piątek, 8 czerwca 2018

Rozdział dziesiąty


Justin POV:

Czekam na Ivy, chodzę od jednego końca salonu do drugiego, kołyszę w ramionach Abbey, która płacze i co rusz wypluwa smoczek. Nie ukrywam, jestem nieco przerażony, Ivy nie ma już dobrą godzinę i w dodatku nie odbiera ode mnie pieprzonego telefonu! Nie wiem, o czym rozmawiała ze swoją matką, nie wiem, gdzie się do cholery podziewa, ale zaczynam się poważnie martwić. Jeszcze chwila, a dostanę zawału!
- Cichutko, kruszyno. Wiem, że pewnie jesteś głodna jak wilk, ale tatuś nie dysponuje cycem wypełnionym pysznym, cieplutkim mlekiem - grucham do niej, chwilowo się uspokaja i patrzy na mnie, jakby cokolwiek rozumiała. Jest tak nieziemsko słodka, aż chce się ją schrupać! - Jak mama nie wróci za pięć minut to pojedziemy do mieszkania, okej? Tylko wytrzymaj jeszcze - całuję ją w czoło i w tym momencie dociera do mnie dźwięk otwieranych drzwi, a Ivy wchodzi do środka - Jezu, kochanie! Umierałem z niepokoju, już miałem jechać cię szukać! Co się stało? - wzdycha ciężko, podchodzi i spogląda na małą - Jest głodna.
- Przepraszam, trochę mi się zeszło. Nakarmię ją - siada w fotelu, odsuwa bluzkę, stanik i wystawia dłonie. Podaję jej małą, ostrożnie układa ją przy sobie i zaczyna karmić. Przez te kilka wspólnie spędzonych dni ten widok stał się moim ulubionym. Nigdy nie spodziewałem się, że będę siedział i po prostu się na nie gapił. Cholera, bycie ojcem to zajebiście fajna sprawa - Mama zaproponowała przeprowadzkę do Dubaju.
- C-co? - marszczę brwi i myślę, czy przypadkiem nie przyjęła propozycji - I co jej odpowiedziałaś?
- Nic, nie zgodziłam się. Przecież praktycznie jej nie znam, pojawiła się zaledwie kilka dni temu.
- O rany! Co za ulga. Przez moment pomyślałem, że jednak się zgodziłaś. W końcu to twoja mama.
- Która jest mi obca. Chce odbudować ze mną kontakt, częściej się spotykać, spędzać ze mną czas.
- To chyba dobrze, prawda? Może po prostu wreszcie zrozumiała, jak wielki popełniła błąd, odrzucając cię.
- Może. Szkoda tylko, że zajęło jej to całe dwadzieścia lat. Nie wiem, czy da się cokolwiek odbudować.
- Da się, tylko daj jej szansę. Nie mówię, że macie być od razu najlepszymi przyjaciółkami. Powoli.
- To samo mniej więcej jej powiedziałam. Skoro chce kontaktu, spoko, to mogę jej dać. Jednak na wybaczenie, czy miłość jest zdecydowanie za wcześnie. Przede wszystkim muszę wiedzieć, jaka jest.
- To dobry początek. Od czegoś trzeba zacząć, a być może wyniknie z tego coś naprawdę dobrego.
- Sama nie wiem, co mam o tym myśleć. Nagle zjawia się, chce naprawić nasze relacje, nawet dostałam od niej pieniądze - wow! Co za gest - Potrzebuję ich, więc je zatrzymam, chociaż nie powinnam tego robić. I tak są od jej nadzianego faceta. Napisał mi krótką notkę w przelewie. Bardzo ją kocha.
- Twoja mama zasługuje na kogoś takiego, bo sama pewnie przeszła przez piekło dzięki twojemu ojcu.
- Tak, opowiedziała mi wszystko. Zaczynając od przymuszenia do ślubu, a kończąc na agresji ojca. Ten człowiek ma coś z głową i powinien spędzić resztę swojego życia za kratkami, a on z niego wychodzi.
- Chyba nie mówisz poważnie? - zrywam się na równe nogi i wręcz nie dowierzam - To niemożliwe, Ivy.
- Możliwe. Mama przekazała mi, że opuści więzienie na dniach. Był tam bardzo grzecznym chłopcem.
- Nigdy nie zrozumiem, dlaczego wypuszczają przestępców za dobre sprawowanie. To jakiś obłęd.
- Wiem, niestety tak działa to popieprzone prawo. Powinien tam siedzieć jeszcze przez długi rok!
- Prędzej czy później na sto procent wpakuje się w jakieś gówno i wróci tam z powrotem. Ludzie po długiej odsiadce mają tendencję do pchania się w kłopoty, a twój ojciec to szczególny przypadek do leczenia.
- On się nigdy nie zmieni, nawet leczenie nic nie da. Jedynie powinni trzymać go jak najdalej od ludzi.
- Tu się z tobą zgodzę - przysiadam obok, obejmuję ją ramieniem i całuję w głowę. 




Ivy POV:
W niedzielę wybieramy się na spacer i na małe zakupy. Korzystam z zastrzyku gotówki i kupuję kilka nowych ciuchów. Wcześniej nie mogłam sobie na to pozwolić, liczył się każdy grosz, a teraz postanawiam odrobinę zaszaleć. Justin marudzi, że to on powinien za mnie zapłacić, ale nie godzę się na to. Więc kupuje kilka ubranek dla Abbey i sam je wybiera. To uroczy widok patrzeć na niego, jak przechadza się między regałami z ciuszkami dla niemowlaków i chociaż to nieodpowiednie, wygląda seksownie jak diabli. Biała koszulka przylega do jego umięśnionego torsu i opina się na ramionach. Krótkie spodenki sięgają do kolan, uwydatniając łydki i tatuaże, a na nogi założył białe adidasy, które idealnie uzupełniają cały outfit. Przyglądam mu się z rozbawieniem i kątem oka zauważam, jak dwie młode ekspedientki chichoczą, szepcząc coś między sobą. Kiedy Justin podchodzi do nich z masą ubranek, zagadują go, a nawet flirtują!
On jednak zdaje się tego nie zauważać, czeka cierpliwie i posyła mi rozbawione spojrzenie. 


Po zakupach odwiedzamy uroczą kawiarenkę z czarno-białym płotkiem. Zamawiamy karmelowe latte,
gofry z owocami i mnóstwem bitej śmietany oraz muffinki jagodowe. Delektuję się tym pięknym, spokojnym dniem i Justinem, który nawija wesoło, opowiadając o Jillian i jej pierwszym chłopaku. Zwierzyła mu się pewnego dnia, a Justin prawie wyskoczył z butów! Od razu kazał jej wszystko wyśpiewać, czyli; adres ów adoratora, numer telefonu, konta na Facebook'u i, o zgrozo, zarządał spotkania a z nim sam na sam. Śmieję się z niego, bo chociaż rozczula mnie jego troska, zdecydowanie przesadza!
- Hej, to moja młodsza siostra! Nie wpuszczę ją w ramiona zboczeńca, który myśli tylko o jednym.
- Po pierwsze; z tego, co mówiłeś, Jillian zapewniła cię, że Victor jest w porządku, tak? Po drugie; Twoja siostra nie jest już dzieckiem, ma osiemnaście lat. Po trzecie; opanuj się, bo go przestraszysz.
- Ma się bać, biedroneczko. Dzięki temu będzie czuł na karku mój oddech i nie przyjdzie mu do głowy skrzywdzić moją małą siostrzyczkę. A jeśli to zrobi, połamię mu wszystkie palce i nogi na dokładkę.

- Jesteś niemożliwy - kręcę głową i wygryzam się w gofra - Jillian ma z tobą naprawdę przechlapane.
- Właśnie wręcz przeciwnie. Stoję na straży jej bezpieczeństwa, dobrego nastroju no i cnoty. A jak!
- Skąd pomysł, że Jillian wciąż jest dziewicą, co? - opieram łokcie na stole i puszczam mu oczko.
- Chyba nie myślisz, że mogłaby? Nie, na pewno nie. Jest jeszcze młoda, nawet nie miałaby z kim, to...
- Och, daj spokój. Zawsze ktoś się znajdzie, kochanie. Ma kolegów, chociażby ze szkoły. To nic trudnego.
- Nie mów mi takich rzeczy - mruży oczy i wystawia palec na znak groźby - Jillian jest dziewicą i już.
- W porządku, skoro tak twierdzisz, nie będę się kłócić - wzruszam ramionami, ale bawi mnie ta rozmowa.
- Jesteś nieznośna - burczy pod nosem i patrzy na mnie spod byka - Zasiałaś w mojej głowie ziarenko wątpliwości i przez ciebie będę zmuszony wypytać siostrę o szczegóły. To będzie bardzo niezręczne!
- Wstrzymaj się, Sherlocku! Jak pojedziemy do San Francisco, mogę z nią porozmawiać, jeśli chcesz.
- Więc jednak pojedziemy, tak? - patrzy mu w oczy, w których widzę ogromną nadzieję i oczekiwanie.
- Pewnego dnia tak, przecież ci to powiedziałam. Na wszystko przyjdzie odpowiednia pora, prawda?
- Tak, oczywiście. Obiecałem, że nie będę na ciebie naciskał. Wiedz jednak, że do świąt nie pozostało zbyt wiele czasu. Jeśli do tego czasu nie podejmiesz decyzji, spędzimy je z moją rodziną? Proszę?
- To dobry pomysł. Nie chcę cię od nich oddzielać, a wiem, że chciałbyś być wtedy i z nimi, i z nami.
- No jasne! Nie wyobrażam sobie świątecznego czasu bez ciebie i bez Abbey. Niestety nie mam super mocy i nie potrafię się sklonować, a szkoda, więc pozostaje spędzić nam święta z moją super szaloną rodzinką.
- Lubię twoją rodzinę, nawet bardzo. To dobrzy ludzie, troskliwi, kochający. Mają w sobie tyle ciepła, miłości, aż chce się z nimi przebywać. Masz ogromne szczęście, posiadając takich rodziców, Justin.
- Wiem o tym i doceniam to na każdym kroku. Jeśli z nimi zamieszkamy, na ciebie i Abbey również tę miłość przeleją. Polubili cię od pierwszego poznania i kiedy powiedziałem im o dziecku, mama się rozpłakała - o rany! Zaciskam usta i samej chce mi się płakać - Byli w tak ogromnym szoku, że przez chwilę ich zamurowało i zapadła cisza. Potem mnie uściskali i byli jeszcze bardziej wściekli, że pozwoliłem ci odejść. Błagałem ich, żeby dali mi już spokój i więcej nie dręczyli tym tematem. Nie pomagali mi, a wyrzuty sumienia wręcz zżerały moje bebechy. Od tamtej pory nie poruszali kwestii naszej przeszłości i codziennie dzwonili i pytali, kiedy będą mogli was zobaczyć. Wiesz, jak uciążliwe są codzienne telefony?
- Nie mam pojęcia, mogę się jedynie domyślić. Obiecuję, że postaram się szybko podjąć decyzję, okej?
- W porządku, ale nie śpiesz się ze względu na moich rodziców. Możemy ich odwiedzić i wrócić tutaj.
- Wiem, jednak oboje wiemy, że hotel to tylko chwilowe rozwiązane. Podoba mi się tam, jest piękne, ciepło, czysto, ale to tylko hotel. Abbey musi mieć swój kąt i czuć, że to jest jej dom. Rozumiesz mnie?
- Oczywiście! Jeśli tylko będziesz gotowa, zarezerwuję lot i zaczniemy wszystko od nowa. We trójkę.
- Brzmi świetnie - uśmiecham się, chwytam jego dłoń i ściskam - Dziękuję ci za to, co robisz dla mnie i dla Abbey. Jestem ci niezmiernie wdzięczna i chcę, abyś o tym wiedział. Okłamałam cię, nie powiedziałam o dziecku, a mimo wszystko przyjąłeś to na klatę jak prawdziwy facet, nie uciekłeś, nie zrównałeś mnie z ziemią. Jesteś naprawdę wyjątkowy. Nie wiem, czym sobie na ciebie zasłużyłam. To chyba jakiś cud.
- Ja tam wierzę w przeznaczenie, biedroneczko. Może mieliśmy się spotkać na studiach? Może mieliśmy przejść przez to gówno, aby zrozumieć, kim dla siebie jesteśmy? - wzrusza ramionami i spogląda na nasze splecione palce - Ponoć w życiu nic nie dzieje się bez przyczyny. Każde wydarzenie wyryło w naszej pamięci bolesny ślad, ale przetrwaliśmy to i spójrz, gdzie teraz jesteśmy. Wierzę, że po czymś takim uda nam się przetrwać wszystko - siadam obok niego, przytulam się i szepcze mu na ucho słowa miłości.


W drodze do hotelu rozdzwania się telefon Justina. Wyjmuje go z kieszeni spodenek i przewraca oczami.
- No co tam, ziomek? - marszczy brwi i uważnie słucha rozmówcy po drugiej stronie - Och, serio? Jak ja nie znoszę tego starego dziada! Dlaczego do cholery musiał wymyślić coś tak szalonego, w dodatku na ostatnią chwilę?! - unosi głos i nerwowo przeczesuje włosy. Nawet wkurzony ma w sobie jakiś dziwny, pociągający urok - A mam jakieś inne wyjście, Nolan? - och! A więc to on dzwoni! Moje serce lekko podskakuje i ponownie napełnia się tęsknotą. Brakuje mi go i wcale nie mam zamiaru ukrywać tego przed Justinem - A w pizdu z tym wszystkim, tyle ci powiem. Dzięki za info, to niestety zmienia moje plany. W takim razie do zobaczenia niebawem - kręci głową i zerka na mnie przelotnie - Jasne, pozdrowię ją i ucałuję, ale tylko w policzek! - wystawia palec, jakby Nolan stał przed nim i miał to zobaczyć - Jesteś idiotą, czy idiotą, Nolan? Nie musisz mnie o to pytać, bo znasz odpowiedź. Wyjaśniliśmy to sobie, prawda? - milknie, za to słyszę donośny głos po drugiej stronie słuchawki. Auć! - Tak wiem, że jestem zazdrosnym skurczybykiem, tego nie zmienię, taka moja natura - chichoczę na jego słowa, a Justin mruga okiem i obejmuje mnie ramieniem - Możesz to zrobić i więcej mnie o to nie pytaj, albo ci przywalę. Kończę, do zobaczenia - wciska czerwoną słuchawkę i wkłada telefon z powrotem do kieszeni - Ten człowiek mnie kiedyś wykończy, przysięgam. Zapytał mnie, czy może do ciebie zadzwonić, rozumiesz? - oburza się, przykłada dłoń do serca i udaje urażonego - Naprawdę jestem aż tak straszny, biedroneczko? Ty też uważasz, że jestem zazdrośnikiem?
- Pytanie! Oczywiście! Wiedziałam to już rok temu - karci mnie spojrzeniem i zatrzymuje na środku chodnika - Ale zmieniłeś się, jak sam powiedziałeś, i liczę na to, że nie będziesz urządzał mi żadnych scen. Wiesz, że Nolan jest mi bliski, ale nie łączy nas nic innego jak przyjaźń. Rok temu również tak było.
- Wiem, wiem, wiem. Cicho! Nie przypominaj mi tego - przyciąga mnie do siebie i chowa twarz w moich włosach - Ufam ci, ufam Nolanowi i wiem, że łączyła was przyjaźń. Przyjaciele są tak samo ważni, jak związek, zdaję sobie z tego sprawę. Szkoda, że zrozumiałem to dopiero po wszystkim. Wiesz, że wcale nie musisz prosić mnie o pozwolenie na kontakt z Nolanem, prawda? - odchyla się, układa dłonie na moich ramionach i patrzy w oczy - Powiedz, że nie masz mnie za takiego chorego skurwiela.
- Nie, nie mam cię za takiego chorego skurwiela i wiem, że nie muszę prosić cię o pozwolenie. Kocham cię, Justin, ale przyjaciele są dla mnie równie ważni. Cieszę się, że teraz to dostrzegasz. Pochwalam! 

- Och, biedroneczko! Jesteś zajebiście wyjątkowa - uśmiecham się na te słowa, bo dawniej mówił mi dokładnie to samo - Nolan zadzwoni do ciebie dzisiaj wieczorem, stęsknił się za tobą. Dylan też.
- Ja za nimi również i fajnie będzie ich znowu usłyszeć. Właściwie co przekazał ci Nolan? Zmiana planów?
- Niestety - psioczy niezadowolony i ruszamy dalej - Muszę wrócić do domu jeszcze dzisiaj. Ten stary dziad Rawls wymyślił sobie zaliczenie ćwiczeń, a kto się nie zjawi, będzie do tyłu. Nie chcę robić sobie zaległości, chcę wszystko zdać i mieć święty spokój. W środę kolejne kolokwium, co za koszmar.
- Och, więc pewnie zobaczymy się dopiero w weekend? - pytam smutno i już czuję dziwną pustkę.
- Postaram się przylecieć w środę wieczorem lub w czwartek. No chyba, że znowu coś wypadnie na uczelni.
- Spokojnie, to tylko kilka dni. Damy sobie z tym radę, prawda? Przynajmniej odpoczniesz sobie ode mnie.
- Ja wcale nie chcę od ciebie odpoczywać, ja robię to, będąc z tobą i Abbey. Wiesz, że kocham was obie?

- Wiem - przytulam się do jego ramienia, a moje serce zaciska pięść ogromnego szczęścia.

Justinowi udaje się zarezerwować bilet na nocny lot. Pakuje swoje rzeczy, stoję w progu pokoju i opieram się ramieniem o futrynę. Wcale nie chcę, żeby wyjeżdżał, jednak nie ma wyjścia. Przyzwyczaiłam się do jego obecności w moim życiu i te kilka dni wypełni tęsknota za nim i oczekiwanie na powrót. To dziwne, ale chyba teraz, pod wpływem tego nieznajomego mi uczucia podejmuję decyzję, że jeszcze przed świętami przeprowadzę się do San Francisco. Obiecałam sobie, że poczekam, dam sobie czas na oswojenie się z tym że ponownie jest w moim życiu. Jednak wszystko szlag trafia, bo myśl o jego nieobecności naprawa mnie niepokojem. To niezdrowe być od kogoś uzależnionym, a ja ponownie to zrobiłam.
- Hotel jest opłacony do końca tygodnia, a potem przedłużę rezerwację. Możesz być o to spokojna.
- Jestem, dziękuję - uśmiecham się i nie wspominam na razie o mojej decyzji - Wszystko spakowałeś?
- Chyba tak, zresztą mam zamiar tutaj wrócić - posyła mi zadziorny uśmieszek, podchodzi i dociska mnie do swojego ciała - Czy mogę liczyć na jakieś namiętne, wyjątkowe pożegnanie? - mruczy zmysłowo, muska nosem moją szyję i wypuszcza na nią zimne powietrze - Kilka dni bez ciebie to będzie katorga!
- Myślę, że twardy z ciebie gość i doskonale dasz sobie radę. Pomyśl, że czekam tutaj na ciebie. 

- Mam zamiar myśleć tylko o tobie i uwierz mi, bardzo twardy ze mnie gość - bierze moją dłoń i przysuwa do swojego krocza, przez które przebija się erekcja - Więc jak? Mogę zabrać cię do łóżka i wymęczyć?
- Możesz, ale! - wystawiam palec i wtykam w jego tors - Pamiętaj, że czeka na ciebie kąpiel dziecka.
- No tak, to już nie beztroskie czasy, huh? Kiedy pożądanie było na pierwszym miejscu, a teraz? Jestem ojcem, muszę wykąpać córkę, poczekać aż zaśnie i dopiero wtedy zająć się jej mamą. Niesamowite!
- Jesteś taki nieznośny - wsuwam palce w jego włosy, uśmiecham się i gryzę go w wargę - Do roboty!


Budzi mnie Abbey, która tej nocy spała ze mną. Przysuwam ją do piersi, uspokaja się, a ja spoglądam na poduszkę obok. Dotykam jej dłonią i myślę o Justinie, który niedawno na niej spał. To niewiarygodne, jak bardzo zmieniło się moje życie i to w przeciągu kilkunastu dni. Byłam pewna, że nadal przepełnia mnie żal za przeszłość, a wystarczyło, że Justin stanął w progu mojego skromnego mieszkanka, a uczucia przebudziły się do życia, wyfruwając niczym chmara motyli. Jestem szczęśliwa, ponownie pozwoliłam sobie na zapomnienie o wszystkich złych chwilach, a skupiłam się na chłopcu, którego pokochałam rok temu. Mogę się bronić, wypierać, odtrącać go od siebie, ale to i tak do niczego mnie nie zaprowadzi. Doskonale wiem, że nigdy nie będę w stanie pokochać nikogo innego, ponieważ to jemu oddalam swoje serce. Był pierwszym, którego obdarzyłam uczuciem, a skoro los ponownie nas ze sobą połączył, widocznie tak musiało być. Może takie jest nasze przeznaczenie i jednak mamy szansę na szczęśliwe zakończenie? Mimo tego całego syfu, który musiałam przejść przez ojca, potrafiłam kogoś pokochać, więc dlaczego do cholery miałabym o to nie zawalczyć? Justin jest wspaniały, dba o mnie, o Abbey i nie uciekł z krzykiem, kiedy powiedziałam mu, że jest ojcem. Nie każdy chłopak zachowałby się tak, jak on. Dziecko to poważna sprawa, a on po prostu się z tym pogodził. Naprawdę rozczula mnie jego troska i opieka nad Abbey.

Nucę pod nosem, kroję warzywa, zerkam do gotującego się makaronu i uśmiecham do małej, która leży w leżaczku i przygląda się moim poczynaniom. Mój humor jest dzisiaj świetny, po czułej wiadomości od Justina wręcz mam ochotę tańczyć ze szczęścia. Nie mogę doczekać się, aż ponownie do nas wróci. Tęsknię za nim, przyzwyczaiłam się do jego obecności i teraz czuję się nieswojo. Niestety życie nie jest tak kolorowe i muszę być cierpliwa. Mam nadzieję, że uda mu się zaliczyć kolokwium w środę. Na szczęście dzisiejsze ćwiczenia zaliczył na piątkę, więc chociaż jedno ma już z głowy. Byłam zaskoczona, kiedy wyznał, że nie zaliczył czterech egzaminów z sesji po moim odejściu. Nie spodziewałam się, że aż tak złamało go moje zniknięcie. Skoro wywinął mi taki numer w akcie zemsty, byłam pewna, że jego uczucie do mnie nie było nawet prawdziwe. Bo czy ukochana osoba nagrywa seks film i rozsyła go wszystkim? 
Moje przemyślenia przerywa dzwonek do drzwi. Spoglądam na zegarek, na którym widnieje piętnasta dwanaście i zastanawiam się, kogo niesie o tej godzinie? Biorę Abbey na ręce i człapię do drzwi. Jedyną osobą, której mogę się spodziewać, jest Monica. Jednak kiedy uchylam drzwi, moja szczęka uderza o podłogę. Kogo jak kogo, ale widok mojego gościa szczerze mnie szokuje.





7 komentarzy:

  1. Czyżby to już ten moment, w którym pojawia się ojciec Ivy? Chyba, że to któryś z chłopaków? Uwielbiam to jak Justin i Ivy odnoszą się do siebie. Oby więcej takich rozkosznych rozdziałów.
    Pozdrawiam,
    Kama

    OdpowiedzUsuń
  2. Kocham ten rozdział !!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak ja wytrzymam do kolejnego rozdziału to ja nie wiem😂
    Trzyyymasz na napięciu😝
    Cieszę sie ze areszcie im sie zaczyna układać😘

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak to jej ojciec to mam nadzieję, że nic jej nie zrobi... Ivy musi być szczęśliwa z Justinem 😊😊😉 super rozdział i chcę już następny :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam nadzieje ze to nie jest jej ojciec... kiedy wszystko zaczyna się układać, to coś trafia szlag...kocham justina i Ivy razem z Abbey 😘😘😘 nie mogę się doczekać następnego rozdzialu 😘

    OdpowiedzUsuń
  6. Są dwie opcje albo to ojciec Ivy albo jej były szef.
    Świetny rozdział
    ***Kasia K.

    OdpowiedzUsuń