niedziela, 15 kwietnia 2018

Prolog

Przez całe dzieciństwo słyszałam, że jestem do niczego, nic dobrego ze mnie nie wyrośnie i właściwe w ogóle nie powinnam była przyjść na świat. Kiedy byłam jeszcze mała nic z tego nie rozumiałam. Bezbronnie patrzyłam na ojca zastanawiając się, dlaczego wciąż jest zły, krzyczy i rzuca przedmiotami. Czasami chciałam go przytulić, pocieszyć i powiedzieć, że we dwójkę damy sobie radę. Zrobiłam to tylko jeden raz, którego bardzo pożałowałam i zakodowałam sobie, żeby nigdy więcej tego nie robić. Ojciec sprał mnie na kwaśne jabłko i wykrzyczał, że jestem zbyt miękka i słaba. Od tamtej pory codziennie słyszałam, że kobiety są przeklęte, omamiają facetów cipkami i są z nimi same kłopoty. Ojciec chciał mieć syna, o czym doskonale wiedziałam. Może gdybym urodziła się chłopcem, nie traktowałby mnie jak przedmiot? Niestety nie miałam na to wpływu, a ojciec miał idealną okazję odreagować swoje własne porażki na mnie.

Mimo popieprzonego dzieciństwa, które ukształtowało mnie na osobę, którą nigdy nie chciałam być czyli; słabą, tchórzliwą, z niską samooceną, przestraszoną, stroniącą od ludzi, jakoś udało mi się unieść głowę i pójść dalej. Skończyłam szkołę, dostałam się na dobre studia, a moje życie wreszcie było takie, jakie chciałam, aby było; ustabilizowane. Właśnie ta stabilizacja po strasznych przeżyciach była dla mnie rajem.
Nadal byłam cichą, zamkniętą w sobie dziewczyną, starałam się nie dopuścić do siebie ludzi zbyt szybko, jednak mój plan i tak się nie powiódł. Jeden chłopak kompletnie zawrócił mi w głowie, a ja poczułam, że mam szansę na normalnie, spokojnie i szczęśliwe życie. Bez krzyków, przemocy, wujków, strachu. Miałam iskierkę nadziei, że jestem dla niego wartościowa, cenna i ważna. Niestety życie ponownie pokazało mi, że nic nie jest takie proste i kolorowe. Więc po raz trzeci zaczynałam od nowa, chociaż nie miałam na to większych chęci. Wiedziałam, że i tak niczego nie osiągnę, a w dodatku rzuciłam studia, na których tak bardzo mi zależało. Pragnęłam założyć własną firmę, być niezależna, samodzielne dorobić się czegoś własnego. Wszystko przepadło, a ja zostałam z niczym. Uciekłam od chłopaka, którego kochałam, zostawiłam przyjaciół i zwiałam do Los Angeles. Mimo tego, że moje plany wzięły w łeb, miałam do wykonania zupełnie inną misję, o wiele ważniejszą. Ta misja nazywała się; macierzyństwo.



Ktoś, kto powiedział, że czas goi wszystkie rany, jest kłamcą. Czas pozwala jedynie nauczyć się najpierw przetrwać, a potem żyć z tymi ranami. Ale każdego ranka, natychmiast po otwarciu oczu czuje się te rany.
I zawsze, do ostatniej chwili życia będzie się czuło obecną nieobecność.
Od niej można uciekać, ale nie można uciec...

Janusz Leon Wiśniewski



8 komentarzy:

  1. Cieszę się, że kontynuujesz to opowiadanie. Mam nadzieję, że tym razem wszystko będzie dobrze... czekam z niecierpliwością na rozdział! Ściskam ❤

    OdpowiedzUsuń
  2. Super się zapowiada ❤ mam nadzieję, że wszysko się ułoży i Ivy będzie szczęśliwa ☺

    OdpowiedzUsuń
  3. 😘😘💕💋

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie mogę się doczekać następnego rozdzialu 😍😍😍😍 mam nadzieje ze ta część nie będzie aż taką smutna jak poprzednia 😘😘😘😘

    OdpowiedzUsuń
  5. Tak się cieszę ze jednak będziesz publikować 2 część 😍 nie mogę się doczekać 1 rozdziału 😍😍

    OdpowiedzUsuń
  6. Jestem mega szczęśliwa, że kontynuujesz tę historię. Z niecierpliwością czekam na pierwszy rozdział.
    Pozdrawiam,
    Kama

    OdpowiedzUsuń
  7. Nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę że postanowiłaś kontynuować dalsze losy Ivy i Justina 😍 czekam z niecierpliwością na ich pierwsze spotkanie 🙂 życzę weny na kolejne opowiadania 😘 cudowny rozdział 😎

    OdpowiedzUsuń