wtorek, 24 kwietnia 2018

Rozdział drugi

O dwudziestej drugiej melduję się na swojej zmianie. Cindy krząta się wokół baru, obsługuje schodzących się klientów i tłumaczy dziewczynom, czego życzył sobie dzisiaj szef. Nasz klub to nie tylko drinki, świetna muzyka i zabawa. Zawsze w piątki odbywają się specjalnie pokazy, które są atrakcją całego tygodnia. Nazywając je po imieniu, jest to nic innego jak striptiz. W tym dniu nasz klub całkowicie się zmienia, a mężczyzn jest od groma! Można spotkać każdego; biznesmena, żonatego, faceta po pięćdziesiątce, a nawet gejów, co nieco mnie dziwiło. Najważniejsze było to, aby uwijać się i w miarę szybko obsługiwać  klientów. W piątki również zarabiałam najwięcej, bo żaden z mężczyzn nie żałował na napiwki.
- Jesteście gotowi? - głos szefa wyrywa mnie z zamyślenia. Podchodzę do niego razem z Cindy, Cassie i Marko, którzy pracują ze mną na zmianie - Mam nadzieję, że poradzicie sobie we czwórkę, niestety reszta musi pracować na sali. Nie chcę widzieć żadnych obsuw, dzieciaki. To najważniejszy dzień w tygodniu, mamy mnóstwo osób i liczę na to, że nie będzie niepotrzebnych nieporozumień. Czy wszystko jest jasne?
- Tak jest, szefie! - Cindy salutuje, uśmiecha się szeroko, a szef przewraca oczami i odchodzi - Sztywniak.

- Jesteś niemożliwa, wariatko! - śmieję się z niej, puszcza mi oczko i zabieramy się do pracy.

Praca posuwała się w szybkim tempie. Nie miałam czasu na myślenie, uwijałam się jak w ukropie i obsługiwałam klientów. Byli to przeważnie sami mężczyźni, tylko gdzieniegdzie dojrzałam kobietę. W takie dni jak ten, to właśnie faceci byli najbardziej zainteresowani pokazem, który miał rozpocząć się dosłownie za moment. Muzyka zmieniała rytm na bardziej zmysłowy, seksowny, aby nieco podkręcić atmosferę. Przy barze ruch malał, wszyscy zasiadali na sali, którą spowijała ciemność, a jedyne światła padały na scenę, na którą wychodzą dziewczyny. Z jednej strony podziwiałam je. To nie był byle jaki striptiz, a dzieło sztuki. Każdy ruch był przez nie idealnie wyćwiczony, przygotowany, a taniec na rurze robił ogromne wrażenie. Dziewczyny były piękne, zgrabne i wszystkie miały brązowe włosy. Tego jednego nie rozumiałam, ale nie wnikałam w to. Z drugiej strony czułam się nieswojo. Pokazywały swoje ciała, obcy mężczyźni podziwiali je jak na wystawie i chociaż nie mogli ich dotknąć, nie oznaczało, że nie mogli dotykać siebie. Dlatego ten pokaz napawał mnie obrzydzeniem. Masturbowali się na naszym oczach, a to było dla mnie za wiele.
- Odwracasz wzrok - podskakuję na znajomy głos, który mnie zaskakuje. Przekręcam głowę i patrzę w oczy mężczyźnie, który był tutaj wczoraj oraz pod moim blokiem dzisiaj popołudniu - Nie podoba ci się ten pokaz? A może raczej to, co robią ci mężczyźni, hmm? Powiedz mi, śliczna. Jestem tego ciekawy.
- Nie ważne, czy to mi się podoba. Pracuję tutaj - uśmiecham się i przyjmuję oschły ton - Co podać?
- To, co zwykle. Whisky z lodem - przytakuję głową i przygotowuję drinka - Podoba mi się kolor twoich włosów, pasują do ciebie - nie odpowiadam. Stawiam przed nim szklaneczkę i zabieram się do wycierania baru, który i tak lśni czystością - Nie ładnie mnie tak ignorować, nie uważasz? To niegrzeczne.
- Nie ignoruję Pana, jestem w pracy i muszę wykonywać swoje obowiązki. Jednak bardzo dziękuję za komplement - uśmiecham się sztucznie i bardzo żałuję, że nie czeka na mnie dostawa na magazynie. 

- Ależ nie ma za co, kochanie - mruga okiem, unosi szklaneczkę i wychyla całość na raz. Nawet się nie krzywi, więc ja robię to za niego. Chociaż ten rodzaj whisky jest łagodny, działa bardzo powoli - Poproszę jeszcze raz to samo - posłusznie nalewam kolejną porcję i obsługuję mężczyznę, który pochodzi do baru życząc sobie kufel piwa. Niestety szybko się ulatnia, a ja zostaję sama z tajemniczym facetem w garniturze. Co za pech! - Te dziewczyny są niesamowite - spoglądam na niego, podpiera brodę na dłoni i obserwuje tancerki - Jesteś od nich wszystkich o wiele ładniejsza. Nigdy nie myślałaś o tańcu?
- N-nie, to nie dla mnie. Jestem tylko barmanką i na tym pozostanę. Nie będę się nikomu pokazywać.
- Nikomu? Swojej dziewczynie też nie? - unosi brew, a na samo wspomnienie namiętnego pocałunku z Cindy moje policzki obwalają rumieńce - Swoją drogą, masz dziecko. Wychodzi na to, że nie jesteś lesbijką.
- Nie powiedziałam, że jest to moje dziecko. Poza tym nie wspominałam również, że jestem lesbijką.
- Hmm, masz rację. Jednak potrafię rozpoznać jak matka patrzy na własne dziecko, więc jestem pewny, że jest twoje. Co do orientacji, nagle ją zmieniłaś, kochanie? A może jesteś biseksualna, hmm?
- Dość! - uderzam pięścią w bar, aż Marko się odwraca i patrzy na mnie zdziwiony - To, że jest Pan klientem tego klubu nie oznacza, że ma Pan prawo wtrącać się w moje osobiste życie! To moja sprawa.
- Nie złość się, śliczna. Po prostu wpadłaś mi w oko i chciałem sprawdzić na czym stoję. Przepraszam.
- Mam w nosie Pana przeprosiny. Nigdy więcej nie życzę sobie takich tekstów, rozumiemy się?
- Ależ ty masz charakterek - śmieje się głośno, ukazując swoje idealne proste zęby - Podobasz mi się.
- Nie jestem zainteresowana bliższym Pana poznaniem. Proszę wybaczyć, zniechęcił mnie Pan do siebie.
- Jest mi z tego powodu niezmiernie przykro. Mogę to jakoś naprawić? Mogę zaprosić cię na kolację?
- Nie, dziękuję. Jak wspomniałam, nie mam ochoty na poznanie Pana, ani żadnego innego mężczyzny.
- Więc dajesz mi kosza? - wygina usta w podkówkę i chociaż nie chcę, muszę przyznać, że jest uroczy.
- Tak, właściwie daję Panu kosza. A poza tym, chciałabym wiedzieć, co Pan robił na moim osiedlu?
- Cóż, mieszkam tam? - och! Zaskakuje mnie. Nigdy go tam nie widziałam - Wynająłem mieszkanie na pewien czas, wprowadziłem się jakieś dwa tygodnie temu. Więc jesteśmy sąsiadami! Cieszę się.
- Tsa - burczę pod nosem i obsługuję kolejnego klienta. Kątem oka spoglądam na zegarek, który wskazuje dziesięć minut po północy. Pokaz skończy się dopiero za dwadzieścia minut - Jak ma Pan na imię?
- Caleb, miło cię poznać - wystawia dłoń, ściskam ją niepewnie, jednak nie chcę być niekulturalna - Wiem, że masz na imię Ivy, usłyszałem jak ktoś cię wolał. I proszę, nie mów do mnie per Pan. Dobrze?
- W porządku, Caleb - wzruszam ramionami i zabieram się na wycieranie szklaneczek - Ile masz lat?
- Teraz ty zadajesz pytania, co? Podoba mi się, tak trzymaj. Mam trzydzieści dwa lata, Ivy - o, kurka!
- Wow, nieźle. To całe dwanaście lat różnicy. I ty chciałeś się ze mną umówić? Sorry, staruszek z ciebie.
- Ej, ranisz moje serce! - oburza się, przykładając do niego dłoń - Nie jest przyzwyczajone do odrzucenia.
- Tak, wyglądasz mi na takiego, który może zdobyć kobietę pstryknięciem palca. Ja taka nie jestem.
- Ależ ja o tym wiem, śliczna. Nawet przez chwilę nie pomyślałem, że pstryknę palcami, a ty rzucisz się na kolana i będziesz ssać mojego kutasa - o kurwa! Prawie krztuszę się własną śliną! - Jesteś zbyt piękna, aby obchodzić się z tobą w niedbały sposób. Na pierwszy rzut oka wywnioskowałem, że jesteś zupełnie inna.
- Inna? W jakim sensie? - opieram się o blat, nie spuszczając z niego wzroku. Jest naprawdę przystojny. 

- Słodka, urocza, piękna, zadziorna i zdecydowanie trzymająca dystans. Musisz być cudowną mamą, Ivy.
- Cóż, staram się. Ale hola, hola! Nie rozpędzaj się kolego. Lepiej opowiedz mi coś o sobie, dość o mnie.
- Coś o mnie? Imię i mój wiek już znasz. Na co dzień mieszkam w San Francisco - och! Czuję skurcz w brzuchu, a coś dziwnego ściska mnie za serce - Przyjechałem tutaj, bo mam robotę do wykonania.
- Robotę do wykonania? Zabrzmiało tajemniczo. Więc, zdradzisz mi, czym się właściwie zajmujesz, Caleb?
- Jestem inwestorem. Przyjechałem na spotkanie z przedstawicielem wydawnictwa, które bardzo mnie interesuje. Niestety negocjacje są cholernie ciężkie i nic nie idzie tak, jak powinno. Muszę się jednak śpieszyć i zdać raport szefowi, inaczej będzie niezadowolony. On tutaj rządzi, więc sama rozumiesz.
- Tak, rozumiem. W końcu też mam szefa, który czasami bywa nieznośny. Lepiej go wtedy unikać. 

- Mój dodatkowo wypisuje codziennie i dopytuje, jak idą moje postępy. Ta praca jest niewdzięczna.
- Ale z pewnością dobrze płatna - mrugam okiem, a Caleb prycha rozbawiony - Nie marudź i rób swoje.
- Tak, nie mam wyjścia - kiwa głową na pustą szklaneczkę, więc dolewam do niej nową porcję whisky. 


Do domu wracam jak zawsze kilka minut po piątej. Zmieniam opiekunkę, całuję córkę w czoło, biorę prysznic i padam na łóżko. Jestem zmęczona codziennymi zmianami w klubie, niewyspaniem. Coraz częściej zastanawiam się nad wzięciem urlopu, chociaż wolałabym to zrobić w okresie świątecznym. I tak spędzimy te święta z Abbey same, ale przynajmniej będę mogła poświęcić jej więcej czasu. Tęsknię za nią, kiedy musimy się rozstać, ale tak musi być. Obiecałam sobie, że niczego jej nie zabraknie.

Śpię jak zabita, dosłownie! Budzi mnie dopiero wrzask Abbey, ledwo wlokę za sobą nogi i biorę ją w ramiona. Jest cała czerwona, zła, jednak to jej pora na karmienie, a ja musiałam nie usłyszeć kwilenia.
- Już, maleńka. Przepraszam - układam ją obok siebie, przysuwam do piersi i natychmiast się uspokaja - Od razu lepiej, co? - uśmiecham się, marszczy brewki i nic poza jedzeniem już dla niej nie istnieje. 


Po spacerze zjadam obiad, kątem oka zerkam na telewizor i Abbey, która leży ma macie i gawędzi do zabawek. To niesamowite, że ma już cztery miesiące, a przecież przed chwilą się urodziła. Bałam się, że mogę ją stracić, a ona walczy dzielnie, nie poddaje się. I chociaż wcale nie chcę się tym zadręczać, ponownie myślę o Justinie. Jest jej ojcem, ma prawo o tym wiedzieć, tylko jak to rozegrać? Nie chcę wchodzić w jego życie z buciorami, a jeśli kogoś ma, mogę wszystko zepsuć. Z drugiej strony dziecko to
nie zabawka i okłamując go źle robię. Jednak przede wszystkim krzywdę Abbey, która nie zna własnego ojca. Niech to szlag! Jeśli znowu wdepnę na ten niewiadomy teren, ponownie się z niego nie wygrzebię. Przecież po to uciekłam, aby zacząć na nowo, ale wtedy jeszcze nie planowałam urodzić dziecka. Zwiałam z myślą, że jak tylko znajdę swoje własne miejsce to pozbędę się problemu. Stało się zupełnie na odwrót, tym samym sytuacja się skomplikowała. Nie chcę widzieć Justina, bo moje serce znowu pęknie na kawałki. Sęk w tym, że tu już nie chodzi o mnie, a o nasze dziecko, które zasługuje na to, aby mieć tatę. Nie jestem pewna jego reakcji i chyba tego boję się najbardziej. A jeśli ją odrzuci? Co wtedy?


Kilka minut po osiemnastej z kubkiem gorącej herbaty siadam przed laptopem. Nie mam jeszcze odwagi napisać do Justina, więc wybieram Nolana. Żałuję, że nasza przyjaźń skończyła się w taki sposób. Uwielbiałam go i zawsze będę mu wdzięczna za to, że tak bardzo się o mnie troszczył. Jest wspaniałym chłopakiem i mam nadzieję, że znalazł odpowiednią dziewczynę, która doceni jego dobre serce.
Oddycham głęboko, otwieram nową wiadomość i przez chwilę myślę, co właściwie mam napisać.
 


Witaj, Kaktusku 
Nie jestem pewna, czy ten mail nadal jest aktualny, ale zaryzykuję.
Zapewne nie spodziewałeś się wiadomości ode mnie, a ja nie zamierzałam pisać. Sprawy jednak nieco się skomplikowały i chciałam je naprawić. Wiem, że minął długi rok, ale chyba dopiero teraz jestem na to gotowa. Wiesz, że jestem słabym człowiekiem i na wszystko potrzebuję zdecydowanie więcej czasu. 

Może zacznę od czegoś banalnego, a mianowicie; co u ciebie? Mam cichą nadzieję, że jesteś szczęśliwy, a może i nawet zakochany? Jesteś wspaniałym facetem i byłeś (a może nadal jesteś?) moim najlepszym przyjacielem. Bardzo żałuję, że to wszystko potoczyło się właśnie w tym kierunku, ale wiedz, że ten czas z tobą spędzony był dla mnie niezmiernie ważny. Niczego nie żałuję, Nolan. Ani tego, że obżerałam się z tobą słodyczami, ani tego, że leżeliśmy w łóżku i chłonęliśmy kolejny odcinek "Narcose", ani tego, że to właśnie z powodu domniemanej zdrady sprawy z Justinem się spieprzyły. Widocznie tak musiało być. Wierzę w to, ze pewne rzeczy w naszym życiu dzieją się z konkretnego powodu. Może widocznie los nie przewidział dla nas happy endu? Moje życie chyba i tak jest już spisane na straty.

Jeśli chcesz, odpisz. Do niczego cię nie zmuszam, ani nie wymagam od ciebie utrzymywania kontaktu. Domyślam się, że jesteś na mnie wściekły i masz do tego pewne prawo. 

Ściskam mocno! 
Ivy


Czas w pracy ciągnie się niemiłosiernie. Postanawiam pogadać z szefem i wziąć wolne na jutro. Chcę się porządnie wyspać, naładować akumulatory i wreszcie odpocząć. Cindy ma rację, wykończę się, a do tego dopuścić nie mogę. Kto zajmie się wtedy moją kruszyną? Muszę być w pełni sił właśnie dla niej.
- Zaskoczyłaś mnie, Ivy. Pracujesz dla mnie naprawdę kawał czasu. Trafiłaś do mnie w drugim miesiącu ciąży, pracowałaś do samego końca no i wróciłaś bardzo szybko. Jesteś dla mnie niezmiernie cenna.

- Wiem, Anthony. Nie zamierzam się zwalniać, proszę tylko o dzień wolnego. Muszę trochę odpocząć.
- Należy ci się, pracujesz bez przerwy. Nie ma sprawy, jutro masz wolne - mruga okiem i wpisuje to w grafik. Anthony ma trzydzieści sześć lat, żonę, dwójkę dzieci, a mimo to niezły z niego as. Doskonale wiem, co robi z dziewczynami, kiedy już skończą swój pokaz. Nie raz słyszałam dobiegające z jego gabinetu jęki - Mam dla ciebie propozycję. Nie musisz odpowiadać od razu, zastanów się, dobrze? - marszczę brwi, niepewnie przytakując głową. Myślę, czy chodzi o stanowisko menadżera, który odszedł kilka dni temu, ale zaraz wyrzucam ten pomysł z głowy. Przecież Cindy pracuje tutaj ponad cztery lata, ja nie mam szans wejść tak wysoko w tak krótkim czasie - Twoja stawka oczywiście pójdzie w górę, zarobisz dwa razy więcej plus napiwki - jasna cholera! Uchylam usta zszokowana, ale potwornie mnie zaskoczył. To mnóstwo pieniędzy! - Dasz mi odpowiedź za kilka dni, stanowisko zwolni się od przyszłego miesiąca - wyjmuje teczkę i podchodzi do mnie. W tym momencie słyszę dźwięk przychodzącej poczty, a moje serce podskakuje. Boże, czy to Nolan odpisał?! Czekam z niecierpliwością, aż Anthony wreszcie wyduka resztę, chcę stąd wyjść i przeczytać e-maila! Jestem taka ciekawa - No dobrze, przejdę do rzeczy. Chcę, żebyś zastąpiła Megan. Jest w ciąży - szok ustępuje niedowierzaniu, a przed oczami robi mi się czarno. Boże, on chyba sobie żartuje! Miałabym zostać tancerką pokazując swoje ciało obcym mężczyznom?! 












10 komentarzy:

  1. Ten cały Caleb jest jakiś dziwny. A może wcale nie jest inwestorem, tylko detektywem wynajętym przez Justin'a albo Nolan'a? Mam nadzieję, że Ivy nie przyjmie propozycji swojego szefa.
    Pozdrawiam,
    Kama

    OdpowiedzUsuń
  2. Ulala się porobiło.
    Na pocztaku myślał o tym ze ten gościu będzie jakimś detektywem na zlecenie Justina, potem stwierdzilam ze może to przypadkowy facet i może będzie tatuskiem dla Abbey bo zaczną chodzi ze sobą z Ivy ale teraz juz nie wiem co myśleć 😱
    Megan pewnie w ciąży z szefunciem 😂 mysle ze Ivy przyjemnie ta prace ...

    OdpowiedzUsuń
  3. Sama nie wiem co mam myśleć o Calebie... na początku chodziło mi po głowie czy nie jest jakimś detektywem justina który szuka Ivy, potem przyszło mi do głowy ze może to jakiś facet z którym Ivy się związe a teraz jeszcze ze może to faktycznie jakiś inwestytor ale ma coś wspólnego z Justinem i wkoncu się spotkają... no nwm kurde ciężka sprawa 😂 mam nadzieje ze Ivy nie przyjmie propozycji szefa...teraz nie mogę się doczekać nasteonego rozdzialu , chce wiedzieć co odpowie szefowi i co odpisał jej Nolan...jeszcze raz 100 lat Kasiu! 😘

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie nie nieee tylko nie too😞
    Świetny rozdział💕💋

    OdpowiedzUsuń
  5. Może Caleb współpracuje z Justinem ?? Jestem mega ciekawa co dalej, chce już next;)!!!
    Super rozdział ❤
    Ps. Czy będą rozdziały z perspektywy Justina? :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten Caleb jest jakiś podejrzany. Za dużo chce wiedzieć... Ivy napisała do Nolana, tak się cieszę! 😁 świetny rozdział, ściskam ❤

    OdpowiedzUsuń
  7. Co Ivy ma tańczyć przed facetami? Mam nadzieje że się nie zgodzi.
    Ciekawe czy to Nolan.
    ***Kasia K.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń