wtorek, 1 maja 2018

Rozdział czwarty

Po rozmowie z mamą jestem skołowana. Nie mogę skupić się na prostych czynnościach i wciąż albo coś upuszczam albo gubię. Cindy patrzy na mnie zaniepokojona i pyta, czy na pewno wszystko okej. Przytakuję jedynie głową, bo żadne słowa nie chcą przejść mi przez gardło. To, co powiedziała matka doszczętnie zniszczyło mój spokój. Nie wiem, czego mogę spodziewać się po ojcu, ale nie mogę pozwolić, aby ponownie myśli o nim wywoływały we mnie strach. Już dość narobił szkód w moim życiu, nie pozwolę mu na to ponownie. On został w Pheonix, ja jestem daleko od więzienia. Za cholerę mnie tutaj nie znajdzie, bo niby jak? Nie jest ani sprytny, ani nie ma znajomości. Ta myśl nieco mnie uspokaja i wreszcie się rozluźniam. Skupiam uwagę na pracy, obsługuję klientów i wyciągam szklaneczki ze zmywarki. 
- Hej, śliczna - podnoszę się, dmucham w kosmyk włosów, a Caleb posyła mi uroczy uśmiech - Tęskniłem za tobą, nie było cię wczoraj - podpiera brodę na dłoni, nie spuszczając ze mnie wzroku - Dzisiaj już jesteś.
- To moja praca. Chyba należy mi się wolne od czasu do czasu, prawda? Kiedyś muszę odpoczywać.
- To zrozumiałe. Po prostu od dwóch tygodni, od kiedy tutaj przychodzę, byłaś praktycznie codziennie.
- Przychodzisz tutaj od dwóch tygodni?! - pytam z niedowierzaniem, a mój głos brzmi zbyt piskliwie.
- Tak jest! Przeważnie siadałem w łoży, dopiero niedawno przeniosłem się tutaj, odrobinę bliżej ciebie.
- Aww, to miłe z twojej strony - uśmiecham się, jednak zdążyłam polubić go przez te kilka dni - Więc! To co zawsze? - przytakuje głową i mruga okiem. Nalewam whisky do niskiej szklaneczki i stawiam przed nim - Co słychać? Jak interesy? Mam nadzieję, że wreszcie udało ci się wynegocjować dobrą cenę za wydawnictwo.

- Tak, nareszcie. Moja praca właściwie dobiegła końca i jutro rano wracam do San Francisco - och! Zaciskam usta i czuję się... dziwnie. Trochę żałuję, bo fajny z niego facet i lubiłam jego towarzystwo - To oznacza, że muszę cię opuścić, a szkoda! Lubię cię, Ivy. Jesteś sympatyczna i jest w tobie to "coś".
- Och, nie czaruj, Caleb - przewracam oczami, grożąc mu palcem - Wiesz, że nie działa to na mnie?
- Oj, tam! Nie odbieraj mi nadziei, okej? Po cichu liczyłem, że może się ze mną umówisz, albo coś?
- Albo coś? Nie umawiam się z klientami tego baru. Wiesz, potem mogę mieć przez to nieprzyjemności.
- Nie obawiaj się, nie należę do ludzi, którzy sprawiają kłopoty. Jestem na to za stary. Tylko żartowałem z tym spotkaniem, mój szef nie byłby z tego zadowolony - marszczę brwi, a wzmianka o szefie nieco mnie zaskakuje - Nie patrz tak na mnie! Urwałby mi jaja, gdybym się zakochał i nie wrócił do firmy.
- No tak! To oczywiste! Nie może pozwolić sobie na stratę tak niesamowitego pracownika, prawda?
- Się wie! Mam zamiar wygrać w tym miesiącu konkurs dla najlepszego pracownika i dostać miejsce na ścianie z własnym zdjęciem - wybucham śmiechem, a Caleb szybko do mnie dołącza - To też był żart. W mojej agencji nie odwala się takich żenujących akcji. To poważna i bardzo ceniona firma.
- Może opowiesz o niej coś więcej, hmm? Dzisiaj jest mało ludzi, a ja koszmarnie się nudzę. Więc jak?
- Moja praca też nie jest zbyt ciekawa, chociaż zdarzają się wyjątki. Lubię to robić, czasami nawet myślę, że jestem do tego stworzony. Niestety tutaj przekroczyłem pewne granice i lepiej, żeby mój szef o tym nie wiedział. Nie wolno mi tego robić. Sama rozumiesz, moje zachowanie wymaga profesjonalizmu.
- Brzmi bardzo tajemniczo. Przekroczenie granic, huh? Czyżbyś wybrał się do lasu na polowanie i zabił niewinnego króliczka, którego teraz zmuszony jesteś ukrywać pod łóżkiem? To takie nieprofesjonalne!
- Uh, masz szczęście, że dzieli cię ode mnie ten bar - mruży oczy i próbuje wyglądać groźnie. Może by mu się to udało, gdyby nie ten piękny, hollywoodzki uśmiech - Inaczej dorwałbym cię w swoje ręce i kto wie, co by się wtedy wydarzyło? - niewinnie wzrusza ramionami i 
jednym haustem wypija resztkę whisky.
- Hej, nie strasz mnie, bo przed twoim wyjazdem pogniewam się na ciebie. Chyba tego nie chcesz?
- Skąd! - przykłada dłoń do serca, patrząc na mnie oczami szczeniaka - Czułbym się z tym paskudnie!
- Więc zachowuj się jak na grzecznego chłopca przystało albo nie dostaniesz ani kropli whisky więcej. 

- Nie ukrywam, jesteś cholernie zadziorna. Taki typ kobiet lubię najbardziej, Ivy. Jesteś niesamowita.
- Wiesz, co? Chyba faktyczne nie będę ci już polewać, bo zaczynasz bredzić! - śmieję się z niego i zdecydowanie będzie brakować mi tego mężczyzny. Potrafi poprawić mi humor.


Kończę nieco wcześniej, z racji tego, że dzisiaj był słaby ruch. W poniedziałki tak już jest. Dochodzi trzecia rano i kiedy ja kończę pracę, inni ludzie niebawem dopiero zaczną własną. Macham do Renee i Mandy, które ogarniają stoliki i wychodzę na świeże powietrze ciaśniej otulając się kurtką. Marzę o śnie!
- Hej, śliczna - zatrzymuję się w połowie kroku, odwracam za siebie, a Caleb jak zwykle obdarza mnie szerokim uśmiechem. Ma świetny humor jak na tak wczesną godzinę - Postanowiłem wykorzystać ostatnie chwile w Los Angeles i jednak porwać cię na chwilę - och! Zawstydzam się i schylam głowę - Dasz zaprosić się na kawę? Potem możemy przejść się alejkami wokół plaży i po prostu porozmawiać. Co ty na to?

Przystaję na propozycję Caleba. Kupujemy dwa kubeczki pysznej kawy i spacerujemy alejkami. Jestem zaskoczona, ponieważ Caleb jest niesamowicie rozgadanym facetem dzięki temu dowiaduję się o nim znacznie więcej. Jest rozwiedziony, ma trzyletnią córkę i jak na razie nie szuka związku na stałe. Bardzo przeżył rozwód z żoną, która z dnia na dzień odeszła z innym facetem zostawiając go z dzieckiem. Cóż, scenariusz wydaje się być dziwnie znajomy, moja matka zrobiła dokładnie to samo, z tą różnicą, że Caleb to dobry człowiek i kocha swoją córkę. Jesteśmy w tej samej sytuacji, samotnie wychowujemy dzieci, a to wcale nie jest takie proste. Caleb jeszcze bardziej zyskuje w moich oczach i żałuję, że musi wyjechać. Zapewne byłby wspaniałym przyjacielem, bo na nic więcej nie jestem gotowa. Chyba nigdy nie będę.

Wracam do domu po piątej. Przepraszam Shelly za spóźnienie, ale na szczęście nie gniewa się, cmoka Abbey w czoło i wychodzi. Biorę szybki prysznic, uśmiecham się do siebie i jestem zbyt nabuzowana  dobrymi fluidami, aby teraz zasnąć. Włączam laptopa, wchodzę w skrzynkę odbiorczą, a moje serce podskakuje, ponieważ czeka na mnie wiadomość od Nolana.



Hej, mała.
Naprawdę uważasz, że nie jestem w stanie funkcjonować bez Justina? Owszem, jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi, ale to nie oznacza, że nie oddzielamy się od siebie i nie żyjemy własnym życiem. Więc jeśli chcesz spotkać się tylko ze mną, tak właśnie będzie. Przysięgam na wszystko, że nie powiem Justinowi ani słowa o naszym spotkaniu. To będzie nasza mała tajemnica, okej? Bardzo chcę się z tobą zobaczyć, Ivy. Potwornie tęskniłem przez ten długi rok i cieszę się, że zdecydowałaś się do mnie napisać. Powiedz mi gdzie jesteś, a będę tam jeszcze dzisiaj. No chyba, że to pieprzony koniec świata, to może być gorzej.  
Wtedy ewentualnie będę ciut później, ale tylko ciut! ;)
Z niecierpliwością czekam na informacje. Proszę, nie każ mi zbyt długo czekać, dobrze?

Ściskam 
Nolan 



Ryzykuję i podaję Nolanowi miejsce mojego pobytu. Oczywiście nie zdradzam swojego adresu, na to jest jeszcze za wcześnie. Chcę się z nim spotkać w mojej ulubionej kawiarni i polecam mu do wyboru dwa hotele w pobliżu. Jest szalony, bo chce przylecieć jeszcze dzisiaj! Fakt, San Francisco a Los Angeles dzieli zaledwie godzina z hakiem, więc właściwie to żaden problem. Niestety przyjazd Nolana wiążę się z poświęceniem mu czasu i ponownie muszę wziąć wolne. Nie wiem, jak zareaguje na to Anthony.

W południe wybieram się do klubu. Abbey śpi smacznie, a ja próbuję przygotować się na rozmowę z szefem. Nie powinien robić mi żadnych problemów, ponieważ mam jeszcze sporo niewykorzystanego urlopu, jednak Anthony to skomplikowany człowiek i czasami trudno go rozgryźć. Oby tylko nie zrobił niepotrzebnej awantury, co często mu się zdarza, bo zdecydowanie nie mam na to dzisiaj ochoty.
- Ivy? - marszczy brwi, kiedy tylko wchodzę do jego biura - Co cię do mnie sprowadza o tej godzinie?
- Chciałabym z tobą porozmawiać, to zajmie tylko chwilę. Mogę? - gestem dłoni zachęca mnie, abym weszła do środka i podnosi się z fotela. Zerka do wózka, uśmiechając się na widok małej - Wiem, że wczoraj wzięłam wolne, ale ponownie go potrzebuję. Trzy, cztery dni? - marszczy brwi i wdycha ciężko.
- Hmm, zaskoczyłaś mnie. To oznacza, że będę musiał zmienić nieco grafik. Muszę cię przecież kimś zastąpić - kiwa głową, podchodzi do biurka i bierze do ręki czarny, gruby notes. Przesuwa palcem po kartce, gryzie wargę i widzę niezadowolenie na jego twarzy - Cóż, Christina jest na zwolnieniu, Rose ma prawie tydzień wolnego. Nie bardzo widzi mi się twoja nieobecność, Ivy. Może w przyszłym tygodniu?
- Chodzi o to, że potrzebuję teraz. Będę miała gościa i chcę spędzić z nim tyle czasu, ile tylko się da.
- Rozumiem to, naprawdę. Jednak powinnaś była dać mi znać wcześniej, nie uważasz? Właśnie dlatego zawsze, jak przyjmuję nowego pracownika, tłumaczę, że takie akcje zgłasza się z wyprzedzeniem.
- Wiem o tym, Anthony. To wyjątkowa sytuacja, nie spodziewałam się tej wizyty aż tak szybko.
- Przykro mi, nie mogę dać ci wolnego - rzuca notes na stolik i siada przy biurku. Krew gotuje się w moich żyłach, zostawiam wózek pod ścianą i podchodzę do niego - Coś jeszcze? Muszę wracać do pracy.
- Wiesz, że mam co najmniej jedenaście dni urlopu, prawda? Możesz mi go teraz wpisać, wykorzystam go.
- I myślisz, że ot tak możesz go zażądać? To tak nie działa, kochanie. Masz być dzisiaj w pracy, zrozumiano?
- Jesteś niesprawiedliwy! Harowałam odkąd tylko mnie zatrudniłeś, prawie w ogóle nie brałam wolnego! A teraz, kiedy go potrzebuję ty zachowujesz się w ten sposób i mam wrażenie, że robisz to specjalnie. Mamy na tyle personelu, że świetnie sobie poradzą. Jest początek tygodnia, ruch jest w tych dniach wręcz minimalny. Do piątku wrócę - kończę mój monolog, Anthony ponownie wstaje i patrzy na mnie z góry.
- Czy przemyślałaś moją propozycję? - niech to szlag! Ta rozmowa zmierza w fatalnym kierunku!
- Jeszcze nie. Dałeś mi na nią kilka dni, prawda? Więc mam jeszcze trochę czasu na odpowiedź.
- Owszem, ale chciałbym wiedzieć jak najszybciej, Ivy. Musisz zacząć trenować z tancerkami.
- Pamiętaj, że jeszcze na nic się nie zgodziłam i nie wiem, czy się zgodzę. Nie napieraj na mnie, proszę.
- To idealna dla ciebie okazja, aby wreszcie wyjść z biedy i zatroszczyć się o córkę - zaciskam usta i schylam głowę. Doskonale wie, że trafia w mój słaby punkt - Będziesz zarabiać dwa razy tyle, co teraz. W dodatku napiwki czasami wynoszą tysiąc dolarów, niczego ci już nie zabraknie. To tak wiele, aby pokręcić pół godziny tyłkiem, w dodatku tylko raz w tygodniu? - nie odpowiadam. Gapię się w swoje buty, a moje serce boleśnie się kurczy. Wiem, że jeśli się nie zgodzę Anthony mnie wyleje - Masz wolne, pod warunkiem, że się zgodzisz - gwałtownie podnoszę głowę i zwijam dłonie w pięści - Nie złość się tylko myśl o córce.
- Wiesz, że to jest szantaż? Pozwoliłeś mi to na spokojnie przemyśleć, a teraz stawiasz mnie pod ścianą!
- Bo muszę! Wiem, że będziesz zastanawiać się całą wieczność, a ja nie mam czasu! Pokaz musi trwać, nie mogę pozwolić sobie na przestrój, a kiedy tylko Megan odejdzie tak się stanie. Musisz się wiele nauczyć, przygotować, a to zajmie mnóstwo czasu. Dziewczyny popracują nad twoją pewnością siebie. Zaczniesz w sobotę, to wszystko - wzdycha ciężko, wychodzi z biura, a ja stoję jak slup stoli. Boże, nie mogę tego zrobić. Nie mogę! Jak dobrze, że dzisiaj przylatuje Nolan, potrzebuję go jak diabli.


Przez cały dzień jestem rozbita. Powinnam się cieszyć, a tymczasem siedzę na kanapie i myślę o rozmowie z moim szefem. Poszłam poprosić tylko o wolne, a on wpakował mnie w gówno! Zdecydował za mnie, nawet nie poczekał na moją decyzję, sam wziął sprawy w swoje ręce. Przeraża mnie to, do czego właściwie chce mnie zmusić. Muszę znaleźć wyjście z tej sytuacji, a mam czas jedynie do soboty. Skorzystam z wolnego i być może w tym samym czasie zacznę szukać nowej pracy. Jeśli Anthony pogrywa sobie tak nie czysto, ja nie mam zamiaru się na to zgadzać. Bycie barmanką bardzo mi odpowiadało, zgrałam się z załogą i lubiłam tę pracę, mimo nocnych godzin, które potrafiły kompletnie wykończyć człowieka. Dawałam z siebie wszystko, pracowałam co noc, a on teraz tak po prostu decyduje za mnie? Czy on myśli, że trafił na głupią, naiwną Ivy, która zatańczy tak, jak on zagra? W życiu! Zmieniłam się i obiecałam sobie, że nie pozwolę, aby ktokolwiek mną rządził. Sama zdecyduję o swoim życiu i pod wpływem impulsu piszę do Anthony'ego wiadomość. Muszę wiedzieć, na czym dokładnie stoję.
         Ivy: Jeśli odmówię, wyrzucisz mnie z pracy?
         Anthony: Sama odpowiedz sobie na to pytanie.

I wszystko staje się jasne, nie mam już żadnych wątpliwości. Jeśli odmówię, zostanę bez środków do życia, a moje oszczędności nie sięgają dalej, jak marne pięćset dolarów. Jestem wściekła, rozżalona i chce mi się płakać. Po raz pierwszy od bardzo dawna dopada mnie bezradność i strach przed tym, co będzie dalej. Nie chodzi już tylko o mnie, a o Abbey. To o niej muszę myśleć, ona jest najważniejsza. Jednak zanim zgodzę się na jego koszmarną propozycję, nie mogę poddać się bez walki. Muszę spróbować.

Całe popołudnie ślęczę nad laptopem szukając pracy. Przejrzałam mnóstwo stron, niestety z przerażeniem stwierdzam, że nie ma nic interesującego. Nie znalazłam posad w barze czy nawet w sklepie. Oferty są o wiele bogatsze, do biurowców, dla księgowych, informatyków. Gdybym skończyła studnia nie miałabym problemu ze znalezieniem dobrze płatnej pracy, niestety nie zrobiłam tego i mogę mieć żal tylko do siebie. Wychodzi więc na to, że awansowałam z barmanki na striptizerkę. Chyba gorzej być już nie może.


Wieczorem nadal nie otrzymałam żadnej wiadomości od Nolana. Byłam pewna, że dzisiaj przyleci, bo sam napisał to rano. Obiecał, że da mi znać jak tylko zarezerwuje lot, a do tej pory cisza. Więc sama piszę do niego, a odpowiedzi nie ma. Martwię się, czy przypadkiem nie stało się coś złego, bo zawsze odpisywał w miarę szybko. Tak bardzo cieszyłam się na jego przyjazd, wzięłam wolne, chciałam z nim spędzić czas i wreszcie poczuć, że go odzyskałam. Planowałam nawet przedstawić mu Abbey, chociaż miałam mnóstwo obaw, że od razu wygada o tym Justinowi. Wiedziałam, że mogę mu ufać, ale nie byłam pewna jak zareagowałby na wieść, że okłamuję jego przyjaciela od roku. A wtedy musiałabym się wytłumaczyć i wyznać, że wcale nie planowałam urodzić dziecka, wręcz przeciwnie, chciałam z premedytacją się go pozbyć, jak zrobiła to moja matka ze mną. Nie wiem, czy Nolan byłby gotowy na prawdę, a ja nie jestem pewna, czy byłabym gotowa mu ją wyjawić. Teraz to nie ma znaczenia, bo mój przyjaciel wciąż milczy. 

O dwudziestej ponownie piszę e-maila, mój brzuch kurczy się z nerwów i naprawdę się o niego boję. Minęło zdecydowanie zbyt dużo czasu od jego ostatniego e-maila i pod wpływem impulsu wyjmuję z szafy czerwone pudełko. Grzebię w nim, omijam pamiątki związane z chłopakami, w tym moją bransoletkę, którą podarował mi Justin i czarną gumkę strachu. Nie chcę teraz wspominać, chce odnaleźć interesujący mnie przedmiot i wreszcie dostrzegam go na samym dnie. Biorę czerwony notesik, w którym mam zapisane najważniejsze rzeczy w tym kilka numerów telefonu. Spisuję numer do Nolana, wbijam do telefonu i drżącym palcem wciskam zieloną słuchawkę. Serce zaraz wyskoczy mi gardłem! Boże, usłyszę go!
- Halo? - jego głos brzmi cicho i smutno. Słyszę go pierwszy raz od roku, a mój brzuch natychmiast na to reaguje. Chce mi się płakać, a tęsknota uderza we mnie ze zdwojoną siłą - Halo? Jest tam ktoś?
- T-tak, to ja, Ivy - kiedy wypowiadam te słowa, słyszę jak głośno chwyta powietrze - Hej, kaktusku.
- Mój Boże, Ivy! - podnosi głos, a ja uśmiecham się przez lzy - Nie masz pojęcia, jak potwornie tęskniłem za twoim głosem! Tak dobrze jest móc cię znowu usłyszeć. Powinienem od razu na to wpaść, zamiast e-maili.
- Od czegoś trzeba zacząć, prawda? Teraz możemy już do siebie dzwonić. Dlaczego nie przyleciałeś?
- Och, skarbie. Sprawy mocno się skomplikowały i niestety nie mogłem. Chciałem ci to napisać, ale było mi strasznie wstyd, że cię zawiodłem. Wiem, że wzięłaś wolne z powodu mojego przyjazdu. Przepraszam.
- Och, walczyłam o to jak lwica. Co się stało, hmm? Martwiłam się, że stało się coś złego, Nolan!
- Wszystko jest w porządku, chociaż sam nie wiem. Mój przyjaciel zrobił coś bardzo złego, Ivy.
- Z-złego? Cholera, Nolan! Zaczynasz mnie przerażać, wiesz? Mów, co się dzieje, bo dostanę zawału!
- Niestety nie mogę ci powiedzieć. Justin by mnie za to zabił, ale przez niego nie poleciałem.
- Och, świetnie! Znowu on? Poważnie? Dlaczego do cholery? Tylko nie mów, że ci na to nie pozwolił?
- Poniekąd - kurwa mać! Zabiję tego gnojka! - Po prostu dałem mu wolną rękę, kwiatuszku. Musisz mnie zrozumieć, bo to ważna sprawa. Wspominałem ci, że Justin wpadł ostatnio na zwariowany pomysł i cóż, przyniósł on nieoczekiwany rezultat. Żałuję jedynie, że tak idealnie zgrał się z moim wyjazdem.
- Więc chcesz mi powiedzieć, że to przez niego się nie zobaczymy? Przez jego głupie pomysły?
- Niestety tak, nie w tym momencie, nie dzisiaj. Ale obiecuję, że niebawem do ciebie przylecę.
- Niech to szlag! Mam ochotę zadzwonić do niego i nagadać mu, żeby przestał się tak zachowywać.
- Nie rób tego, spokojnie. Jestem pewny, że sytuacja niebawem się wyjaśni. Tylko się nie złość, okej?
- Jasne, łatwo mówić - burczę pod nosem i podnoszę tyłek z dywanu - Czekałam na ciebie z niecierpliwością, cieszyłam się, a wszystko na marne - wzdycham smutno, zaglądam do Abbey, która wykąpana, nakarmiona powolutku szykuje się do snu - No nic, liczę na to, że przylecisz niebawem.
- Obiecuję, Ivy. Wiesz, że ja zawsze dotrzymuję obietnic, a zobaczenie ciebie jest moim priorytetem.
- Nie mogę się już doczekać, tak bardzo chcę cię przytulić! Nie wygadałeś się Justinowi, prawda?
- Oczywiście, że nie! Wspomniałem jedynie, że się do mnie odezwałaś. Był w ogromnym szoku.
- Domyślam się. Wiesz, coś się skomplikowało więc tak czy siak będę musiała z nim porozmawiać.
- Zaciekawiłaś mnie, wiesz? Myślę, że powinniście się spotkać, pogadać. Skoro postanowiłaś odnowić nasz kontakt, idź za ciosem i zrób to również z Justinem. On się zmienił, Ivy - zamykam oczy, przykładam dłoń do czoła, a w mojej głowie pojawia się jego twarz. Te piękne oczy, idealne usta, spojrzenie. Pieprzony rok, a ja wciąż nie pozbyłam się uczucia ze swojego serca - Daj mu szansę, będzie dobrze. Zapewniam cię.
- Sama nie wiem, kaktusku. Minęło sporo czasu, oboje bardzo się zmieniliśmy. Nie jestem pewna czy będziemy w... - nie kończę, zaskakuje mnie dźwięk rozchodzącego się po domu dzwonka - Szlag, ktoś dzwoni do drzwi. Poważnie, kogo niesie o tej godzinie? - burczę pod nosem i wychodzę z pokoju.
- Nie złość się, idź otworzyć. Zdzwonimy się jutro, dobrze? Cieszę się, że zadzwoniłaś. Kocham cię, Ivy.
- A ja kocham ciebie, Nolan. Całuję cię, a! I koniecznie ucałuj Dylana - cmokam w słuchawkę, kończę połączenie i docieram do przedpokoju. 
Kiedy tylko pociągam za klamkę, a drzwi się uchylają, doznaję szoku. Serce prawie wyskakuje mi gardłem, oblewa mnie zimny pot i mam wrażenie, że ziemia się trzęsie, a wokół wybuchają pieprzone fajerwerki - Boże - przykładam dłoń do ust i jak zahipnotyzowana wpatruję się w czekoladowe oczy, które odziedziczyła po nim Abbey. Nie dowierzam, że stoi przede mną.





*******************************************
Hejka!
Wszyscy czekali na Justina i proszę, BUM! :D
Jak myślicie, jak przebiegnie ich pierwsza rozmowa po roku?
Będzie dobrze czy będzie źle? 

Buźka!







9 komentarzy:

  1. Omg omg taaaaak!!! Cieszy mnie to💕💕💕 kocham i czekam na następny💋💋

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow, nie sądziłam, że ich spotkanie tak szybko nastąpi. Mam ogromną nadzieję, że rozmowa potoczy się w dobrym kierunku. A ten cały Anthony to skur.....
    Pozdrawiam,
    Kama
    P.S z wielką niecierpliwością czekam na następny rozdział

    OdpowiedzUsuń
  3. Wiec Justin wynajął adwokata to na pewno Caleb.
    Ciekawe jak zareaguje na Abby.
    ***Kasia K.

    OdpowiedzUsuń
  4. O nie potrzebuje rozdziału wczesniej!!! Kasiu?? Prosimy!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Justiiin ❤ Nareszcie! Tak się cieszę... Nie spodziewałam się tego jeszcze w sumie. Ale jazda. Czekam z niecierpliwością na następny rozdział! Buziaki 😘

    OdpowiedzUsuń
  6. Jest i Justin, jestem ciekawa jak zaraguje na małą �� chcę już next !!!

    OdpowiedzUsuń
  7. W końcu się spotkali 😁 czyli pewnie Caleb miał w tym jakiś udział ...
    Nie mogę się doczekać następnego! Mam nadzieje zse dodasz wcześniej :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Jak on ją znalazl skubany hahaha W koncu! Nie moglam sie doczekać. Justin pewnie pozna Abby

    OdpowiedzUsuń
  9. Jak czytałam ten rozdział to już byłam pewna że Justin wynajął detektywa i przyleci ... aaaa strasznie się ciesze 😘😘😘 mam nadzieje ze Ivy nie bEddie musiała tańczyć. ..ciekawa jestem tego spotkania 😘😘😘

    OdpowiedzUsuń