piątek, 11 maja 2018

Rozdział szósty

Wracam do domu, gdzie czeka na mnie moje dziecko i Shelly. Dziewczyna widzi wyraz mojej twarzy, całuje mnie w policzek i zostawia samą. Nie jestem pewna czy to dobry pomysł, ponieważ od razu myślę o rozmowie z Justinem. Mam totalny mętlik w głowie, przeczesuję nerwowo włosy i zastanawiam się, dokąd ponownie zaprowadzi nas nasza znajomość. Pojawił się po roku, wiele się zmieniło, ja się zmieniłam, i nie jestem pewna, czy w ogóle jest szansa na świeży start. Oczywiście czas pozwolił mi się uspokoić, wyleczyć, odrobinę zapomnieć o przykrych wydarzeniach, co nie znaczy, że to wciąż mnie nie dręczy. Wiele razy po ciężkim dniu w pracy, siadałam z kubkiem gorącej herbaty i wracałam wspomnieniami wstecz. Zastanawiałam się, co wtedy poszło nie tak, skoro ponownie spadłam na samo dno. Może i zaczęło się od perfidnej intrygi Meredith, jednak zakończyło się na chłopaku, którego, mimo popieprzonej przeszłości, potrafiłam pokochać. Nie sądziłam, że w ogóle jestem do tego zdolna, ale on coś we mnie obudził, uruchomił. Moje serce nie zamieniło się w kamień, potrzebowałam uczucia, troski, odrobiny uwagi i to wszystko dostałam właśnie od niego. Pamiętam każdą wspólnie spędzoną razem chwilę i z ręką na sercu mogę przysiąc, że nigdy nie byłam tak szczęśliwa. Dlatego boli mnie myśl, iż posunął się tak daleko i stanął po stronie bandy dzieciaków, która szydziła ze mnie na każdym kroku. Spodziewałabym się takiego zagrania po każdym, ale na pewno nie po nim. Ufałam mu, oddałam mu swoje serce, ciało, a nawet duszę. Zaryzykowałam, aby móc choć na chwilę poczuć się szczęśliwa. Dał mi to, czego nigdy nie dostałam od własnych rodziców - miłość. Pokochał mnie mimo mojej przeszłości, dziwnych zachowań, strachu. Utworzył wokół mnie dziwny rodzaj kokonu bezpieczeństwa i chronił przed każdym, kto wszedł nam w drogę. Oboje dodawaliśmy sobie siły, aby stanąć twarzą w twarz z ludźmi, którym nasz związek się nie spodobał. Byłam pewna jego uczuć, jego samego, tego, co nas łączyło, a potem wbił mi nóż w serce i wiele razy z premedytacją go przekręcał. Zadawał ból słowami, uśmieszkami, które miały pokazać mi, że już nic dla niego nie znaczę. Wrócił do swojego dawnego życia, otaczał się dziewczynami, perfidnie śmiejąc się ze mnie. On. Chłopak, który był moim "wszystkim". Potwornie mnie zranił, zachował się jak szczeniak, nagrywając ten żałosny film. Wciąż przed oczami mam jego ciało na moim, jego twarz, na której wymalowane było czyste pożądanie. Mimo tego, iż ten seks był dość surowy, doskonale widziałam, jak wiele sprawiał mu przyjemności. Nie patrzył na mnie jak na dziwkę, patrzył na mnie jak na kobietę, którą kocha. Mimo tego, jak gwałtownie pracowały jego biodra, jak wbijał się we mnie raz za razem, przez cały czas obsypywał moją szyję pocałunkami, powtarzał słowa miłości. Nie jestem jednak pewna, czy powinnam się tym pocieszać. Zachowałam to nagranie do dzisiaj, oglądałam je wiele razy i już sama nie wiedziałam, co powinnam o nim myśleć. Spojrzałam na to innym okiem dopiero dzisiaj, po rozmowie z Justinem. Może to nie ma znaczenia, jednak cieszę się, że przedstawił swoją wersję. Może faktycznie poczułam się ciut lepiej wiedząc, że to miało dla niego znaczenie. Fakt, nagrał to, a nigdy nie powinien posuwać się aż tak daleko, jednak wtedy kochał się ze mną, nie pieprzył mnie z zemsty, chęci pokazania mi swojej przewagi. Cały czas myślałam, że właśnie taki był jego cel. Chciał mnie upokorzyć, i chociaż zrobił to upubliczniając film, nie potrafił do końca wyzbyć się uczuć, nawet w tamtej chwili.
Zaskoczył mnie dzisiejszym wyznaniem, łzami, chwilą słabości. Rozpłakał się jak małe dziecko i trwaliśmy tak na środku chodzika wtuleni w siebie i zapłakani. Czułam jego ciało, które drżało i dłonie, które mocno mnie obejmowały. Poczułam się bezpiecznie, tak, jak rok temu, kiedy jego ramiona były dla mnie ostoją, pocieszeniem. W głębi serca wiedziałam, że Justin żałuje tego, co zrobił. Był dobrym człowiekiem, miał cudownych rodziców, którzy porządnie go wychowali. Niestety rok temu był gówniarzem, dla którego ważniejsza była opinia i zemsta, zamiast uczucia. Dobrze, że czas pomógł mu dorosnąć i zrozumieć.
Biorę Abbey w ramiona, tulę do siebie i całuję w czoło. Jest do niego taka podobna, ma ten sam kolor oczu, mały nosek i te urocze usteczka w kształcie serca. To mała kopia Justina, którą mam tylko dla siebie. I właśnie o niej muszę teraz myśleć, bo to ona jest najważniejsza, nie ja. Nie mogę odebrać jej ojca, a obiecałam sobie po porodzie, że pewnego dnia Justin dowie się, że na świat przyszła jego śliczna, urocza córeczka. Bałam się jego reakcji, tego, że mógłby jej nie zaakceptować. Wiedziałam, że mimo wszystko był dobrym człowiekiem, jednak okłamałam go i ukryłam przed nim fakt, iż urodziłam mu dziecko. Nie potrafię nawet przewidzieć jego reakcji, kiedy już się o niej dowie. Może mnie znienawidzi? Przeklnie? Ponownie zrani słowami? Muszę być na to przygotowana, ale nie jestem już tą samą Ivy sprzed roku, jestem kimś zupełnie innym. Poradzę sobie z odrzuceniem, w końcu przechodziłam to wiele razy. Bardziej zaboli mnie odrzucenie Abbey, ponieważ ona najmniej tutaj zawiniła. Może ukarać mnie, nie ją.


Popołudniu wybieram się na spacer. Pogoda jest piękna, Abbey ssie smoczek i rozgląda się dookoła.
- Podoba Ci się, prawda? Wiem, że leżenie w wózku jest strasznie nudne, a z tej pozycji możesz pooglądać więcej świata - grucham do niej wesoło i pocieram nosem o jej. Jest taka śliczna, drobniutka, aż mam chęć schrupać ją w całości. Jestem ogromnie szczęśliwa, że mimo mojej nieostrożności w ciąży, jednak udało jej się zawalczyć. Chyba już zawsze będę mieć o to do siebie żal - No dobrze, pójdziemy się przejść, a potem do domu na karmienie - wkładam ją do wózka, idę wzdłuż alejki i wzdycham świeże powietrze. Nagle czuję wibrację w telefonie, wyjmuję go z kieszeni szortów i czytam wiadomość od Cindy - Zmiana planów, malutka. Odwiedzimy ciocię - uśmiecham się, zmieniam kierunek i idę w stronę klubu.


Docieram do niego w przeciągu ośmiu minut. Cindy stoi przed wejściem, pali papierosa i uśmiecha się szeroko, kiedy tylko mnie widzi. Tak naprawdę jest mi najbliższą osobą w Los Angeles, nie licząc Shelly.
- Hej! - cmoka mnie w policzek, gasi papierosa i wkłada od ust gumę - Jak się ma nasz kwiatuszek?

- Bardzo dobrze, rośnie. Robi się coraz ciekawsza, jest o wiele silniejsza i strzela zniewalające uśmiechy.
- To prawda, śliczna z niej dziewczynka. Złamie nie jedno serce - och, tak! - A co u ciebie, mała?
- W porządku. Mam wolne do końca tygodnia, chociaż sama nie wiem, co będzie dalej. Boję się.
- Jesteś dla Anthony'ego cennym pracownikiem, ale co miała oznaczać twoja obecność na scenie?
- Nie wspominałam ci o tym, ale zaproponował mi miejsce Megan - Cindy wybałusza oczy i patrzy na mnie z niedowierzaniem - Tsa, też byłam w szoku. Wiele razy mówiłam mu, co o tym sądzę, a on dalej swoje.
- Więc już wiem, dlaczego chodzi taki nabuzowany. Wciąż się wydziera, wiecznie coś mu nie pasuje i zastanawialiśmy się z Marko, czy jego żona przestała mu dawać i jest sfrustrowany seksualnie.
- Chciałabym, aby to był powód. Naciska na mnie, wywiera presję, a nawet zaszantażował, że stracę pracę, jeśli nie przyjmę jego propozycji. Nie chcę tego robić, Cindy. To paskudne! Co mam zrobić?
- Cholera, nie wiem! Anthony to gruba ryba, ma znajomości. Dlaczego upatrzył sobie akurat ciebie?
- A bo ja wiem? Bredzi, że idealnie pasuję do dziewczyn, mam świetne ciało i idealne jasne włosy.
- I właśnie to jest dziwne, ponieważ wszystkie dziewczyny są brunetkami. Będziesz się wyróżniać.
- Chyba o to mu chodzi. Jestem na niego wkurzona za to, że odwala taki cyrk. Świetnie mi się tutaj pracuje, nie chcę niczego zmieniać, a tym bardziej odchodzić. Jeśli nie będę miała wyjścia, zrobię to.

- Porozmawiaj z nim jeszcze raz. Powiedz o swoich obawach, na pewno cię zrozumie. Pracujesz tutaj od początku ciąży, jesteś dobrym pracownikiem i Anthony cię docenia. Nie może cię do tego zmusić!
- Wiem, albo i nie wiem. Nic już nie wiem, Cindy. Jestem pewna, że wyleje mnie jak się nie zgodzę.
- Popieprzona sytuacja - kręci głową i opiera się o ścianę budynku - Jak Anthony się uprze, nie ma przebacz. Tak samo było z Rebecą, pamiętasz? Chciał ją i zrobił wszystko, aby dołączyła do zespołu.
- Do tej pory nie chce powiedzieć, dlaczego się jednak ugięła. Wciąż mówiła, że nigdy tego nie zrobi.
- Obawiam się, że szef musiał mieć na nią jakiegoś paskudnego haka albo dał jej za to mnóstwo forsy.
- To ma sens. Rebeca ledwo wiązała koniec z końcem, tak samo jak ja. Pieniądze mogły być mobilizacją.
- Zawsze będą, ponieważ to one rządzą światem. Mówi się, że pieniądze szczęścia nie dają, ale to gówno prawda. Chyba powiedział to ktoś, kto ma ich pod dostatkiem. To oczywiste, że zapewniają komfort, bezpieczeństwo i człowiek nie musi się martwić, że zaraz ich zabraknie i nie będzie co włożyć do garnka.
- A ja się właśnie martwię. Moje oszczędności są śmieszne, niby zarabiam, ale życie i rachunki kosztują.
- Wiem coś o tym. Co nie zmienia faktu, że harujesz prawie codziennie i musisz zwolnić, mała.
- To prawda. Chyba zaczynam odczuwać skutki nocnej pracy, wciąż jestem zmęczona i śpiąca.
- Och, Ivy! - naszą rozmowę przerywa Anthony, który nagle wyłania się zza rogu - Jak miło cię widzieć.
- Dzień dobry, szefie - wysilam się na uśmiech, chociaż jest to niezmiernie trudne. Mam do niego uraz.
- Jak się ma twoja mała córeczka? - zagląda do wózka i dotyka jej rączki - Jest tak piękna, jak ty.
- D-dziękuję - chrząkam niezręcznie i spoglądam na Cindy, która przewraca oczami - Mała ma się dobrze.
- Świetnie! Co cię do nas sprowadza? - marszczy brwi i wlepia we mnie te ciemne oczy - Podjęłaś decyzję?
- N-nie, jeszcze nie. Po prostu wpadłam odwiedzić Cindy i chwilę pogadać. Zaraz muszę uciekać.
- Poświęcisz mi sekundkę? - chcę odmówić, już uchylam usta, ale ucisza mnie gestem dłoni - Wiem, co chcesz powiedzieć. To nie zajmie dużo czasu. Cindy popilnuje dziecka, chodź - chwyta mnie za rękę, jestem zaskoczona jego ruchem, jednak idę za nim. Mijamy bar, wchodzimy do jego gabinetu, a atmosfera nagle gęstnieje - Wiedz, że nie chcę cię zwalniać, Ivy. Cenię twoją pracę, jesteś świetną barmanką i cieszę się, że dla mnie pracujesz - przytakuję głową, bawię się palcami i czekam na puentę jego wypowiedzi. Na pewno do czegoś zmierza - Nasza wcześniejsza rozmowa nie poszła tak, jak tego oczekiwałem, odrobinę mnie poniosło. Oczywiście sobota nadal jest aktualna i liczę na to, że się pojawisz - patrzy na mnie uważnie, stoję jak słup soli i nie wypowiadam nawet słowa. Cóż mam mu powiedzieć? Że jest skurwielem, skoro wymusza na mnie coś, czego nie chcę? I tak ma to w dupie - No dobrze, zróbmy tak. To będzie próba, co ty na to? - podchodzi do mnie, układa dłonie na moich ramionach i wreszcie unoszę głowę, aby spojrzeć mu w oczy. Uśmiecha się lekko i w tej chwili przypomina tego Anthony'ego, którego polubiłam - Zobaczysz, z czym to się wiąże i wtedy podejmiesz decyzję. Może tak być? - nie ukrywam, jestem nieco zaskoczona.
- Próba, tak? - wystawia dwa palce na znak obietnicy i chcąc nie chcąc, łamię się - W porządku.
- Cudownie! Zadzwonię do ciebie niebawem, a teraz uciekaj, bo córka na ciebie czeka. Do zobaczenia.
- Do zobaczenia - szepczę do siebie i czym prędzej opuszczam jego biuro. W drodze do wyjścia besztam samą siebie, klnę pod nosem i mam ochotę szarpać za włosy. Głupia, głupia, głupia idiotka! - Kurwa mać.
- Ivy? - Cindy patrzy na mnie zdziwiona, kiedy wypadam na zewnątrz jak z procy - Co się stało?
- Nic wielkiego, poza tym, że jestem kompletną kretynką, bo zgodziłam się wystąpić na próbę!

- Wow, naprawdę? - Cindy uśmiecha się szeroko i porusza brwiami - Może wcale nie będzie tak źle, co?
- Chyba sama nie wiesz, co mówisz - przewracam oczami i mam świadomość, że to nie skończy się dobrze. 


Staram się odgonić myśli od Anthony'ego i skupić uwagę na czymś innym. Nakarmiłam Abbey, która właśnie ucina sobie drzemkę, i sama próbuję wcisnąć w siebie posiłek. Niestety apetyt gdzieś uciekł, pozostawiając w moim brzuchu wielką pustkę i skręcający się z nerwów żołądek. Kiedy właściwie moje życie zrobiło się tak skomplikowane? Do tej pory wszystko układało się całkiem dobrze, niczym nie musiałam się martwić, byłam spokojna, zadowolona. Teraz moje ciało przejmuje stres i nerwy, których za cholerę nie mogę opanować. Boję się przyszłości, tego, co jeszcze się wydarzy. Wiem, że jeśli wdepnę w to gówno związane z tańcem tak łatwo się już z tego nie wykaraskam, więc dlaczego do cholery w ogóle zgodziłam się na ów próbę? Wcale nie chcę tego robić, chociaż zapewne większe pieniądze mogą mnie do tego popchnąć. Kim się stanę, jeśli faktycznie wyląduję na scenie? Dziwką, która pokazuje obcym facetom swoje ciało?Niestety tutaj chodzi o coś więcej, a mianowicie o zapewnienie dziecku dobrego życia. Anthony chce zapłacić mi cztery tysięce dolarów, a o takiej kwocie gdziekolwiek mogę pomarzyć! I tego się właśnie boję. Nie chcę, aby pieniądze mnie do tego przekonały, a skoro wciąż mi ich brakuje, tak może się stać.

Wieczorem biorę długą, odprężająca kąpiel z ogromną ilością wody i pachnącej wanilią piany. Chwila spokoju, ciszy jest w tym momencie idealnym pomysłem i mogę delektować się tym błogim uczuciem. Zamykam oczy, rozluźniam napięte mięśnie i staram się wyłączyć myślenie. Po prostu nie zadręczać się problemami i móc choć przez chwilę oddać się w ramiona gorącej, otulającej mnie z każdej strony gorącej wodzie. Nawet mi się to udaje, do czasu, aż mój telefon postanawia zawiadomić mnie o nadejściu wiadomości. Zaciskam usta z frustracji, postanawiam zignorować brzęczenie i olewam adresata. Niestety przychodzi kolejna wiadomość, która całkowicie burzy nastrój i sięgam po telefon, który leży tuż obok. 
Odblokowuję ekran i marszczę czoło na widniejący nieznany numer. Czytam sms'y i wszystko jest jasne.
    

         Witaj, biedroneczko. Wiem, że dochodzi już dwudziesta pierwsza, ale jest szansa,                         żebym mógł cię jeszcze dzisiaj zobaczyć? Obiecuję, że nie zajmę ci  dużo czasu.

         Ps. Może masz ochotę na twoje ulubione wino? Nie upiję cię, obiecuję ;)

Uśmiecham się na wzmiankę o winie i wbijam zęby w wargę. Och, marzę o tym cierpkim, głębokim smaku, jednak nie mogę sobie na to pozwolić. Mimo wszystko mam ochotę się z nim spotkać, porozmawiać.

      Hej. Nie przeszkadza mi godzina, przestawiłam się na tryb nocny przez pracę w klubie.             Jeśli chcesz wpaść, zapraszam. Ps. Nie przynoś wina, nie będę mogła go wypić ;)

Wysyłam wiadomość, odkładam telefon i kończę kąpiel. Nie mam zamiaru przywitać go w szlafroku! Jeszcze mógłby potraktować to jako zaproszenie i dopiero wtedy narobiłabym sobie większych kłopotów. 

Przebieram się w jeansy z dziurami, zakładam białą bluzkę z kieszonką na piersi i rozczesuję wilgotne włosy. Chwytam końcówki w palce, oglądam je z zainteresowaniem i dochodzę do wniosku, że wizyta u fryzjera to dobry pomysł. Przydałoby się podcięcie, odżywienie, aby wyglądały na nieco mniej zniszczone.
Opuszczam łazienkę, a po mieszkaniu roznosi się ciche pukanie do drzwi. Oddycham głęboko, próbuję uspokoić szalejące serce i otwieram. Justin uśmiecha się uroczo i ogląda mnie z góry na dół, oblizując usta. Boże! Mam ochotę rzucić się na niego i pocałować, jednak jakimś cudem się powstrzymuję. To nie jest odpowiednia pora, o ile w ogóle do tego dojdzie, ponieważ zaraz przeżyje spory szok, poznając swoje dziecko. Modlę się w duchu, żeby nie spanikował na widok małej i nie chciał mnie zamordować!
- Wejdź - chwytam go za koszulkę, ciągnę do środka i zamykam drzwi, przekręcając dwa zamki.
- Och, zamykasz nas? - droczy się ze mną, popycham go i prowadzę wprost do salonu - O rany,  nie wiedziałem, że aż tak się za mną stęskniłaś, biedroneczko - 
przystaje praktycznie w progu, odwraca się w moją stronę i puszcza mi oczko - Ja bardzo tęskniłem - ujmuje moją głowę w dłonie, głaszcząc policzki. Mój żołądek wywija koziołka i mam wrażenie, że właśnie mnie sparaliżowało. Jest tak blisko, niemal czuję jego oddech na ustach! - Pięknie pachniesz, twoje włosy są wilgotne, a to oznacza kąpiel. Przeszkodziłem?
- Szczerze? Tak - wzruszam ramionami, a Justin posyła mi szeroki, zadziorny uśmiech - Co cię tak bawi?
- Mogłaś na mnie zaczekać, chętnie bym dołączył - przełykam ślinę i gapię się w te piękne, brązowe oczy.
- Pff, chciałbyś - pstrykam go palcem w nos i odsuwam się. Czar pryska, a moje ciało napina się jak struna. Chwila prawdy - Wpuściłam cię do mojego mieszkania, jednak nie chcę słyszeć na jego temat ani słowa.
- Przysięgam - przykłada dłoń do serca, udając wielce poważnego. Marnie mu to wychodzi, przewracam oczami i wchodzę do pokoju. Justin człapie za mną, podchodzę do wciąż rozłożonej deski do prasowania i składam ubranka. Kiedy zbieram się na odwagę i spoglądam na niego, widzę na jego pięknej twarzy szczery szok. Nerwowo przerzuca spojrzenie z wózka, który stoi pod ścianą na mnie i to, czym się zajmuję - N-nie rozumiem, Ivy. T-to dziecko? Twoje? - jest blady jak ściana i zaczynam się bać, że zaraz zemdleje.
 




*************************************
Hello!
No to dla Justina chwila prawdy :)

Tak sobie myślę... dodaję te rozdziały tutaj, jak i na Vivi i dochodzę do wniosku, że robię to już bez większego entuzjazmu. Jakoś coraz mniej was tutaj, więc nie jestem pewna, czy to ma jakiś sens.
Chyba dopadł mnie jakiś kryzys, no nic. Zobaczymy, jak to dalej będzie :)

Miłego weekendu!
Ściskam
Kasia







13 komentarzy:

  1. O matko!!! W końcu Justin dowie się, że ma córkę. Jestem bardzo ciekawa, czy przypadkiem nie wyjdzie z mieszkania, bo pomyśli, że Ivy zaszła w ciążę z innym chłopakiem. Niech czas leci szybko, bo już chciałabym następny rozdział.
    Pozdrawiam,
    Kama

    OdpowiedzUsuń
  2. Justin bądź twardy, wierzę w Ciebie! On pokocha to dziecko, jestem tego pewna! Super rozdział! Ty też jesteś super Kasiulka, kochamy Cię, pamiętaj o tym! Buziaki ❤

    OdpowiedzUsuń
  3. Wow rozdział ��

    OdpowiedzUsuń
  4. Jezu te opowiadanie to moje zycie!!!! Rozdziały tu powinny być czesciej bo jest idealnedd

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie możesz zrezygnowac z tych ff bo ja nie przezyje ! Boże nie mogę się doczekać aż on się dowie ze to jego coreczka😍 i mam nadzieje ze Ivy nie będzie tańczyć.. ze justin się o tym dowie i jakoś jej pomoże. ..Jejuuuu kiedy następny rozdział? Ja nie dam rady tygodnia...może jakiś bonusik w weekend ?😜😘

    OdpowiedzUsuń
  6. W koncu sie dowie! Jestem strasznie ciekawa jego reakcji. Kasiu, jestem z tobą od twoich pierwszych opowiadań i nadal tak samo cieszę się na rozdziały i czekam na nie z niecierpliwością ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak mogłaś przerwać w takim momencie ??? 😣😊 jestem ciekawa jak Justin zareaguje na wieść o tym , że jest tatą... Super rozdział 😘😍
    Ps. Kasia teraz są matury i może przez to jest tutaj mało osób... 😉 Trzymam kciuki, żeby wena wróciła!!!

    OdpowiedzUsuń
  8. Żeby tylko nie zemdlał 😂 cieszę się ze Ivy postanowila mu powiedziec 😍 może jakis bonusik w weekend? 😁

    Nie rezugnuj Kasiu! Jestem z tobą cały czas, kocham twoje opowiadania i naprawde czekam z niecierpliwością na każdy nowy rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Omg taaaak!!!💕💕 tylko teraz niech sie dowie ze to jego dziecko😍😍

    OdpowiedzUsuń
  10. Najwyższy czas, żeby Ivy powiedziała mu, że jest tatusiem :)
    Nie rezygnuj z publikowania rozdziałów, uwielbiam Twoje opowiadania i staram się czytać na bieżąco i komentować każdy rozdział!:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Niech tylko spróbuje się odwrócić i uciec to go chyba uduszę.
    Biedna Ivy oby jednak nie zgodziła się występować na scenie.
    ***Kasia K.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  13. Na wstępie chciałam przeprosić że nie komentowała ale wczoraj wróciłam z Włoch po 3 tygodniach😍
    Oczywiście nadrobiłam już wszystko i powracam do stałego komentowania 😏 czekam z niecierpliwością na reakcję Justina no bo heloł on chyba nawet nie podejrzewa że mógłby być ojcem ?!Świetny

    OdpowiedzUsuń