiem, jaki ojciec potrafi być brutalny - przekręcam głowę i wreszcie patrzę w jej oczy. To niewiarygodne, że natychmiast jej nie rozpoznałam. Widzę siebie w jej spojrzeniu - Nie masz pojęcia, jak bardzo żałuję swojej decyzji. To straszne, co przez niego przeszłaś.
- Owszem, straszne. Nie będę go usprawiedliwiać, ale gdybyś podjęła inną decyzję, wszystko wyglądałoby zupełnie inaczej. Ty zwiałaś więc przeniósł swoją nienawiść na mnie. To było okrutne z twojej strony. Wiedziałaś, że ojciec nie chce mieć dzieci, a mimo to zostawiłaś mnie na pastwę jego losu.
- Myślałam, że pokocha cię i zaakceptuje. Czasami trzeba postawić człowieka w kryzysowej sytuacji.
- Nie wierzę. Mówisz tak, jakby nie chodziło o mnie, a o jakąś głupią bzdurę. Przez twoje pozostawienie ojca w kryzysowej sytuacji ja byłam najbardziej pokrzywdzona. Oboje jesteście siebie warci.
- Wiem, Ivy. Nigdy nie byliśmy gotowi na dzieci, w dodatku urodziłam cię młodo. Miałam dwadzieścia jeden lat, zaledwie rok wcześniej rodzice wydali mnie za mąż i naprawdę pojawiłaś się niespodziewanie.
- Nie interesuje mnie to. Mam w dupie czy byłam planowana, wiesz? Chodzi o to, jak wielki błąd popełniłaś i skazałaś mnie na cierpienie. Jak już mówiłam, miałaś co najmniej dwie inne opcje do wyboru, a ty wolałaś uciec i zostawić mnie z ojcem. Skoro nie chciał mieć dzieci to było pewne, że mnie znienawidzi. Nienawidził ciebie, bo uciekłaś i mnie, bo mnie z nim zostawiłaś. Mam nadzieję, że miałaś dobre życie i jesteś szczęśliwa. Ja do tej pory zmagam się z przeszłością i wspomnieniami, od których się nie uwolnię.
- Tak bardzo jest mi przykro, Ivy - chwyta moją dłoń, ale natychmiast ją wyrywam. Nie darzę tej kobiety nawet gramem sympatii, nie dam się udobruchać kilkoma słowami żalu. Kiedy ona żyła z dala od tyrana, ja musiałam codziennie walczyć o przetrwanie - Do końca swojego życia będę tego żałować. Wyrosłaś na piękną, silną kobietę. W dodatku sama jesteś matką. Naprawdę jestem z ciebie bardzo dumna.
- Daruj sobie tę udawaną, matczyną dumę. Nie potrzebuję jej. Wiedz, że również nie byłam gotowa na bycie matką, ale nie skrzywdziłam własnego dziecka - nie wspominam, jak czarne nawiedzały mnie myśli. Nie musi tego wiedzieć - Mogłam się jej pozbyć, a mimo to postanowiłam urodzić. Jesteśmy same, a ja walczę dla niej każdego dnia. Szkoda, że ty tego nie potrafiłaś. Okazałaś się wielkim tchórzem!
- Zgadzam się z tym, stchórzyłam. Zostawiłam cię z ojcem i uciekłam z innym - kurwa mać! Przeczesuję włosy i mam ochotę rozszarpać ją na strzępy! - Poznaliśmy się przypadkiem w barze, był w delegacji. Spodobałam mu się, zaprosił mnie kilka razy na kolację i wreszcie zdecydowałam się z nich wyjechać. Zamieszkałam z nim w Dubaju. To zamożny człowiek, na dobrej pozycji, ceniony, ważny. Jest wspaniały.
- No cóż, więc chyba wypada mi pogratulować, prawda? Znalazłaś zdecydowanie lepszą partię.
- Nie chodziło o jego majątek, chociaż dzięki temu mogłam przesłać ci trochę pieniędzy na studia - o w mordę! Czułam, że nie powinnam była ich przyjmować - On mnie pokochał taką, jaką jestem, Ivy, a daleko mi do ideału. Pokazał mi jak piękne jest życie, w spokoju, pięknym miejscu. Bez strachu, niepokoju. Twój ojciec też mnie bił, dlatego nie chciałam za niego wychodzić. Niestety moi rodzice zmusili mnie do tego, ponieważ miał odziedziczyć firmę po swoim ojcu. Nie mogłam dłużej z nim żyć, niszczył mnie.
- Więc jeszcze bardziej cię nienawidzę, skoro wiedząc, jaki jest naprawdę z premedytacją zostawiłaś mnie z nim pod jednych dachem. Wiedziałaś, że skończę dokładnie tak samo jak ty. I tak się stało.
- Nie! Nie wiedziałam, że będzie cię krzywdził. Liczyłam na to, że urocza, maleńka dziewczynka odmieni jego życie, napełni je kolorami. Naprawdę nie spodziewałam się, że przeleje na ciebie nienawiść.
- Teraz to już nie ma znaczenia. Jestem wolnym człowiekiem i nie chcę wracać do przeszłości.
- Poniekąd właśnie z tego powodu tutaj jestem - och! Marszczę brwi i niepewnie na nią spoglądam - Chciałam się z tobą zobaczyć już dawno, ale chyba brakowało mi odwagi. Teraz przyszedł odpowiedni moment i to twój ojciec mnie do tego zmobilizował - co takiego?! Gapię się na nią zaskoczona, a moje serce przyśpiesza na wzmiankę o nim - Mam złą wiadomość, Ivy. Ojciec niebawem opuszcza więzienie, skrócili mu wyrok za dobre sprawowanie - blednę. Kiedy tylko kończy mówić robi mi się ciemno przed oczami, a świat wiruje. Człowiek, który zniszczył mi życie wychodzi na wolność?! 
 










wtorek, 24 kwietnia 2018

Rozdział drugi

O dwudziestej drugiej melduję się na swojej zmianie. Cindy krząta się wokół baru, obsługuje schodzących się klientów i tłumaczy dziewczynom, czego życzył sobie dzisiaj szef. Nasz klub to nie tylko drinki, świetna muzyka i zabawa. Zawsze w piątki odbywają się specjalnie pokazy, które są atrakcją całego tygodnia. Nazywając je po imieniu, jest to nic innego jak striptiz. W tym dniu nasz klub całkowicie się zmienia, a mężczyzn jest od groma! Można spotkać każdego; biznesmena, żonatego, faceta po pięćdziesiątce, a nawet gejów, co nieco mnie dziwiło. Najważniejsze było to, aby uwijać się i w miarę szybko obsługiwać  klientów. W piątki również zarabiałam najwięcej, bo żaden z mężczyzn nie żałował na napiwki.
- Jesteście gotowi? - głos szefa wyrywa mnie z zamyślenia. Podchodzę do niego razem z Cindy, Cassie i Marko, którzy pracują ze mną na zmianie - Mam nadzieję, że poradzicie sobie we czwórkę, niestety reszta musi pracować na sali. Nie chcę widzieć żadnych obsuw, dzieciaki. To najważniejszy dzień w tygodniu, mamy mnóstwo osób i liczę na to, że nie będzie niepotrzebnych nieporozumień. Czy wszystko jest jasne?
- Tak jest, szefie! - Cindy salutuje, uśmiecha się szeroko, a szef przewraca oczami i odchodzi - Sztywniak.

- Jesteś niemożliwa, wariatko! - śmieję się z niej, puszcza mi oczko i zabieramy się do pracy.

Praca posuwała się w szybkim tempie. Nie miałam czasu na myślenie, uwijałam się jak w ukropie i obsługiwałam klientów. Byli to przeważnie sami mężczyźni, tylko gdzieniegdzie dojrzałam kobietę. W takie dni jak ten, to właśnie faceci byli najbardziej zainteresowani pokazem, który miał rozpocząć się dosłownie za moment. Muzyka zmieniała rytm na bardziej zmysłowy, seksowny, aby nieco podkręcić atmosferę. Przy barze ruch malał, wszyscy zasiadali na sali, którą spowijała ciemność, a jedyne światła padały na scenę, na którą wychodzą dziewczyny. Z jednej strony podziwiałam je. To nie był byle jaki striptiz, a dzieło sztuki. Każdy ruch był przez nie idealnie wyćwiczony, przygotowany, a taniec na rurze robił ogromne wrażenie. Dziewczyny były piękne, zgrabne i wszystkie miały brązowe włosy. Tego jednego nie rozumiałam, ale nie wnikałam w to. Z drugiej strony czułam się nieswojo. Pokazywały swoje ciała, obcy mężczyźni podziwiali je jak na wystawie i chociaż nie mogli ich dotknąć, nie oznaczało, że nie mogli dotykać siebie. Dlatego ten pokaz napawał mnie obrzydzeniem. Masturbowali się na naszym oczach, a to było dla mnie za wiele.
- Odwracasz wzrok - podskakuję na znajomy głos, który mnie zaskakuje. Przekręcam głowę i patrzę w oczy mężczyźnie, który był tutaj wczoraj oraz pod moim blokiem dzisiaj popołudniu - Nie podoba ci się ten pokaz? A może raczej to, co robią ci mężczyźni, hmm? Powiedz mi, śliczna. Jestem tego ciekawy.
- Nie ważne, czy to mi się podoba. Pracuję tutaj - uśmiecham się i przyjmuję oschły ton - Co podać?
- To, co zwykle. Whisky z lodem - przytakuję głową i przygotowuję drinka - Podoba mi się kolor twoich włosów, pasują do ciebie - nie odpowiadam. Stawiam przed nim szklaneczkę i zabieram się do wycierania baru, który i tak lśni czystością - Nie ładnie mnie tak ignorować, nie uważasz? To niegrzeczne.
- Nie ignoruję Pana, jestem w pracy i muszę wykonywać swoje obowiązki. Jednak bardzo dziękuję za komplement - uśmiecham się sztucznie i bardzo żałuję, że nie czeka na mnie dostawa na magazynie. 

- Ależ nie ma za co, kochanie - mruga okiem, unosi szklaneczkę i wychyla całość na raz. Nawet się nie krzywi, więc ja robię to za niego. Chociaż ten rodzaj whisky jest łagodny, działa bardzo powoli - Poproszę jeszcze raz to samo - posłusznie nalewam kolejną porcję i obsługuję mężczyznę, który pochodzi do baru życząc sobie kufel piwa. Niestety szybko się ulatnia, a ja zostaję sama z tajemniczym facetem w garniturze. Co za pech! - Te dziewczyny są niesamowite - spoglądam na niego, podpiera brodę na dłoni i obserwuje tancerki - Jesteś od nich wszystkich o wiele ładniejsza. Nigdy nie myślałaś o tańcu?
- N-nie, to nie dla mnie. Jestem tylko barmanką i na tym pozostanę. Nie będę się nikomu pokazywać.
- Nikomu? Swojej dziewczynie też nie? - unosi brew, a na samo wspomnienie namiętnego pocałunku z Cindy moje policzki obwalają rumieńce - Swoją drogą, masz dziecko. Wychodzi na to, że nie jesteś lesbijką.
- Nie powiedziałam, że jest to moje dziecko. Poza tym nie wspominałam również, że jestem lesbijką.
- Hmm, masz rację. Jednak potrafię rozpoznać jak matka patrzy na własne dziecko, więc jestem pewny, że jest twoje. Co do orientacji, nagle ją zmieniłaś, kochanie? A może jesteś biseksualna, hmm?
- Dość! - uderzam pięścią w bar, aż Marko się odwraca i patrzy na mnie zdziwiony - To, że jest Pan klientem tego klubu nie oznacza, że ma Pan prawo wtrącać się w moje osobiste życie! To moja sprawa.
- Nie złość się, śliczna. Po prostu wpadłaś mi w oko i chciałem sprawdzić na czym stoję. Przepraszam.
- Mam w nosie Pana przeprosiny. Nigdy więcej nie życzę sobie takich tekstów, rozumiemy się?
- Ależ ty masz charakterek - śmieje się głośno, ukazując swoje idealne proste zęby - Podobasz mi się.
- Nie jestem zainteresowana bliższym Pana poznaniem. Proszę wybaczyć, zniechęcił mnie Pan do siebie.
- Jest mi z tego powodu niezmiernie przykro. Mogę to jakoś naprawić? Mogę zaprosić cię na kolację?
- Nie, dziękuję. Jak wspomniałam, nie mam ochoty na poznanie Pana, ani żadnego innego mężczyzny.
- Więc dajesz mi kosza? - wygina usta w podkówkę i chociaż nie chcę, muszę przyznać, że jest uroczy.
- Tak, właściwie daję Panu kosza. A poza tym, chciałabym wiedzieć, co Pan robił na moim osiedlu?
- Cóż, mieszkam tam? - och! Zaskakuje mnie. Nigdy go tam nie widziałam - Wynająłem mieszkanie na pewien czas, wprowadziłem się jakieś dwa tygodnie temu. Więc jesteśmy sąsiadami! Cieszę się.
- Tsa - burczę pod nosem i obsługuję kolejnego klienta. Kątem oka spoglądam na zegarek, który wskazuje dziesięć minut po północy. Pokaz skończy się dopiero za dwadzieścia minut - Jak ma Pan na imię?
- Caleb, miło cię poznać - wystawia dłoń, ściskam ją niepewnie, jednak nie chcę być niekulturalna - Wiem, że masz na imię Ivy, usłyszałem jak ktoś cię wolał. I proszę, nie mów do mnie per Pan. Dobrze?
- W porządku, Caleb - wzruszam ramionami i zabieram się na wycieranie szklaneczek - Ile masz lat?
- Teraz ty zadajesz pytania, co? Podoba mi się, tak trzymaj. Mam trzydzieści dwa lata, Ivy - o, kurka!
- Wow, nieźle. To całe dwanaście lat różnicy. I ty chciałeś się ze mną umówić? Sorry, staruszek z ciebie.
- Ej, ranisz moje serce! - oburza się, przykładając do niego dłoń - Nie jest przyzwyczajone do odrzucenia.
- Tak, wyglądasz mi na takiego, który może zdobyć kobietę pstryknięciem palca. Ja taka nie jestem.
- Ależ ja o tym wiem, śliczna. Nawet przez chwilę nie pomyślałem, że pstryknę palcami, a ty rzucisz się na kolana i będziesz ssać mojego kutasa - o kurwa! Prawie krztuszę się własną śliną! - Jesteś zbyt piękna, aby obchodzić się z tobą w niedbały sposób. Na pierwszy rzut oka wywnioskowałem, że jesteś zupełnie inna.
- Inna? W jakim sensie? - opieram się o blat, nie spuszczając z niego wzroku. Jest naprawdę przystojny. 

- Słodka, urocza, piękna, zadziorna i zdecydowanie trzymająca dystans. Musisz być cudowną mamą, Ivy.
- Cóż, staram się. Ale hola, hola! Nie rozpędzaj się kolego. Lepiej opowiedz mi coś o sobie, dość o mnie.
- Coś o mnie? Imię i mój wiek już znasz. Na co dzień mieszkam w San Francisco - och! Czuję skurcz w brzuchu, a coś dziwnego ściska mnie za serce - Przyjechałem tutaj, bo mam robotę do wykonania.
- Robotę do wykonania? Zabrzmiało tajemniczo. Więc, zdradzisz mi, czym się właściwie zajmujesz, Caleb?
- Jestem inwestorem. Przyjechałem na spotkanie z przedstawicielem wydawnictwa, które bardzo mnie interesuje. Niestety negocjacje są cholernie ciężkie i nic nie idzie tak, jak powinno. Muszę się jednak śpieszyć i zdać raport szefowi, inaczej będzie niezadowolony. On tutaj rządzi, więc sama rozumiesz.
- Tak, rozumiem. W końcu też mam szefa, który czasami bywa nieznośny. Lepiej go wtedy unikać. 

- Mój dodatkowo wypisuje codziennie i dopytuje, jak idą moje postępy. Ta praca jest niewdzięczna.
- Ale z pewnością dobrze płatna - mrugam okiem, a Caleb prycha rozbawiony - Nie marudź i rób swoje.
- Tak, nie mam wyjścia - kiwa głową na pustą szklaneczkę, więc dolewam do niej nową porcję whisky. 


Do domu wracam jak zawsze kilka minut po piątej. Zmieniam opiekunkę, całuję córkę w czoło, biorę prysznic i padam na łóżko. Jestem zmęczona codziennymi zmianami w klubie, niewyspaniem. Coraz częściej zastanawiam się nad wzięciem urlopu, chociaż wolałabym to zrobić w okresie świątecznym. I tak spędzimy te święta z Abbey same, ale przynajmniej będę mogła poświęcić jej więcej czasu. Tęsknię za nią, kiedy musimy się rozstać, ale tak musi być. Obiecałam sobie, że niczego jej nie zabraknie.

Śpię jak zabita, dosłownie! Budzi mnie dopiero wrzask Abbey, ledwo wlokę za sobą nogi i biorę ją w ramiona. Jest cała czerwona, zła, jednak to jej pora na karmienie, a ja musiałam nie usłyszeć kwilenia.
- Już, maleńka. Przepraszam - układam ją obok siebie, przysuwam do piersi i natychmiast się uspokaja - Od razu lepiej, co? - uśmiecham się, marszczy brewki i nic poza jedzeniem już dla niej nie istnieje. 


Po spacerze zjadam obiad, kątem oka zerkam na telewizor i Abbey, która leży ma macie i gawędzi do zabawek. To niesamowite, że ma już cztery miesiące, a przecież przed chwilą się urodziła. Bałam się, że mogę ją stracić, a ona walczy dzielnie, nie poddaje się. I chociaż wcale nie chcę się tym zadręczać, ponownie myślę o Justinie. Jest jej ojcem, ma prawo o tym wiedzieć, tylko jak to rozegrać? Nie chcę wchodzić w jego życie z buciorami, a jeśli kogoś ma, mogę wszystko zepsuć. Z drugiej strony dziecko to
nie zabawka i okłamując go źle robię. Jednak przede wszystkim krzywdę Abbey, która nie zna własnego ojca. Niech to szlag! Jeśli znowu wdepnę na ten niewiadomy teren, ponownie się z niego nie wygrzebię. Przecież po to uciekłam, aby zacząć na nowo, ale wtedy jeszcze nie planowałam urodzić dziecka. Zwiałam z myślą, że jak tylko znajdę swoje własne miejsce to pozbędę się problemu. Stało się zupełnie na odwrót, tym samym sytuacja się skomplikowała. Nie chcę widzieć Justina, bo moje serce znowu pęknie na kawałki. Sęk w tym, że tu już nie chodzi o mnie, a o nasze dziecko, które zasługuje na to, aby mieć tatę. Nie jestem pewna jego reakcji i chyba tego boję się najbardziej. A jeśli ją odrzuci? Co wtedy?


Kilka minut po osiemnastej z kubkiem gorącej herbaty siadam przed laptopem. Nie mam jeszcze odwagi napisać do Justina, więc wybieram Nolana. Żałuję, że nasza przyjaźń skończyła się w taki sposób. Uwielbiałam go i zawsze będę mu wdzięczna za to, że tak bardzo się o mnie troszczył. Jest wspaniałym chłopakiem i mam nadzieję, że znalazł odpowiednią dziewczynę, która doceni jego dobre serce.
Oddycham głęboko, otwieram nową wiadomość i przez chwilę myślę, co właściwie mam napisać.
 


Witaj, Kaktusku 
Nie jestem pewna, czy ten mail nadal jest aktualny, ale zaryzykuję.
Zapewne nie spodziewałeś się wiadomości ode mnie, a ja nie zamierzałam pisać. Sprawy jednak nieco się skomplikowały i chciałam je naprawić. Wiem, że minął długi rok, ale chyba dopiero teraz jestem na to gotowa. Wiesz, że jestem słabym człowiekiem i na wszystko potrzebuję zdecydowanie więcej czasu. 

Może zacznę od czegoś banalnego, a mianowicie; co u ciebie? Mam cichą nadzieję, że jesteś szczęśliwy, a może i nawet zakochany? Jesteś wspaniałym facetem i byłeś (a może nadal jesteś?) moim najlepszym przyjacielem. Bardzo żałuję, że to wszystko potoczyło się właśnie w tym kierunku, ale wiedz, że ten czas z tobą spędzony był dla mnie niezmiernie ważny. Niczego nie żałuję, Nolan. Ani tego, że obżerałam się z tobą słodyczami, ani tego, że leżeliśmy w łóżku i chłonęliśmy kolejny odcinek "Narcose", ani tego, że to właśnie z powodu domniemanej zdrady sprawy z Justinem się spieprzyły. Widocznie tak musiało być. Wierzę w to, ze pewne rzeczy w naszym życiu dzieją się z konkretnego powodu. Może widocznie los nie przewidział dla nas happy endu? Moje życie chyba i tak jest już spisane na straty.

Jeśli chcesz, odpisz. Do niczego cię nie zmuszam, ani nie wymagam od ciebie utrzymywania kontaktu. Domyślam się, że jesteś na mnie wściekły i masz do tego pewne prawo. 

Ściskam mocno! 
Ivy


Czas w pracy ciągnie się niemiłosiernie. Postanawiam pogadać z szefem i wziąć wolne na jutro. Chcę się porządnie wyspać, naładować akumulatory i wreszcie odpocząć. Cindy ma rację, wykończę się, a do tego dopuścić nie mogę. Kto zajmie się wtedy moją kruszyną? Muszę być w pełni sił właśnie dla niej.
- Zaskoczyłaś mnie, Ivy. Pracujesz dla mnie naprawdę kawał czasu. Trafiłaś do mnie w drugim miesiącu ciąży, pracowałaś do samego końca no i wróciłaś bardzo szybko. Jesteś dla mnie niezmiernie cenna.

- Wiem, Anthony. Nie zamierzam się zwalniać, proszę tylko o dzień wolnego. Muszę trochę odpocząć.
- Należy ci się, pracujesz bez przerwy. Nie ma sprawy, jutro masz wolne - mruga okiem i wpisuje to w grafik. Anthony ma trzydzieści sześć lat, żonę, dwójkę dzieci, a mimo to niezły z niego as. Doskonale wiem, co robi z dziewczynami, kiedy już skończą swój pokaz. Nie raz słyszałam dobiegające z jego gabinetu jęki - Mam dla ciebie propozycję. Nie musisz odpowiadać od razu, zastanów się, dobrze? - marszczę brwi, niepewnie przytakując głową. Myślę, czy chodzi o stanowisko menadżera, który odszedł kilka dni temu, ale zaraz wyrzucam ten pomysł z głowy. Przecież Cindy pracuje tutaj ponad cztery lata, ja nie mam szans wejść tak wysoko w tak krótkim czasie - Twoja stawka oczywiście pójdzie w górę, zarobisz dwa razy więcej plus napiwki - jasna cholera! Uchylam usta zszokowana, ale potwornie mnie zaskoczył. To mnóstwo pieniędzy! - Dasz mi odpowiedź za kilka dni, stanowisko zwolni się od przyszłego miesiąca - wyjmuje teczkę i podchodzi do mnie. W tym momencie słyszę dźwięk przychodzącej poczty, a moje serce podskakuje. Boże, czy to Nolan odpisał?! Czekam z niecierpliwością, aż Anthony wreszcie wyduka resztę, chcę stąd wyjść i przeczytać e-maila! Jestem taka ciekawa - No dobrze, przejdę do rzeczy. Chcę, żebyś zastąpiła Megan. Jest w ciąży - szok ustępuje niedowierzaniu, a przed oczami robi mi się czarno. Boże, on chyba sobie żartuje! Miałabym zostać tancerką pokazując swoje ciało obcym mężczyznom?! 












piątek, 20 kwietnia 2018

Rozdział pierwszy

Dwanaście długich miesięcy. Właśnie tyle czasu minęło odkąd moje życie znalazło się na zakręcie.
Nie twierdzę, że teraz jest lepiej, ale staram się już nie tylko siebie, a dla mojej małej kruszyny. To zadziwiające, jak jedna mała istota potrafi wszystko zmienić. A przecież chciałam się jej pozbyć, nie dopuścić do tego, aby i jej życie było choć odrobinę podobne do mojego. Jaką mogłam być matką, skoro nie miałam żadnego wzoru? W tym przypadku zaskoczyłam nawet samą siebie. Kochałam moją córkę z całego serca, była dla mnie całym życiem i kiedy tylko pierwszy raz wzięłam ją w swoje ramiona, wiedziałam, że nie dopuszczę do tego, żeby ktokolwiek ją skrzywdził. Tak bardzo się bałam, że ta maleńka dziewczynka nie wzbudzi we mnie żadnych uczuć, że przebyta trauma na zawsze zmieniła moje serce w sopel lodu i będę zmuszona oddać ją do domu dziecka, tak, jak oddała mnie własna matka. Na szczęście moje serduszko rozpaliła przeogromna, matczyna miłość i byłam pewna, że wszystko jakoś się ułoży.

Teraz, kiedy Abbey ma cztery miesiące jestem w niej zakochana po uszy. Jest zdrową, śliczną dziewczynką, niestety przez moment drżałam ze strachu o jej życie. Urodziła się przed czasem, prawie miesiąc i szesnaście dni wcześniej. Taka maleńka, drobniutka, blada. Poród zaczął się znienacka, kiedy kompletnie się go nie spodziewałam. Pracowałam wtedy na drugą zmianę, a Cindy prawie zeszła na zawał, kiedy nagle odeszły mi wody. Natychmiast zawiozła mnie do szpitala, a tam wieści były jeszcze gorsze. Nie dość, że dziecko nie powinno jeszcze pchać się na świat, w dodatku jej szyja była owinięta pępowiną. Na sali operacyjnej wylądowałam dosłownie w minutę, a potem wszystko działo się jak w przyśpieszonym tempie. Niewiele do mnie docierało, byłam zamroczona przez znieczulenie i słyszałam jedynie męski, gruby głos doktora, oraz czułam panujące zamieszanie. A potem rozległ się słaby płacz, a moje serce zamarło. Nawet nie pozwolili mi jej zobaczyć, zabrali ją, a ja poczułam w sobie ogromną pustkę. Moje dzieciątko walczyło, a ja byłam taka słaba. Powinnam przy niej być, trzymać jej miniaturową rączkę i powtarzać, że musi być dzielna i silna. Nie oszczędzałam się przez pierwszy miesiąc ciąży, piłam alkohol i tym również jej nie pomogłam. Mimo to Abbey nigdzie się nie wybierała, po dwóch tygodniach doszła do siebie, odrobinę przytyła i wreszcie mogłam zabrać ją do domu. Przez jej pobyt w szpitalu zdążyłam nieco dojść do siebie po cesarskim cięciu i móc w pełni się nią zaopiekować. Przeczytałam mnóstwo książek, porad, ale to nijak miało się do rzeczywistości. Zostałyśmy same, a ja nie miałam bladego pojęcia o dzieciach, jednak instynkt "matki" włączył się niemal natychmiast. Działałam instynktownie, kiedy płakała zmieniałam pieluszkę, karmiłam ją i nosiłam. Kiedy spała, zaglądałam do łóżeczka i sprawdzałam, czy oddycha. Dawałam jej tyle czułości, jakbym chciała wynagrodzić sobie moje samotne dzieciństwo. Nie chciałam, aby moje dziecko poczuło się niechciane, niekochane, odrzucone. Skoro postanowiłam ją urodzić, miałam zamiar kochać ją za dwoje. Wychodziło mi to całkiem dobrze, a Abbey nagradzała mnie nieświadomymi jeszcze uśmiechami.


Kiedy skończyła cztery miesiące musiałam wrócić do pracy. Pieniądze od mamy topniały w zastraszającym  tempie, a przeznaczyłam je na małe, skromnie mieszkanie, które i tak było zbyt drogie, najróżniejsze badania w okresie ciąży, na życie, dziecko. Nie mogłam pozwolić sobie na beztroskie wychowywanie małej, jeśli za moment nie miałybyśmy za co żyć. Byłam zmuszona zatrudnić nianię, którą poleciła mi Cindy. Lubiłam ją. Miała dziewiętnaście lat, uwielbiała Abbey i świetnie się nią zajmowała. Ja mogłam pracować i być spokojną o swoje dziecko. Na szczęście pracowałam przeważnie w nocy, chociaż stanie za barem dawało nieźle w kość. Kiedy tylko wracałam do domu nad ranem, w głowie wciąż huczała mi głośna muzyka, a sen mimo, iż potrzeby, czasami wcale nie przychodził. Byłam przemęczona, niewyspana i marzyłam o kilku dniach urlopu. Niestety był początek grudnia i ludzi w pubie było całkiem sporo.
- Ivy, klient po prawej - Cindy puszcza mi oczko, dyskretnie kiwając głową na mężczyznę w białej koszuli.
- Dzięki - odkładam ściereczkę i z gracją do niego pochodzę - Witamy w Prism. Co mogę Panu podać?
- Whisky z lodem - burczy pod nosem, jakby wcale nie miał ochoty na drinka. W myślach przewracam oczami, wrzucam do niskiej szklaneczki dwie kostki lodu i wlewam Jamesona. Przyklejam uśmiech na twarz, wracam do klienta i kładę przed nim szklaneczkę, wcześniej wsuwając pod nią serwetkę z nazwą klubu - Dziękuję, ślicznotko - oblizuje usta, a ja marszczę brwi. To jedyny minus pracy w takim miejscu. Mimo tego, iż klub jest dość prestiżowy, nie każdy ma tutaj wstęp, to i tak od czasu do czasu znajdzie się ktoś, kto będzie podrywał barmanki. Facet plus alkohol aż się o to prosi - Jesteś wolna? - zawieszam się, zastanawiając nad odpowiedzią. Zawsze kłamię, że mam chłopaka, narzeczonego, męża, kochanka, żeby nie kontynuowali podrywu. Jednak w tym facecie jest coś dziwnego, nie pasuje tutaj. Ma na sobie elegancki, zapewne drogi garnitur, granatowy krawat i jest sporo starszy ode mnie - To proste pytanie.
- N-nie, nie jestem wolna - jąkam się i biorę w garść. Czas na ewakuację - Właściwie z kimś się spotykam. 

- A dokładniej ze mną - obok pojawia się Cindy, która obejmuje mnie ramieniem i uśmiecha się szeroko - Czyżby podrywał Pan moją dziewczynę? - rumienię się na jej słowa. Cindy jest lesbijką, nie jeden raz zauważyłam jak dziwnie na mnie patrzy, ale to nie dla mnie. Nie zniechęcało jej to, absolutnie! Wręcz przeciwnie, podrywała mnie i zaczepiała. Lubiłam ją, bo była zwariowana, wiecznie zadowolona i miała w sobie coś takiego, co sprawiało, że można było polubić ją niemal natychmiast - Ivy jest tylko moja.
- Naprawdę? - drapie się po brodzie i patrzy raz na mnie, raz na Cindy - A może chcecie się obie zabawić?
- Och, interesuje Pana trójkącik, tak? - jezu! Czy ona musi walić tak prosto z mostu - Interesujące - co?!
- Jestem wolnym facetem, lubię się bawić. Dlaczego nie? Może być bardzo ciekawie, nie uważacie?
- Ja w to nie wchodzę - odpowiadam naburmuszona i odchodzę. Chowam się na zapleczu i wykładam na półkę resztę dotąd nie rozpakowanego towaru. Niedługo po mnie zjawia się Cindy. Opiera się o ścianę i wlepia we mnie wzrok - No co tak patrzysz? Trzeba było zbyć tego typa, a nie rozwijać temat.
- Daj spokój, Ivy. Przecież nic wielkiego się nie stało, prawda? To była tylko luźna rozmowa, nic więcej.
- Nie wyglądało mi to na luźną rozmowę. Jeśli chcesz sie tak bawić, w porządku. Ja nie mam zamiaru.
- Przecież wiem. Jesteś moją przyjaciółka, nawet bym ci na to nie pozwoliła - uśmiecha się czule, podchodzi i odgarnia moje włosy na plecy - Przepraszam, nie chciałam cię zdenerwować. Czasami lubię poflirtować z klientami - mruga okiem, zakładam ręce na biodrach i karcę ją spojrzeniem - Powinnaś się nieco wyluzować. Wiesz, jak wygląda praca w klubie, prawda? Klienci lubią, kiedy się z nimi rozmawia, nawet na sprośne tematy - porusza brwiami i doskonale wiem, że ma rację. Przekonałam się o tym.
- Nie chcę rozmawiać z obcymi facetami na sprośne tematy, Cindy. Mam dziecko, chcę po prostu pracować i móc do niej wrócić - wzdycham ciężko i masuję skronie - Jestem ostatnio zmęczona, niewyspana.

- Ciekawe dlaczego, huh? Pracujesz prawie codziennie, Ivy! Nie możesz tego robić, bo się wykończysz! Praca nocami wcale nie jest łatwa, a w domu czeka na ciebie Abbey, którą musisz się zająć. Weź wolne.
- Wezmę, ale jeszcze nie teraz. Może pod koniec miesiąca, aby spędzić święta z moim małym krasnalkiem.
- Jest początek grudnia, do końca miesiąca zamienisz się w zombie! W dodatku schudłaś, na przerwie prawie w ogóle nic nie jesz. Masz jakieś problemy? Wiesz, że możesz mi o nich powiedzieć, prawda?
- Oczywiście, dziękuję ci - przytulam się do niej i zamykam oczy - Po prostu życie to nie bajka, Cindy. Muszę tyrać, żeby zarabiać pieniądze i zapewnić swojemu dziecku normalne życie i móc opłacić rachunki.
- Wiem coś o tym. Mimo wszystko powinnaś odrobinę wyluzować, tryb nocny naprawdę ci nie służy.
- Obiecuję, że wyluzuję - odchylam głowę i cmokam ją w policzek - Dziękuję za twoją troskę, mała.
- Och, Ivy - bierze moją głowę w dłonie, głaszcze kciukami policzki i patrzy na mnie inaczej, niż zwykle - Wiem, że nie powinnam, ale chrzanić to! - nim mam szansę zrozumieć, o co jej chodzi, pochyla się, a nasze usta się spotykają. Jestem zaskoczona jej ruchem, stoję jak słup soli i wstrzymuję oddech. Nigdy w życiu nie całowałam się z dziewczyną, a jest to całkiem fajne. Cindy zna się na rzeczy, ostrożnie muska moje usta, a w
 moją głowę uderzają wspomnienia, które zalewają mnie niczym fala tsunami. Niemal czuję dłonie Justina na moim ciele, jego usta, które rozpalały mnie do czerwoności. Słyszę w głowie jego sprośne słowa, kiedy kochaliśmy się namiętnie. Przez ten rok nawet na sekundę nie opuścił moich myśli. 

Wracam do domu kilka minut po piątej rano. Cmokam Shelly w policzek i zaglądam do łóżeczka, w którym smacznie śpi moja mała kruszyna. Uśmiecham się, składam delikatnego całusa na jej czole i wlokę nogi do łazienki. Prawie na śpiąco biorę prysznic, wycieram się, zakładam na siebie białą koszulkę Justina, którą wciąż posiadam i wślizguję się do łóżka. Cindy ma rację, muszę zwolnić, bo nocna zmiana mnie wykończy.

Budzi mnie ciche kwilenie. Gwałtownie otwieram oczy, mrugam kilka razy i wyskakuję z łóżka. Podchodzę do łóżeczka i wpatruję się w twarzyczkę Abbey. Wierci się, macha rączkami i krzywi, jakby była niezadowolona. Uśmiecham się na ten widok, biorę ją na ręce i wracam do łóżka. Karmię ją, głaskam po główce bawiąc się jej ciemnymi włoskami. To niesamowite, jak bardzo przypomina mi Justina. Za każdym razem, kiedy tylko patrzę w jej piękne, czekoladowe oczy widzę właśnie jego. To nie tak, że o nim zapomniałam, a moje uczucie wygasło zbiegiem czasu, ponieważ wciąż jest obecny w moim życiu, tęsknię za nim i często wspominam nasze wspólne chwile. Mam świadomość, jak wielki błąd popełniłam nie powiadamiając go o tym, że został ojcem. Nie zrobiłam tego od razu, ponieważ nie miałam zamiaru urodzić dziecka. Chciałam się go pozbyć, zacząć od nowa i odbudować swój rozwalony świat. A potem coś mnie skłoniło i wybrałam się do ginekologa. To właśnie tego dnia, w dwunastym tygodniu ciąży wszystko się zmieniło. Zwlekałam z usunięciem ciąży, a kiedy zobaczyłam ją na monitorze rozpłakałam się, nie mogąc uspokoić przez godzinę. Doktor Liz pocieszała mnie, dodawała otuchy, ale ja wcale nie płakałam z rozpaczy, tylko ze szczęścia. Zobaczyłam swoje własne dziecko, które było w moim brzuchu i to właśnie ode mnie zależało jego życia. Jedna moja decyzja, a jego los byłby przesądzony. Wiedziałam, że muszę urodzić i nie brałam pod uwagę zrobienia czegoś głupiego, jak upadek ze schodów, aby problem zniknął. Tego dnia ją pokochałam i tak zostało do dzisiaj. Była moim światełkiem, trzymała mnie w ryzach i dawała kopa, aby iść przed siebie i nie poddawać się. Gdybym to zrobiła, kto by się nią zajął? Trafiłaby do domu dziecka, tak jak ja i jej życie byłoby odbiciem mojego własnego. Nie mogłam zgotować jej tak okrutnego losu, ponieważ była dla mnie wszystkim. Moja mała kopia Justina na własność.

Popołudniu wybieramy się na spacer i małe zakupy, lodówka zaczyna świecić pustkami. Na razie z Abbey mam spokój, ponieważ wciąż karmię ją piersią, jednak jestem na siebie zła, bo moje zdrowe odżywianie kiepsko mi wychodzi i to tylko kwestia czasu, aż mój pokarm szlag trafi. W nocy w pracy nie jem prawie nic, w dzień jestem zmęczona i apetyt nie dopisuje. Jeśli tego nie zmienię, marnie to widzę.
Wchodzę do supermarketu, szybko kupuję kilka rzeczy i kieruje się w moje ulubione miejsce. Alejki przy plaży to wręcz idealne miejsce do spacerowania, a Abbey dzięki temu zażyje trochę powietrza. Właśnie powoli zasypia, siadam na ławce i wyjmuję książkę. Mam dobre dwie godziny dla siebie, powinnam wrócić do domu i też się przespać, mimo to szkoda marnować tak pięknej pogody i trzymać dziecko w domu.
Oddycham głęboko, wystawiam twarz do słońca, a promienie słoneczne ogrzewają moja twarz. Lubię Los Angeles. Zawsze jest ciepło, ludzie są życzliwi i szybko się tutaj zadomowiłam. Na początku było ciut ciężko, ale musiałam przestać się nad sobą użalać, wziąć w garść i ruszyć dalej. Solidnie zabrałam się za poszukiwanie pracy oraz mieszkania. Znalazłam dwu pokojowe mieszkanko niedaleko plaży i klubu, do którego trafiłam przypadkiem. Skusiło mnie ogłoszenie, weszłam do środka i tak zostałam barmanką. Cindy wzięła mnie pod swoje skrzydła, wprowadziła i szybko się zaprzyjaźniłyśmy. Zawsze mogłyśmy na siebie liczyć i czułam się dzięki temu pewniej. Dobrze mieć obok siebie bratnią duszę, która w razie problemu przyjdzie, pomoże, przytuli. Podświadomie czułam, że podobam się Cindy, bo jej częste podchody jasno o tym świadczyły. Lubiłam ją, ale nic więcej nie mogłam jej od siebie dać. Wciąż kochałam Justina, nie potrafiłam wyrzucić go ze swojej głowy i chcąc nie chcąc, tęskniłam za nim. Bywały dni, kiedy chciałam do niego napisać, powiedzieć, że ma cudowną córeczkę, która jest do niego tak bardzo podobna. Zasłużył na to, aby poznać prawdę i miałam świadomość, że muszę mu to w końcu powiedzieć. A potem tchórzyłam, odkładam telefon i wracałam do swojego codziennego życia. Minął rok, Justin na pewno poszedł dalej, być może miał dziewczynę. Nie chciałam psuć mu życia, mieszać w jego związku. Mimo wszystko moja córeczka zasługiwała na to, żeby mieć ojca. Pytanie, czy ów ojciec byłby gotowy ją zaakceptować?


O piętnastej wracam do domu. Mała domaga się jedzenia, ja również jestem głodna jak wilk, na szczęście park jest blisko mojego osiedla. Przechodzę przed ulicę, rozglądam się i zatrzymuję w połowie kroku. Niedaleko mnie, pod drzewem stoi mężczyzna, którego już wcześniej widziałam. Był wczoraj w klubie, bajerował mnie i chciał się zabawić. Cholera, co on tutaj robi?! I dlaczego patrzy wprost na mnie?




niedziela, 15 kwietnia 2018

Prolog

Przez całe dzieciństwo słyszałam, że jestem do niczego, nic dobrego ze mnie nie wyrośnie i właściwe w ogóle nie powinnam była przyjść na świat. Kiedy byłam jeszcze mała nic z tego nie rozumiałam. Bezbronnie patrzyłam na ojca zastanawiając się, dlaczego wciąż jest zły, krzyczy i rzuca przedmiotami. Czasami chciałam go przytulić, pocieszyć i powiedzieć, że we dwójkę damy sobie radę. Zrobiłam to tylko jeden raz, którego bardzo pożałowałam i zakodowałam sobie, żeby nigdy więcej tego nie robić. Ojciec sprał mnie na kwaśne jabłko i wykrzyczał, że jestem zbyt miękka i słaba. Od tamtej pory codziennie słyszałam, że kobiety są przeklęte, omamiają facetów cipkami i są z nimi same kłopoty. Ojciec chciał mieć syna, o czym doskonale wiedziałam. Może gdybym urodziła się chłopcem, nie traktowałby mnie jak przedmiot? Niestety nie miałam na to wpływu, a ojciec miał idealną okazję odreagować swoje własne porażki na mnie.

Mimo popieprzonego dzieciństwa, które ukształtowało mnie na osobę, którą nigdy nie chciałam być czyli; słabą, tchórzliwą, z niską samooceną, przestraszoną, stroniącą od ludzi, jakoś udało mi się unieść głowę i pójść dalej. Skończyłam szkołę, dostałam się na dobre studia, a moje życie wreszcie było takie, jakie chciałam, aby było; ustabilizowane. Właśnie ta stabilizacja po strasznych przeżyciach była dla mnie rajem.
Nadal byłam cichą, zamkniętą w sobie dziewczyną, starałam się nie dopuścić do siebie ludzi zbyt szybko, jednak mój plan i tak się nie powiódł. Jeden chłopak kompletnie zawrócił mi w głowie, a ja poczułam, że mam szansę na normalnie, spokojnie i szczęśliwe życie. Bez krzyków, przemocy, wujków, strachu. Miałam iskierkę nadziei, że jestem dla niego wartościowa, cenna i ważna. Niestety życie ponownie pokazało mi, że nic nie jest takie proste i kolorowe. Więc po raz trzeci zaczynałam od nowa, chociaż nie miałam na to większych chęci. Wiedziałam, że i tak niczego nie osiągnę, a w dodatku rzuciłam studia, na których tak bardzo mi zależało. Pragnęłam założyć własną firmę, być niezależna, samodzielne dorobić się czegoś własnego. Wszystko przepadło, a ja zostałam z niczym. Uciekłam od chłopaka, którego kochałam, zostawiłam przyjaciół i zwiałam do Los Angeles. Mimo tego, że moje plany wzięły w łeb, miałam do wykonania zupełnie inną misję, o wiele ważniejszą. Ta misja nazywała się; macierzyństwo.



Ktoś, kto powiedział, że czas goi wszystkie rany, jest kłamcą. Czas pozwala jedynie nauczyć się najpierw przetrwać, a potem żyć z tymi ranami. Ale każdego ranka, natychmiast po otwarciu oczu czuje się te rany.
I zawsze, do ostatniej chwili życia będzie się czuło obecną nieobecność.
Od niej można uciekać, ale nie można uciec...

Janusz Leon Wiśniewski