czwartek, 3 maja 2018

Rozdział piąty


Justin POV:

Stoimy naprzeciwko siebie, zapada idealna cisza i słychać jedynie nasze głośne, mieszające się ze sobą oddechy. Nie widziałem jej dwanaście pieprzonych miesięcy, a teraz stoi przede mną i wygląda tak, jak ją zapamiętałem. Drobne ciało, idealne jasne włosy, pulchne usta i te oczy, które uwielbiałem. Nie zmieniła się nawet o gram, może trochę schudła i wygląda na porządnie zmęczoną. Dopiero teraz myślę, jak daje sobie radę w życiu. Oczywiście posiadam pewne informacje, inaczej nawet by mnie tutaj nie było. Tylko dzięki prywatnemu detektywowi, który ją dla mnie wyśledził, mogę teraz spojrzeć w jej piękne oczy.
- Witaj, Ivy - oblizuję usta, wpatrując się w nią jak zaczarowany. To niesamowite, że minął rok, a moje uczucia względem niej w ogóle się nie zmieniły. Tęskniłem każdego dnia, wspominałem nasze wspólnie spędzone chwile i próbowałem się z nią skontaktować. Uciekła, urwała wszelki kontakt i nie usłyszałem o niej aż do wczoraj, kiedy detektyw zdał mi raport - Miło cię znowu widzieć, biedroneczko - zaciska usta na ostatnie słowo i schyla głowę - Nie wpuścisz mnie? Jest późno, ale mamy sobie sporo do powiedzenia.
- Jak sam powiedziałeś, jest późno. Jestem zmęczona i nie mam siły na rozmowę, która będzie trudna.
- Im szybciej zaczniemy, tym szybciej skończymy. Nie odejdę stąd, dopóki z tobą nie porozmawiam.
- Czyli nic się nie zmieniło, nadal jesteś jak wrzut na tyłku - przewraca oczami, przesuwa się i wpuszcza mnie do środka. Marszczę brwi, ponieważ mieszkanie jest bardzo skromne i chłodne. Cholera, mieszka w nieciekawych warunkach, to rudera! - Chcesz coś do picia? - kręcę przecząco głową, wchodzimy do salonu, siadam na kanapie, a Ivy na fotelu naprzeciwko mnie - Zacznij, skoro chciałeś porozmawiać.
- Okej - chrząkam i biorę się w garść. Jest tego całkiem sporo - Szukałem cię, Ivy. Szukałem każdego dnia, a ty po prostu uciekłaś, zostawiając po sobie jedynie list. Coś ty sobie do cholery myślała, huh? - prycham ze złością, wbija zęby w wargę i bawi się palcami. To jej oznaka zdenerwowania - Nie odezwałaś się, nie napisałaś, nie zapewniłaś mnie, że u ciebie wszystko w porządku. Nie masz bladego pojęcia, jak bardzo się o ciebie bałem! Że jesteś gdzieś sama, może przestraszona, zagubiona. Dlaczego to zrobiłaś?
- A co według ciebie miałam zrobić, huh? - unosi głowę, zwija dłonie w pieści i patrzy na mnie ze złością - Zostać i pozwolić, aby ci ludzie nadal mnie gnębili i wyżywali się? Byłam załamana, Justin! Ja nie miałam tak świetnej opinii jak ty, nie byłam również najpopularniejszą osobą, żeby szanowali mnie i podziwiali. Dręczyli mnie, doprowadzili na sam skraj, gdzie w ostateczności chciałam ze sobą skończyć. Miałam zostać?
- Nie, oczywiście, że nie! Miałaś mi jedynie zaufać, bo miałem dla nas plan. Poszukałem mieszkania niedaleko uczelni, chciałem, żebyś tam zamieszkała i mogła spokojnie studiować, a ty wolałaś uciec.
- Przestań pieprzyć! Naprawdę uważasz, że wolałam uciec? - zrywa się z miejsca, chodzi tam i z powrotem, nerwowo przeczesując włosy - Zależało mi na tych studiach jak na niczym innym w moim życiu. Mieszkanie nic by nie dało, bo codziennie musiałabym mierzyć się z nimi i patrzeć im w oczy. Poza tym nie zapominaj, jaki wywinąłeś mi numer - przystaje, patrzy mi w oczy i wchodzimy w temat, którego się obawiałem - Nagrałeś cholerny film, na którym uprawiamy seks, a ja nawet tego nie pamiętam. Człowiek, którego kochałam zniszczył mnie jak ta banda dzieciaków. Ufałam ci, ale ty mnie zawiodłeś. Czego oczekiwałeś?
- Nie wiem, Ivy. Naprawdę nie wiem. Chciałem, żeby wszystko dobrze się ułożyło, chciałem się o ciebie zatroszczyć i wynagrodzić ci swoje szczeniackie zachowanie. Żałuję tego, do czego się posunąłem i uwierz mi, nigdy nie będę sobie w stanie tego wybaczyć. To był cios poniżej pasa i chociaż byłem wkurwiony po imprezie, na której mnie upokorzyłaś, nie zasłużyłaś na coś tak poniżającego. Przesadziłem.
- Zdecydowanie przesadziłeś. Użyłeś idealnego słowa; poniżenie. Ci ludzie mieli dzięki tobie świetną  zabawę, kiedy szydzili ze mnie, oceniali moje ciało, jakbym była dziewczyną na telefon. Zrobiłeś mi wręcz idealną reklamę, Justin. Byłem niewidzialna, niewiele osób oprócz twoich byłych się mną interesowało, a tu proszę! Jeden numerek i nagle stałam się sławna. Chyba powinnam ci za to podziękować.
- Przestań, dobrze? Doskonale wiem, jak wielki popełniłem błąd. Pokutuję za niego, bo żyję bez ciebie.
- Za błędy trzeba płacić, takie jest właśnie życie - mówi smutno i ponownie siada naprzeciwko.
- Pięknie wyglądasz - uśmiecham się, Ivy przewraca oczami i odwraca wzrok - Przez ten rok praktycznie się nie zmieniłaś, nadal jesteś tą śliczną dziewczyną. Jedynie widzę przemęczenie na twojej twarzy.
- Praca mnie męczy, muszę odespać. Na szczęście mam kilka dni wolnego, więc będę miała do tego okazję. A teraz powiedz mi, skąd wiedziałeś gdzie mnie szukać? Czy to Nolan ci powiedział? Obiecał mi!
- Spokojnie, nie on. Wiedziałem tylko, że się do niego odezwałaś, czym byłem cholernie zaskoczony. Postanowiłem cię odszukać, na początku robiłem to na własną rękę, aż wreszcie się poddałem. Wynajmowałem co rusz nowego detektywa, ale byli strasznie słabi i rezultat był nijaki. Dopiero niedawno trafiłem na świetne biuro i tak oto siedzę przed tobą - uchyla usta i patrze na mnie z niedowierzaniem.
- Więc wynająłeś cholernego detektywa, żeby mnie odnalazł? Matko boska, czy ty upadłeś na mózg, Justin?
- Chciałem cię po prostu odszukać i już! Musiałem cię znowu zobaczyć, Ivy. Caleb okazał się świetnym...
- Caleb?! - podnosi nieco głos i ponownie gwałtownie zrywa na nogi - C-Caleb? Nie, to niemożliwe.
- Ale co niemożliwe? Tak, detektyw miał na imię Caleb, dlaczego tak bardzo cię to dziwi? Znasz go?
- A to cholerny gnojek - burczy pod nosem, oddycha ciężko i znowu siada - Dlatego był dla mnie taki miły.
- O czym ty mówisz? - jestem zdezorientowany, chociaż coś zaczyna mi świtać - Możesz mi to wyjaśnić?
- Poznałam go w barze, w którym pracuję. Zagadał do mnie jeden raz, drugi, trzeci i polubiłam go.
- Zdecydowanie zbyt szybko ufasz ludziom, Ivy. Caleb miał dowiedzieć się tylko gdzie jesteś i ewentualnie gdzie pracujesz. Do jego obowiązków nie należała rozmowa z tobą ani zaprzyjaźnienie się.
- Sam mnie na niego nasłałeś, więc teraz masz za swoje - karci mnie spojrzeniem, opiera głowę o oparcie kanapy i zamyka oczy - Cholera, żałowałam nawet, że wyjeżdża, a on pracował dla ciebie. Dlatego pieprzył, że nie może się ze mną umówić, bo jego szef byłby niezadowolony. Gadka o kupnie wydawnictwa to była ściema. Dupek - kręci głową, szarpie za włosy, a ja słucham tego i natychmiast się złoszczę.
- Świetnie! Płaciłem mu kupę kasy, a on po prostu cię podrywał? Już ja sobie z nim o tym porozmawiam.
- Och, daj spokój - burczy pod nosem i patrzy na mnie spod byka - Caleb to nie problem, lepiej wyjaśnij mi, co tutaj robisz, po co mnie odszukałeś? Minął długi rok, a ty nagle zjawiasz się w moich drzwiach.
- A propo drzwi, nie powinnaś mieszkać w takim miejscu. To osiedle jest dziwne, a mieszkanie okropne.
- Sorry, nie mam pieniędzy na nic lepszego, więc przestań kwestionować to, gdzie mieszkam. Jasne?
- Nie miałem na myśli nic złego. Nie zasługujesz, żeby mieszkać w takim miejscu, zasługujesz na więcej.
- Daruj sobie, błagam cię. Nie chce mi się słuchać tego gówna. Po co przyjechałeś? Czego chcesz?
- Chcę, żebyś wróciła ze mną do San Francisco - po moich słowach zapada cisza. Ivy marszczy brwi i patrzy na mnie podejrzanie - Myślałem o tobie przez ten rok, tęskniłem. Nie potrafiłem spojrzeć na inną kobietę.
- To, co było między nami to już przeszłość, Justin. Nie ma szans, żeby to kiedykolwiek naprawić.
- Więc nie naprawiajmy, zacznijmy od nowa. Przysięgam, że się zmieniłem, Ivy, dorosłem. Zrozumiałem, że moje uczucie do ciebie nadal jest bardzo mocne i nie chcę nikogo innego. Będę o ciebie walczył.
- Co powiedział ci o mnie Caleb? Oprócz tego, gdzie mieszkam i gdzie pracuję. Dodał coś jeszcze?
- Właściwie nie. Zdobył twój adres i wiem, że pracujesz w klubie. Wiesz, że to nie jest praca dla ciebie?
- Wręcz przeciwnie, uwielbiam tę pracę. Daje mi mnóstwo satysfakcji, a niedawno awansowałam.
- Awansowałaś? No cóż, gratuluję. To nie zmienia faktu, że klub dla takiej ślicznej, młodej dziewczyny to nie jest odpowiednie miejsca do pracy. Zdajesz sobie sprawę, że to może być bardzo niebezpieczne?
- Mamy ochronę, jeśli to cię uspokoi. To nie jest byle jaki klub, gdzie ludzie piją na umór. Przychodzą tam zamożni mężczyźni, aby kulturalnie wypić drogiego drinka i obejrzeć pokaz. Możesz spać spokojnie.
- Pokaz? Jaki znowu pokaz? - przesuwam się bliżej niej, a Ivy natychmiast się spina - To striptiz?
- Mhm, coś w tym rodzaju. Jednak nie wyuzdany, wulgarny, wręcz przeciwnie, seksowny i zmysłowy.
- Jezu, Ivy! Czyś ty zwariowała? Dlaczego do cholery pracujesz w takim miejscu? Nie masz pewności, że tym facetom nic głupiego nie przyjdzie do głowy, a przecież są podnieceni przez ten głupi striptiz! Nie powinnaś tam pracować choćby ze względu na swoją przeszłość. Tą pracą sama prosisz się o kłopoty.
- Wynocha - zrywa się na równe nogi, podchodzi do drzwi i czeka, aż wyjdę. Niech to szlag, nie tak miała wyglądać nasza pierwsza rozmowa po roku! - Nie zmieniłeś się, jesteś dokładnie taki sam. Zostaw mnie, wyjdź i nie wracaj - podnoszę tyłek z kanapy i staję przed nią. Nie patrzy na mnie, schyla głowę i wlepia wzrok w podłogę. Powiedziałem o kilka słów za dużo i teraz mam za swoje - No idź! Na co czekasz?
- Nie zrezygnuję z ciebie, Ivy - unoszę palcem jej głowę, a nasze oczy się spotykają. Widzę w nich łzy, ale i coś jeszcze. Patrzy na mnie dokładnie tak samo, jak patrzyła wtedy. Mam pewność, że nadal coś do mnie czuje, z niczym nie można pomylić tego spojrzenia - Wrócę tutaj i zrobię wszystko, żebyś mi wybaczyła. Kocham cię - pochylam się, zaskakuję ją i całuję w usta. Jest to krótki pocałunek, ale nie chcę się rozpędzać i ją denerwować. Uśmiecham się czule, głaszczę jej policzek i wychodzę.




Ivy POV:
Zamykam drzwi, opieram się o nie i zsuwam w dół. Moje serce tłucze się w piersi, dotykam ust palcami i zapamiętuję jego smak. Nie wierzę, że jest tutaj, na dodatek przyszedł do mnie i wyznał, że nadal mnie kocha. Powinnam skakać ze szczęścia, rzucić się na niego i powiedzieć, że ja czuję to samo. Niestety nie mogę tego zrobić. Obiecałem sobie, że nigdy więcej mu nie zaufam i mam zamiar dotrzymać słowa. Jedyne, o czym muszę mu powiedzieć to Abbey. Skoro już tutaj jest, powinien znać prawdę. 


Nazajutrz budzi mnie dzwonek telefonu. Moja maleńka kruszynka porusza się niespokojnie obok mnie, jednak na szczęście się nie budzi. Biorę telefon ze stolika i marszczę brwi, bo dochodzi jedenasta. Cholera! Co gorsza, dzwoni Anthony i trochę boję się odebrać telefon. Czego ten człowiek znowu ode mnie chce?
- Ivy! - podnosi głos, zanim mam okazję cokolwiek z siebie wydukać - Zjaw się w klubie za godzinę.
- C-co? Jak to za godzinę? Przecież mam wolne do końca tygodnia, tak? Dzisiaj jest dopiero wtorek. 

- Wiem o tym, mam kalendarz. Potrzebuję cię, to nie zajmie dużo czasu. Czekam na ciebie w południe.
I tyle. Rozłącza się, a ja jestem zdezorientowana tą rozmową. Nie wiem, o co chodziło, ale skoro zależy mi na tej pracy i nie chcę mu podpaść, muszę się tam zjawić. Dzwonię do Shelly i błagam ją, aby popilnowała małej. Na szczęście ma czas i ratuje mi życie. Oby to naprawdę nie trwało zbyt długo.


W klubie melduję się pięć minut przed czasem. Jest spokojnie, dziewczyny sprzątają, rozkładają towar i rozmawiają. Kiedy tylko Cindy mnie widzi, macha dłonią i puszcza całusa. Podchodzę do niej, przytulam się i rozglądam. Bar ma nowe oświetlenie przez co wygląda o wiele korzystniej. Jest też kilka nowych kanap.
- Anthony się rozszalał. Wymienił nawet rury na bardziej odpicowane. Jest dzisiaj strasznie nerwowy.
- Dzwonił do mnie i kazał się zjawić. Nie powiedział nic więcej. Wiesz może, o co mu znowu chodzi?
- Nie mam pojęcia, czeka na ciebie w biurze. Leć, zanim się wkurzy i ponownie zacznie się wydzierać.
- Tsa - przewracam oczami i kieruję się korytarzem wprost do jego biura. Kiedy tylko wchodzę do środka, ponosi głowę i klaszcze w dłonie, jakby cieszył go mój widok - Dzień dobry, Anthony. Jestem, jak chciałeś.
- Ogromnie się cieszę! Chodźmy - podnosi się z fotela, chwyta mnie pod ramię i idziemy do pomieszczenia na końcu korytarza. Spinam się, bo doskonale wiem, co jest za drzwiami. Otwiera je, wpuszcza mnie do środka, a ja gwałtownie zatrzymuję się w połowie kroku - Okej, dziewczyny mają małą próbę, w której weźmiesz udział - odwracam się w jego stronę, wybałuszam oczy gapiąc się na niego z niepowierzaniem! - Przebierz się, rozpuść włosy i zapraszam na scenę. Dalej, dziewczęta! Pomóżcie nowej koleżance.
- Przecież ja jeszcze na nic się nie zgodziłam, Anthony! Co to wszystko ma znaczyć, do jasnej cholery?!
- Uspokój się i nie podnoś głosu. To tylko próba nowych ubrań, nic wielkiego. Czekam na was na scenie.
Wychodzi, a ja zostaję z dziewczynami, które dobrze znam. Patrzą na mnie ze współczuciem i zabierają się do pracy. Malują mnie mocniej, kręcą moje długie, jasne włosy i wciskają w... coś. Nie mogę nazwać tego ubraniem, ponieważ są to jedynie czarne pończochy, wysokie szpilki i gorset, który tak koszmarnie mnie opina, aż ciężko mi oddychać. Spoglądam na siebie w lustrze, ale to nawet nie jestem ja. Makijaż nie pasuje do mojej jasnej cery, a z włosów zrobiło się siano. To tylko próba, pocieszam się w myślach.

Wychodzimy na scenę, światła w klubie gasną, a reflektory padają tylko na scenę. Rozglądam się po klubie i płonę w środku. Czuję się koszmarnie, jak rzecz na wystawie. Kiedy spoglądam na Cindy, jej oczy mówią wszystko. Jest w szoku, jak ja. Za to Anthony wygląda na zachwyconego, patrzy na mnie, a na jego twarzy widnieje szeroki uśmiech. Wiem, że nie odpuści i będzie chciał zmusić mnie do tego, czego nie chcę robić.
- Ivy, wyglądasz cudownie! - podnosi się, podchodzi bliżej sceny i układa dłonie na moich łydkach. Robię krok w tył, posyłając mu mordercze spojrzenie. Wydaje się tym kompletnie nie przejmować - Idealnie pasujesz do dziewcząt, uzupełniasz je. W dodatku twój jasny kolor włosów robi ogromne wrażenie. Będziesz atrakcją wieczoru, goście oszaleją na twój widok. Ach! Już nie mogę się tego doczekać!
- Nie podniecaj się, proszę. Jak wspomniałam, jeszcze na nic się nie zgodziłam i wątpię, abym to zrobiła.
- Dam Ci cztery tysiące - gwałtownie wciągam powietrze, a gdzieś obok słyszę szepty dziewczyn. Chyba zszokował nas wszystkie. Jestem ciekawa czy zarabiają mniej, skoro są zaskoczone 
- Do tego dojdą napiwki, których będzie od groma, będą twoje. Czy nie chciałaś dla córki wszystkiego, co najlepsze?
- Przestań mieszać do tego moją córkę! Nie podoba mi się to, wiedz o tym. Owszem, chcę dla niej wszystkiego, co najlepsze, ale nie takim kosztem. Nie będę twoją zabaweczką, dzięki której ci obrzydliwi faceci będą sobie trzepać! - krew gotuje się w moim ciele, Anthony układa dłonie na mojej talii i zdejmuje mnie ze sceny. Piszczę zaskoczona, ciągnie mnie do swojego biura i kiedy tylko wchodzimy do środka, trzaska drzwiami opierając o nie moje plecy - C-co ty wyprawiasz? - jąkam się i zaczynam bać.
- Po pierwsze; jestem twoim szefem i nie życzę sobie, żebyś zwracała się do mnie w ten sposób. Zrozumiałaś? - syczy przez zęby, natychmiast przytakuję głową, jednak faktycznie trochę się rozpędziłam - Świetnie! Po drugie; chyba nie chcesz stracić tej pracy, prawda? Jeśli odmówisz, będę zmuszony cię zwolnić - zaciskam usta, patrzę mu w oczy i mam ogromną chęć walnąć go w twarz. Pierdolony fiut! - Dopilnuję, abyś w żadnym klubie nie dostała posady, to będzie taka mała kara za odmowę - o mój boże! Jestem zszokowana tym, co mówi i mam świadomość, że naprawdę jest do tego zdolny. Anthony to gruba ryba, jego klub jest popularny, znany na całe Los Angeles. Kiedy szepnie słówko tu i tam, będzie po mnie! - Zastanów się nad tym, co wychodzi z twoich ust, kochanie. Proponuję ci dużo więcej pieniędzy niż pozostałym dziewczętom. Czy nie powinnaś mi za to podziękować? - przechyla głowę i uważnie mi się przygląda. Chce mi się beczeć, jestem wściekła i mam chęć coś rozpieprzyć - Możesz być bogata, zamieszkać w pięknym domu, a twojej córce niczego nie zabraknie. Możesz też zostać bez środków do życia, a praca, jakby się mogło wydawać, wcale nie leży na ulicach. Dobrze się zastanów, Ivy.
- Puść mnie - szepczę cicho, uwalnia mnie ze swojego uścisku i robi krok w tył - Uważałam Cię za życzliwego, porządnego człowieka, który pomógł mi w trudnej sytuacji. Starałam się ciebie nie zawieść, poświęcałam się pracy, rzadko brałam wolne. Lubiłam pracę barmanki, kolegów z pracy. A teraz nagle wyskakujesz mi z szantażem? Dlaczego zależy ci akurat na mnie? Cindy jest piękniejsza ode mnie.
- Masz niską samoocenę, skarbie. Cindy nie dorasta ci do pięt mimo tego, że ma większe cycki. Jednak to nie wszystko, ty masz do zaoferowania o wiele więcej. Piękne, smukłe ciało, oczy, usta. Pasujesz do dziewcząt, jesteś idealna - wzruszam ramionami, jakby mówił o pogodzie, a nie o moim ciele.
- Idealna? - prycham z kpiną, podsuwam nieco gorset i pokazuję mu bliznę po cesarskim cięciu - Nadal uważasz, że jestem idealna? Mam pokazać się tak gościom? Wątpię, aby ten widok im się spodobał.
- Nie obawiaj się, makijaż jest w stanie to ukryć. Jak się spiszesz, zainwestuję w ciebie i pozbędziemy się tej blizny poprzez operację plastyczną. Jednak musisz mi pokazać, że się starasz i ci zależy.
- Pieprz się! - spluwam z pogardą, otwieram drzwi i idę wprost do garderoby. W ekspresowym tempie zrzucam z siebie te wyuzdane fatałaszki, wsuwam na siebie ubrania i opuszczam klub.

Robię szybkie zakupy i wracam do domu. Przez cały czas myślę o tym, co wydarzyło się w klubie i o słowach Anthony'ego. Co to znaczy, że jak się spiszę, zainwestuje we mnie? Wyśle mnie na operację, abym robiła na gościach lepsze wrażenie? Boże, od kiedy stałam się dla niego przedmiotem, a nie człowiekiem? Kusi mnie ogromnymi pieniędzmi, ale ma w tym swój własny cel. Doskonale wiem, że tymi pokazami zarabia krocie, bo sam wstęp kosztuje majątek! Zrobi ze mnie tancerkę, zmusi, żebym rozbierała się dla nieznajomych mężczyzn. Może sam taniec nie byłby jeszcze taki zły, ale dochodzi do tego cała reszta. Dziewczyny rozbierają się, zrzucają z siebie seksowny gorset i świecą gołym biustem. Kuszą ich, podniecają i przez to sami, na ich oczach robią sobie dobrze. Żeby tego było mało, same używają zabawek. Siadają wokół sceny, tuż przed widownią i... bawią się. Miałabym robić to samo? Pieprzyć się wibratorem? Po co? Nie upadłam aż tak nisko, żeby zrobić z siebie dziwkę, chociaż właściwie nikt nie dotyka tych dziewczyn nawet palcem. To nie dla mnie. Anthony wie, że to dla mnie obrzydliwie, a mimo wszystko i tak chce mnie do tego zmusić. Najgorsza jest jednak utrata pracy, a tak się stanie, kiedy odmówię. Przeraża mnie to, do czego posunie się Anthony. Nie znajdę pracy w klubie, nie mam żadnego doświadczenia, ukończonych studiów, niczego! Mogę jedynie sprzątać, chociaż i takiej pracy nie ma zbyt wiele. Postawił mnie w koszmarnie trudnej sytuacji i przez chwilę myślę, żeby przyjąć tę ofertę, wyłączyć myślenie i raz w tygodniu robić swoje. Zgarniać kupę kasy i nie zadręczać się tym, co z siebie zrobiłam.


Dziękuję Shelly za opiekę nad Abbey i od razu jej płacę. Zostaję sama, odkładam zakupy i wzdycham ciężko. Ostatnio było tak dobrze, spokojnie, bez problemów. Teraz wszystko zwaliło mi się na głowę, w dodatku wróciła moja matka oraz Justin. O ile matka nie pojawiła się od ostatniego razu, tak czuję, że z Justinem będzie o wiele trudniej. Skoro wyznał, że będzie o mnie walczył powinnam opracować jakiś plan. Kiedy go zobaczyłam, moje serce chciało dosłownie wyskoczyć, wręcz rwało się do niego. Potwornie mnie zaskoczył, nigdy w życiu nie spodziewałam się, że stanie w drzwiach mojego skromnego mieszkania. Wkurzył mnie swoją pouczającą gadką, krytyką mojej pracy i miejsca zamieszkania. Justin ma bogatych rodziców, zapewne niczego mu nie brakuje. Ja jestem sama i powinnam być dumna, że w miarę dobrze sobie radzę. Uczciwie zarabiam na życie, odkładam ile mogę i staram się zapewnić Abbey wszystko, co potrzebne. Na razie jest bardzo malutka, wystarczy kilka ubranek, pieluchy i moje mleko. Potem będzie zdecydowanie gorzej, ale na razie nie chcę się tym zadręczać. Coś wymyślę, jakoś się z tego wykaraskam.

Abbey śpi w wózku, włączam telewizor i korzystając z chwili czasu, prasuję ubranka. Towarzystwa dotrzymuje mi Shelly, która wpadła na kawę. Nawija jak katarynka, opowiada o nowo poznanym chłopaku, a ja uśmiecham się pod nosem. Jest taka szczęśliwa, rozemocjonowana, że aż udziela się to mnie i mój humor się poprawia. Lubię Shelly, jest nieco zakręcona, wiecznie rozgadana, ale bardzo pozytywna.
Jej monolog przerywa dzwonek do drzwi. Marszczę brwi, odkładam żelazko i idę otworzyć. Spodziewam się dwóch osób, albo matki, albo Justina. 
Nie mylę się, bo po drugiej stronie stoi chłopak. Nie jestem gotowa na kolejną rozmowę i na pokazanie mu córki. To zdecydowanie za wcześnie, muszę jakoś wybrnąć.
- Wiem, że tam jesteś, Ivy. Proszę, otwórz! - jego głos brzmi ostro i poważnie. W dodatku jest głośny i znając moich szurniętych sąsiadów, zaraz się zlecą i będą gapić jak ciele w malowane wrota. Otwieram, bo nie mam innej opcji - Och, cześć - uśmiecha się szeroko i wręcza mi bukiet pięknych, kolorowych tulipanów. Nie pamiętam, abym kiedykolwiek dostała kwiaty - Masz chwilę czasu? Chcę pozmawiać.
- Znowu? - burczę pod nosem i wpuszczam go do środka. Kiwa głową, dając mi do zrozumienia, jak bardzo niezadowolony jest z mojego uporu. Prowadzę go do kuchni, wkładam kwiaty do kufla z logiem "Prism" i nalewam wody - Dziękuję za kwiaty, są naprawdę piękne. O czym tym razem chcesz rozmawiać?

- O nas - wzrusza ramionami, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie - Poświęcisz mi chwilę?
- Poczekaj - zostawiam go, czmycham do pokoju i przymykam drzwi - Shelly, muszę na momencik wyjść, czy mogłabyś zostać z małą? Obiecuję, że to nie potrwa dłużej niż godzinkę. Przyszedł ojciec malej.
- O kurka wodna - wybałusza oczy i zerka w stronę drzwi - Jasne, leć. Nie mam dzisiaj nic do roboty.
- Dziękuję, jesteś kochana - cmokam ją w policzek, Abbey w czoło i wracam do Justina - Możemy pogadać, przejdźmy się - przytakuje głową, opuszczamy moje mieszkanie i powoli idziemy w stronę plaży - Więc?
- Wybacz, zamyśliłem się - chrząka i zerka na mnie przelotnie - Nasza wczorajsza rozmowa nie poszła tak, jak oczekiwałem. Nie powinienem mówić takich rzeczy, za co cię przepraszam. Po prostu boli mnie myśl, że mieszkasz w tak biednym mieszkaniu, bo chciałbym dla ciebie jak najlepiej. Martwię się, Ivy.
- Niepotrzebnie, nie dzieje mi się żadna krzywda. Wiem, że moje mieszkanie nie jest super gniazdkiem, jednak w tej chwili tylko na to mnie stać. Może z czasem dorobię się i będę mogła je zmienić. Teraz musi zostać tak, jak jest - uśmiecham się smutno, a Justin oddycha głośno i kręci głową - O co chodzi?
- O nic, po prostu wciąż nie wierzę, że tutaj jestem, że ty tutaj jesteś. Mam ochotę krzyczeć ze szczęścia, przytulić cię, pocałować - och! Schylam głowę, gapię się w dół i wbijam zęby w wargę. Moje serce przyśpiesza, budzi się do życia jakby doskonale wyczuwało obecność Justina. On naprawdę idzie obok mnie, po długim roku ponownie możemy spojrzeć sobie w oczy, porozmawiać. Jakim cudem do tego doszło?
- Tak, to dość nieoczekiwany obrót sprawy. Myślałam, że raczej nigdy więcej cię już nie zobaczę, a jednak.
- Szukałbym cię do skutku, ja naprawdę kocham cię z całego serca, Ivy - jasna cholera! Zatrzymuję się w połowie kroku, unoszę głowę i patrzę mu w oczy. Jak to możliwe, że jego, nasze, uczucie przetrwało taki czas? - Wiem, że popełniłem masę błędów, nie zaufałem ci, a powinienem. Jest mi z tego powodu niezmiernie przykro i przepraszam za to, że cię zraniłem. Nigdy sobie tego nie daruję, ponieważ byłaś dla mnie najważniejsza na świecie - oblizuje usta, niepewnie sięga po moją dłoń i splata nasze place. Natychmiast czuję, jak przez moje ciało przebiegają znajome dreszcze, które zawsze wywoływał dotyk jego skóry - Film, który nagrałem był moją największą pomyłką. Wciąż nie wierzę, że posunąłem się tak daleko, wiesz? - patrzymy sobie w oczy i nie jestem pewna, co widzę w jego własnych. Wyrzuty sumienia, złość, rozczarowanie? - Zachowałem się karygodnie, wiem o tym. Poprosiłem Samuela, żeby dodał ci do drinka narkotyk, żebyś nieco odleciała. To była podła zagrywka, dzięki której miałem nad tobą całkowitą kontrolę - żołądek podjeżdża mi do gardła, zbiera mi się na płacz i muszę przekręcić głowę, aby nie rozkleić się na środku chodnika - Wiedz jedno, biedroneczko. Mimo tego, że na tym nagraniu seks był dość ostry, robiłem to z ogromną miłością i oddaniem. Bylem wkurwiony po tym, co powiedziałaś przy wszystkich i chciałem cię za to ukarać. Mimo wszystko nie potrafiłem być taki, jaki chciałem wtedy być. Zimny, brutalny, nie okazujący krzty uczucia. Jednak patrzyłem na twoją twarz i widziałem ciebie, dziewczynę, którą kocham i która odmieniła moje życie - wreszcie na niego spoglądam, a ten widok mnie zaskakuje. Justin wbija wzrok w dół, a po jego policzkach leją się łzy. Kiedy widzę jego smutek, sama wybucham płaczem i przytulam się do jego ciała. Stoimy na środku chodnika, wtuleni w siebie i oboje płaczemy - P-przepraszam, za to, że cię skrzywdziłem. Będę żałował tego do końca swojego życia - wtula nos w moje włosy i jedyne, co do nas dociera to szmer tętniącego życiem miasta.












7 komentarzy:

  1. Jak dobrze, że mają już tą rozmowę za sobą. Mam nadzieję, że teraz wszystko będzie szło w dobrym kierunku. Jestem jeszcze ciekawa reakcji Justin'a na Abby. Anthony jest jakiś popieprzony. Oby Ivy nie zgodziła się na jego propozycje.
    Pozdrawiam,
    Kama

    OdpowiedzUsuń
  2. Obydwoje tego potrzebowali. Oby wszystko im się jakoś ułożyło, choć znając ciebie masz jeszcze jakieś niespodzianki w zanadrzu haha

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak ja kocham ich razem ❤ Jestem ciekawa jak Justin zareaguje na córkę. Super rozdział! Ściskam mocno! 😊

    OdpowiedzUsuń
  4. Omgggg piękny😍💕💋😘 chciałabym zeby juz wiedział o dziecku💕💕

    OdpowiedzUsuń
  5. O matko jak się ciesze ze się spotkali i porozmawiali! Ivy musi mu powiedzieć o dziecku i o Anthonym, justin jej pomoże. ..nie mogę się doczekać następnego rozdzialu ������

    OdpowiedzUsuń
  6. W koncu się spotkali!! Tak się ciesze ze pogodali na spokojnie, jestem ciekawa jak zareaguje Justin na wieść o Abby

    OdpowiedzUsuń
  7. Czekałam na to !!! Ciekawe co Justin powie na temat Abby ?? ❤

    OdpowiedzUsuń