piątek, 15 czerwca 2018

Rozdział jedenasty

Mam ochotę rzucić się na niego, przytulić, wycałować i powiedzieć, jak cholernie za nim tęskniłam, jednak on robi to pierwszy. Odkłada plecak na kafelkową podłogę i ostrożnie obejmuje mnie ramionami, aby nie zgnieść Abbey. Wdycham zapach jego skóry, perfum, które tak dobrze znam, a moje serce się zaciska! Czuję łzy na policzkach i nie wierzę, że naprawdę tutaj jest. Minął długi rok, a teraz stoi przede mną.
- Chyba coś się przypala - jasna cholera! Piszczę i rzucam się w kierunku kuchni. Odkładam Abbey i zdejmuję patelnię z warzywami i szpinakiem. Jakie szczęście, że robię to w ostatniej chwili i mój obiad zostaje uratowany! - Mam nadzieję, że nie spaliłaś tego ładnie pachnącego żarcia, bo umieram z głodu!
- Jesteś okropny! - przewracam oczami, zmniejszam gaz, a patelnia z powrotem ląduje na płycie - Skąd się tutaj u licha wziąłeś, hmm? - podchodzę do niego i obejmuję go w pasie - Zrobiłeś mi niespodziankę.
- I właśnie o to chodziło, kwiatuszku. To była spontaniczna decyzja, ale nie mogłem już wytrzymać.
- Bardzo się cieszę, że tu jesteś - odchylam głowę, przyglądam się jego twarzy i dotykam lekkiego zarostu - Zmieniłeś się, zmężniałeś i w dodatku masz zarost! Mój kaktusek wypuścił własne kolce, co?
- Jak zawsze zabawna - czochra moje włosy i całuje w czoło - O dwudziestej trzeciej mam lot powrotny do San Francisco, ale mimo to musiałem przylecieć, aby cię zobaczyć. Justin opowiedział mi o twoim życiu, o waszym dziecku, a ja nie mogłem się nadziwić, ze to wszystko prawda. A jednak! Macie dziecko, Ivy.
- Mhm, mamy. A to oznacza, że zostałeś wujkiem, chodź - pociągam go za dłoń i podchodzimy do mojej córeczki - To Abbey, a to twój wujek, kochanie. Jest trochę nieogarnięty, ale bardzo kochany.
- Hej, kruszyno - grucha do niej, zostawiam ich i kończę obiad. Odcedzam makaron, przerzucam na talerze i polewam szpinakiem z mascarpone i warzywami - Jest podoba do Justina, ma jego kolor oczu.
- Tak, nie da się ukryć. Ma też jego ciemne włoski i pełne usta. Po mnie chyba niewiele odziedziczyła.
- Nieprawda! Jest tak samo piękna jak ty, jak dorośnie złamie nie jedno serducho. Oj, będzie się działo.
- Jasne! Znając Justina to nawet nie pozwoli jej stać obok jakiegoś chłopaka, którego nie zna. Jego troska jest urocza i doceniam to, jednak dał mi próbkę swoich możliwości odnośnie swojej siostry. Dramat!

- Tsa, opowiadał mi. Dziewczyna się zakochała, a ten chce chłopaka przeciągnąć przez magiel, biedak.
- Może uda mi się jakimś sposobem wybić mu te głupoty z głowy. Jillian nie jest już dzieckiem.
- Dla niego zawsze będzie, kwiatuszku. Cały on - wzrusza ramionami i dotyka małej rączki Abbey.


Spędzam z Nolanem cały dzień. Wybieramy się na spacer, odwiedzamy kilka sklepów i moją ulubioną kawiarnię. Buzie nam się nie zamykają i opowiadamy sobie miniony rok, który dla nas obojgu nie był łatwy. Jednak wcale nie staramy się wspominać tylko tych przykrych chwil, a te, które były śmieszne, fajne i warto do nich wrócić. Mam wrażenie, jakbym w ogóle nie rozstała się z Nolanem na tak długi czas. Jest dokładnie tym samym facetem, którym był rok temu. Zabawnym, szczerym, kochanym i troskliwym. Mogłabym wymieniać w nieskończoność jakim wspaniałym jest chłopakiem. Justin ma szczęście mając obok siebie takiego przyjaciela. Cieszę się, że przez intrygę Meredith nie dosunęli się od siebie i nie znienawidzili. Bałam się, że przez domniemaną zdradę między nimi już nigdy nie będzie tak, jak dawniej. Na szczęście prawdziwa przyjaźń przetrwa najgorsze gówno, chociaż Justin oboje nas skrzywdził.
- Cholera, może nie powinnam o to pytać, ale wiesz, że jestem ciekawska. Co się stało z Meredith?
- Kiedy Justin doniósł na nią swojemu wujkowi i przedstawił dowody na to, że knuła, gnębiła Cię i doprowadziła do rozpadu waszego związku i do przykrości, które cię spotkały, bez wahania ją wyrzucił. Jezu! Ależ ona była wściekła! - Nolan zaciska usta, jakby próbował pohamować wybuch śmiechu - Darła się na Justina, oskarżała go, a nawet spoliczkowała! On jednak nic sobie z tego nie robił, wysłuchał jej, wyrzucił z pokoju i po wszystkim. Musiała odejść, ponieść karę za to przedstawienie, które urządziła. Miała kontakt z Alayną, a Alayna to gadatliwa dziewczyna i zwierzała się Dylanowi, który z kolei zwierzał się nam - porusza brwiami, a ja kręcę głową. No tak, solidarność... testosteronu! - Próbowała dostać się na dwie inne uczelnie, ale niestety nie podołała. Odgrażała się, że Justin za wszystko jej zapłaci, ale czas mijał, a nic się nie działo. W końcu dała sobie spokój, ponoć znalazła pracę kelnerki i na tym skończyła się jej edukacja. Jakoś wcale nie jest mi jej żal. To przebiegła suka, doskonale wiedziała, co robi. Aż ciężko uwierzyć, że posunęła się do takiej intrygi, która doprowadziła cię na sam skraj. Dlaczego nam nie zaufałaś, hmm? Mnie i Dylanowi? Wiem, że Justin wywinął numer, ale my staliśmy po twojej stronie.
- Tu nie chodzi o zaufanie, kaktusku, a o coś znacznie większego. Byłam załamana, rozbita na kawałki i chociaż cenię wasze wsparcie, to nic by wtedy nie dało. Ci ludzie mnie zniszczyli, patrzyli jak na rzecz, którą można przelecieć za pieniądze. Nie mogłam na nich patrzeć, nawet ich słyszeć. Słowa mogą zranić o wiele bardziej niż czyny, a ja byłam, i chyba wciąż jestem, słabym człowiekiem. Wiesz już, jak wyglądało moje dzieciństwo, to na zawsze zostanie w mojej głowie i nie uodpornię się na zło tego świata.
- Przykro mi, że musiałaś przez to wszystko przejść. Nie zasłużyłaś, aby płakać przez tych ludzi, cierpieć i targnąć się na swoje życie. Na szczęście Justin w porę się ogarnął i zrozumiał swój ogromny błąd. To cud, że mu wybaczyłaś. Mówiłem mu, że zabijesz go, kiedy tylko stanie w drzwiach twojego domu.
- Skąd! Byłam tak zaskoczona, że to ja zeszłabym na zawał, a nie on. Potwornie mnie zaskoczył.
- Domyślam się. Wybierałem się do ciebie, rezerwowałem bilet, a ten wpada do pokoju i wrzeszczy, że Caleb cię znalazł. Był tak podekscytowany, szczęśliwy, zszokowany. Takiego widziałem go ostatnio rok temu, kiedy był z tobą. Właściwe wtedy powiedziałem mu, że oprócz e-maili, które wymienialiśmy między sobą, poznałem również miejsce twojego pobytu. Był zdziwiony, że wiedziałem i nic nie powiedziałem. Cóż, obiecałem ci to - wzruszam ramionami, a moja przyjacielska miłość do niego rośnie. Ufałam mu od początku i bardzo się cieszę, że nigdy tego zaufania nie nadszarpnął - Wyznałem, że do ciebie lecę, zmarkotniał i stwierdził, że
 poczeka. Bla bla bla, znam go i dałem mu pierwszeństwo. W końcu cię kocha, chciał o ciebie zawalczyć, a skoro ja czekałem rok, poczekam i te kilka dni, pomyślałem. I jestem!
- Jesteś - uśmiecham się szeroko i ściskam jego dłoń - Nie masz pojęcia, jak bardzo jestem szczęśliwa.
- Ja również, kwiatuszku. Ja również - mruga okiem, pochyla się i cmoka mnie w policzek. 


Czas z Nolanem mija zdecydowanie zbyt szybko. Pocieszam się tym, że niebawem będę zdecydowanie bliżej niego i zdradzam mu w tajemnicy swoją decyzję. Piszczy jak dziecko, bierze mnie w ramiona i okręca dookoła, aż kręci mi się w głowie. To wręcz nie do uwierzenia, jak moje życie się odmieniło. Niedawno byłam z Abbey całkiem sama, a teraz odzyskałam mojego chłopaka i przyjaciół. Byłam szczęśliwa i wierzyłam, że będzie dobrze. Wtedy nie przewidziałam tylko jednego...

Następnego dnia budzi mnie dzwonek telefonu. Uchylam powieki, ziewam i spoglądam na wyświetlacz. Uśmiecham się, odbieram i wpatruję się w twarz Justina, którą dane jest mi podziwiać.
- Dzień dobry, biedroneczko - ziewa przeciągle, przeciera oczy i posyła mi ten uroczy, zaspany uśmiech.
- No hej, skarbie. Wiesz, że dochodzi dopiero ósma rano? Dlaczego nie śpisz o tej godzinie, hmm?
- Za piętnaście minut muszę zwlec tyłek z łóżka, a tak cholernie nie chce mi się dzisiaj iść na zajęcia.
- Ojej, moje biedactwo. Zawsze możesz przylecieć do mnie i leniuchować przez calutki dzień.
- Podoba mi się - mruży oczy seksownie oblizując usta - Nie ma nic lepszego, od obudzenia się obok ciebie i możliwości przytulenia do twoich ciepłych, teraz ogromnych wręcz, piersi. I co teraz, huh?

- No nie wiem - wzruszam ramionami i uśmiecham się niewinnie - Chyba będziesz musiał wytrwać, prawda?
- Niestety! Ale jeszcze jutro i w czwartek na sto procent przylecę. Myślałaś nad podjęciem decyzji?
- Myślałam, ale powiem ci dopiero jak przyjedziesz. Więc musisz uzbroić się w cierpliwość, mój drogi.

- Lubisz mnie katować, wiesz? Nie możesz powiedzieć teraz, żeby mój smutny dzień stał się lepszy?
- Nie! Chcę powiedzieć ci to na żywo, żeby w razie czego móc cię pocieszyć, czy coś. Sam wiesz.
- Och! Więc chyba już znam odpowiedź - wygina usta w podkówkę i patrzy na mnie tym spojrzeniem, od którego zawsze ściskało mnie za serce - Nie zgodzisz się, już ja dobrze cię znam, biedroneczko.
- Akurat! Nie zakładaj niczego z góry, okej? Po prostu przyleć już, bo bardzo za tobą tęsknimy.
- Jak się ma moja kruszyna? Pokaż - przełączam kamerę w telefonie i kieruję na Abbey, która smacznie śpi obok mnie - Jezu, ależ ona jest piękna. Mógłbym gapić się na nią godzinami i nigdy by mi się nie znudziło.
- Och, Justin - zaciskam usta próbując powstrzymać łzy - To niesamowite, że masz do niej takie podejście.
- Hej, chyba nie płaczesz, Ivy? Odwróć kamerę, już - mówi ostro, przełączam tryb i patrzę mu w oczy - Kochanie, nie masz powodu do płaczu. Wszystko nam się ułoży, obiecałem ci to i dotrzymam słowa.
- Wiem - pociągam nosem i ocieram łzę - Po prostu nie wierzę, że tak szybko pogodziłeś się z myślą, że masz dziecko. Spodziewałam się, że uciekniesz, nie będziesz chciał mnie znać, a ty zrobiłeś na odwrót.
- Nie jestem skurwielem bez serca, który odrzuciłby swoje własne dziecko. Nadal się z tym oswajam, to wcale nie jest takie hop siup, ale nie zostawię ani ciebie, ani jej, Ivy. Prawdziwe życie dopiero się zacznie, kiedy zamieszkamy razem, a tak się stanie, bo tak musi być. Trochę się boję, że nie podołam, że znowu cię zawiodę i coś spieprzę. Wiedz, że będę się starał z całego serca, żeby być dobrym ojcem i partnerem.
- Wiem, kochanie - uśmiecham się i dotykam palcem wyświetlacza, jakby to był jego policzek - Nie bój się, we dwójkę jakoś damy sobie radę. Zawsze dawałeś mi siłę i dzięki tobie walczyłam dalej.
- I będę dawał ci tej siły tyle, ile tylko będziesz potrzebować, bo bardzo cię kocham, biedroneczko.
- A ja kocham ciebie - cmokam w powietrzu i chciałabym móc mocno się do niego przytulić.


W środę wybieram się do przychodni. Abbey ma kolejną kontrolę, która zadowala lekarkę i widzi małe postępy. Z wcześniakami trzeba postępować ciut inaczej, szczególnie, jeśli urodziły się dość wcześnie. Abbey jest zdrowa, jedynie ma małe problemy z własnym ciałkiem. Dlatego lekarka zaleca dalszą rehabilitację, przekazując mi szereg instrukcji. Abbey musi nabrać zdecydowanie więcej sił i chociaż nasze codziennie ćwiczenia dały rezultat, trzeba ćwiczyć dalej. Najważniejsze, że ma spory apetyt, przybiera na wadze i cudownie się uśmiecha. Jest najpiękniejszą kruszyną na świecie!

Popołudniu robię obiad, mieszam ciasto na naleśniki i nucę pod nosem. Abbey ucina sobie drzemkę, dzięki temu mam chwilę czasu dla siebie. Uśmiecham się i wciąż myślę o Justinie. Niedawno dał mi znać, że zaliczył kolokwium i być może jeszcze dzisiaj wieczorem uda mu się zarezerwować lot. Prosiłam, żeby się nie śpieszył, bo ten jeden dzień nie zrobi wielkiej różnicy, ale z nim nie da się dyskutować. Czasami wydaje mi się, że jest jeszcze bardziej uparty niż ja i zawsze musi postawić na swoim. Cały on!
Wzdrygam się na nagle rozchodzący się dzwonek do drzwi. Przykładam dłoń do serca, szybko czmycham do pokoju i upewniam się, że Abbey nadal smacznie śpi. Na szczęście dzwonek jej nie obudził, zamykam drzwi do sypialni i idę otworzyć frontowe. Może Justin chce mi zrobić niespodziankę? Albo to znowu Monica wpadła w odwiedziny? Opcja numer jeden zdecydowanie bardziej mi się podoba i kiedy uchylam drzwi, spodziewam się bruneta. Niestety to nie Justin, a tym bardziej Monica. Moje najczarniejsze sny sprawdzają się i właśnie stoją przede mną z tym chytrym uśmieszkiem, który tak dobrze znam, który prześladował mnie przez te lata i nawiedzał w koszmarach. Mam wrażenie, że nadal śnię i zaraz obudzę się z krzykiem, spoconym ciałem. Mrugam kilka razy, ale obraz przede mną nie znika. To nie może dziać się naprawdę. Uwolniłam się od przeszłości, zaczęłam wszystko od nowa, a teraz wraca i stoi przede mną.
- Witaj, córeczko. Nie wpuścisz ojca do środa? - opiera wielką dłoń na futrynie, a ja kurczę się ze strachu. Tak bardzo żałuję, że nie ma obok mnie Justina! - Odjęło ci mowę, co? Nie spodziewałaś się mnie, kochanie? Jaka szkoda, powinnaś - przesuwa mnie i wchodzi do środka. Z zaciekawieniem rozgląda się dookoła i gwiżdże z uznaniem - U la la, niezła miejscówka, gwiazdeczko - opada na kanapę, wystawia nogi na stolik i wlepia we mnie te ciemne, przerażające oczy. Stoję w miejscu, a moje nogi dosłownie wrosły w ziemię - Chodź do mnie - ton jego głosu zmienia się i brzmi tak samo, jak wtedy, kiedy musiałam bać się o swoje życie. Jest ostry jak brzytwa, nie znoszący sprzeciwu i chociaż nie chcę tego robić, moje nogi same podążają do salonu i stają naprzeciwko niego - Grzeczna dziewczynka. Widzę, że moja nauka nie poszła w las, hmm? - wstaje, patrzy na mnie i układa dłonie na moich ramionach. Góruje nade mną wzrostem, mam wrażenie, że mógłby mnie zakryć całkowicie. Jego dłonie wypalają dziurę w mojej skórze, a moja głowa pęka od strasznych wspomnień - Tak dobrze jest cię zobaczyć po tylu latach, córeczko. Tęskniłem za tobą, a ty? Tęskniłaś za swoim tatusiem? - unosi moją głowę i jestem zmuszona wpatrywać się w tę czerń, która przeraża mnie do szpiku kości. Moje nogi miękną, robią się jak z waty, a serce się zatrzymuje. Nie jestem w stanie nawet oddychać, tak bardzo się go boję. Dokładnie tak, jak wtedy! - Nie odpowiesz na moje pytanie? Wiesz, jak bardzo nie lubię, kiedy nie odpowiadasz, Ivy. Mam wznowić naukę? Chcesz tego?
- N-nie - jąkam się i ledwo udaje mi się przełknąć ślinę - N-nie tęskniłam. Z-zniszczyłeś mi życie.
- Ja zniszczyłem ci życie? - prycha z kpiną i wbija palce w moją brodę - Nauczyłem cię dobrych manier! Gdyby nie ja, byłabyś rozpuszczoną gówniarą, która być może olałaby naukę przez szemrane towarzystwo, wdała się w jakieś głupie miłosne gierki ze szczeniakiem spod piątki i wróciłabyś z brzuchem! - zaciska szczękę, złości się, a ja gapię się na niego i nie mogę zapanować nad swoim drżącym ciałem. Jest dokładnie taki sam, nic się nie zmienił - Nie mogłem do tego dopuścić, więc powinnaś podziękować mi, że dzięki mnie wyrosłaś na ludzi, czego się po tobie nie spodziewałem. Zaskoczyłaś mnie, gwiazdeczko - ponownie uśmiecha się chytrze, układa dłoń na moich plecach i przyciąga mnie do swojego ciała. Nie uwalnia mojej brody i mam wrażenie, że jego palce się w nią wtapiają - Byłaś taką słodką, śliczną dziewczynką, córeczko. Byłem dumny, że wszyscy patrzyli na ciebie jak na najlepszy kąsek, a nie mogli cię mieć. Gdybyś nie wywinęła numeru ze szpitalem, kto wie? Może znalazłbym dla ciebie odpowiedniego kandydata, a nawet kilku, którzy regularnie płaciliby za twoje usługi? - żółć podchodzi mi do gardła i mam ochotę zwymiotować. Wiele razy podejrzewałam, że ojciec sprzedałby moje ciało bez mrugnięcia okiem, jeśli tylko ktoś odpowiednio by mu za to zapłacił. Moje przypuszczenia się sprawdzają i jeszcze bardziej jestem mu wdzięczna, że wtedy zlał mnie do nieprzytomności i musiał zawieźć do szpitala. Inaczej skończyłabym jeszcze gorzej, jako jego osobista dziwka! - Och, ależ miałabyś branie, Ivy. Twoje ciało było jeszcze nierozwinięte, ale teraz? Cholera, jesteś piękną kobietą! Te oczy, włosy, usta, piersi - zaciska wargi i przenosi dłoń w dół. Strącam ją i próbuję się odsunąć, na co oczywiście mi nie pozwala - Cichutko - przysuwa palec do moich ust i karci mnie spojrzeniem. Jestem sparaliżowana strachem i czuję, że stanie się coś strasznego! Nie boję się już o sobie, ale o Abbey. Nie jestem w stanie przewidzieć, do czego mógłby się posunąć - Wrócisz ze mną do domu i zaczniemy od nowa, córeczko. Nadrobimy te stracone lata, wszystko wróci na swoje tory. Myślę, że teraz dogadamy się o wiele lepiej, ponieważ dojrzałaś i wiesz, na czym polega dyscyplina, prawda? Nie będę już musiał cię tego uczyć, jesteś idealnie wyszkolona, moja mała dziewczynko - dotyka palcami mojej twarzy, ponownie próbuję się odsunąć, ale ojciec jest silniejszy ode mnie. W dodatku jednym ruchem przypiera moje ciało do ściany i przygniata własnym. Dyszę ciężko, zwijam dłonie w pięści i próbuję się bronić przed jego dotykiem - Musisz mi pomóc, Ivy. Dopiero wyszedłem z więzienia, nic nie mam, a ty jesteś temu winna. To przez ciebie mnie zamknęli. Odpracujesz to.
- N-nie - chrząkam i biorę się w garść - Zamknęli cię przez to, że mnie krzywdziłeś. Zasłużyłeś na to.
- Ani słowa! - zaciska palce na mojej szyi i morduje mnie spojrzeniem - Nie waż się mówić do mnie w ten sposób, zrozumiano? - syczy przez zęby, a kiedy nie odpowiadam, wzmacnia uścisk i odcina mi dopływ tlenu. Robił tak wiele razy, przyduszał i zostawiał na granicy świadomości. Wracałam do siebie, a po chwili zaczynał od nowa. Nienawidziłam tego z całego serca, już wolałam lanie! - Pytałem o coś, nie każ mi się zdenerwować - przytakuję głową, poluźnia uścisk, pozwalając wciągać mi powietrze do płuc - Bardzo ładnie. Jestem pod wrażeniem twojego posłuszeństwa. Właśnie tak powinno być, zasady się nie zmieniły, Ivy. Masz być posłuszna i wykonywać każde moje polecenie. Jeśli tego nie zrobisz, spotka cię bolesna kara. Pamiętasz je? - pochyla się, a jego oddech odbija się od mojej skóry - Te ciosy pasem, które rozcinały skórę na twoich delikatnych plecach? - zamykam oczy, wbijam zęby w wargę, a w moją głowę uderzają wspomnienia. Tak koszmarnie bolesne, że ledwo mogę ustać na nogach. Mam ochotę zniknąć, wtopić się w ścianę byle tylko nie mówił tego, co dane było mi przez niego przejść - Dłonie Roniego, Bena i Lee, które wędrowały tu i tam, a ty próbowałaś walczyć? - boże! Wybucham płaczem, wręcz krztuszę się łzami, ale ojciec nie przestaje, wręcz przeciwnie, dalej mnie katuje - Pamiętasz, kiedy przypaliłem cię papierosem, tuż za uchem? - odsłania to miejsce i składa na nim czuły pocałunek. Układam dłonie na jego torsie, próbuję odepchnąć, ale moje wysiłki idą na nic. Ojciec jeszcze bardziej na mnie napiera, aż ciężko mi oddychać - Nie masz pojęcia, jak wiele razy Ron błagał mnie, żebym pozwolił mu dobrać się do twoich majtek. Cóż, zakazałem mu, bo jesteś moją małą córeczką, jak mógłbym oddać twoje dziewictwo właśnie jemu? Wolałem zachować je dla odpowiedniego kandydata, niestety sprawy się skomplikowały. Jesteś dziewicą, córeczko? - odchyla głowę, odsuwa moje mokre od łez włosy i czeka na moją odpowiedź. Jeśli zaprzeczę, skłamię, a prawda prędzej czy później wyjdzie na jaw. Wtedy zapłacę za kłamstwo bolesną cenę. Jeśli jednak przyznam, że po moim dziewictwie nie ma śladu, wpadnie w szał. Nie ma dobrego wyjścia z tej sytuacji, mimo wszystko wybieram prawdą i kręcę przecząco głową. Jak na zawołanie czuję cios na policzku, a cichy pisk ucieka z moich ust. Zasłania je dłonią i mówi wprost w moją twarz - Rozczarowałaś mnie, gwiazdeczko. Nie tego cię do cholery uczyłem, tak? Miałaś zachować czystość, a ty puściłaś się z jakimś szczylem?! - podnosi głos, a ja modlę się w duchu, żeby moja maleńka córeczka się nie obudziła. Ojciec to bestia, nie spojrzy na nią jak na dziecko, a na obiekt do wyżycia się - Trudno, jakoś to przeboleję. Nie myśl sobie, że okażę ci litość, Ivy. Jesteś moją córką, moją własnością i mogę zrobić z tobą to, co tylko zechcę. Czy to jest dla ciebie jasne? - szarpie moje włosy i zaciska palce na szczęce.
- Nienawidzę Cię, ty skurwysynu! Zniszczyłeś mi życie, nic nie jestem ci winna i miej pewność, że pójdę na policję jeśli jeszcze kiedykolwiek tutaj przyjdziesz! Nie jestem tamtą biedną, małą, zagubioną Ivy.
- Jesteś taka zabawna - wybucha śmiechem i rzuca mnie na ziemię, jak szmacianą lalkę - Zdecydowanie za bardzo rozwiązał ci się język, nic nie szkodzi, popracujemy nad tym! - podnosi mnie za włosy i rzuca na kanapę - I co mam z tobą zrobić, huh?! Sam mam cię zerżnąć, żebyś wreszcie nauczyła się moich zasad?! Tyle lat poszło na marne?! - krzyczy niemiłosiernie, trzęsę się ze strachu, szlocham głośno, jednak nic go nie wzrusza. Jest jak robot bez uczuć, serca - Jeszcze raz odwieszasz się do mnie w ten sposób, a gorzko tego pożałujesz! - podchodzi, szarpie mnie za ramię i stawia na nogach. Nie wiem, jaki byłby jego następny rok, ponieważ w domu rozlega się płacz Abbey. Ojciec marszczy brwi, nasłuchuje uważnie i przenosi na mnie spojrzenie - Co to kurwa? - wlecze mnie za sobą, wchodzi do jednego pokoju, a potem do drugiego, właściwego. Staje przed łóżeczkiem i wpatruje się w moją córeczkę. Chcę wziąć ją na ręce, ale ojciec ponownie mnie policzkuje i rzuca na łóżko. Sam bierze ją w ramiona, jednak nie potrafi tego robić i jej główka opada w dół. Boże! - Kto by pomyślał. Kolejna, mała, bezużyteczna Jones w rodzinie.
- Zostaw ją! - zrywam się na równe nogi, dopadam do niego i wyrywam mu moje dziecko - Nie waż się jej nawet tknąć! - osłaniam ją ramionami, uspokaja się odrobinę i pociąga noskiem - Wynoś się stąd.
- Myślisz, że tak łatwo się mnie pozbędziesz? - parska śmiechem i przewraca oczami - To dopiero początek, kochanie. Wróciłem i nigdzie się nie wybieram, wręcz przeciwnie, mam zamiar odzyskać moją córkę, więc pozbądź się tego bachora. Jest mi niepotrzebny - mam ochotę walnąć go w tej szpetny ryj, ale nie mam na tyle siły. Nienawidzę go jeszcze bardziej, chociaż nie sądziłam, że jest to możliwe - Przygotuj się, bo zabieram cię ze sobą. Niebawem - zaciskam usta i nie daję po sobie poznać, jak bardzo przerażają mnie te słowa. Najgorsze jest to, że ojciec ma nierówno pod sufitem i jest do tego zdolny - Poza tym mam dla ciebie pewną informację. Mianowicie chodzi o to, że potrz... - nie kończy, nagle roznosi się pukanie do drzwi i natychmiast zamiera - Kto to? - patrzy na mnie, lecz wzruszam ramionami, bo sama nie mam pojęcia - Chodź - chwyta mnie za ramię, wlecze do przedpokoju i opiera mnie o ścianę - Jutro przyjdę tutaj ponownie, masz skołować dla mnie sto tysięcy - uchylam usta i gapię się na niego, jakby przyleciał z pieprzonego kosmosu, a nie opuścił więzienie - Nie mam za co żyć, przez ciebie mnie zamknęli i to właśnie ty jesteś winna mi pieniądze. Za opiekę nad tobą, te wszystkie niańki, szkołę, ubrania - pukanie ponownie się nasila. Ojciec przelotnie spogląda na drzwi i złości się - Wyjdę przez patio, pamiętaj o pieniądzach. Jeśli tego nie zrobisz, marnie skończysz. Ten bachor też. To nie są żarty, Ivy - uderza pięścią w ścianę, tuż obok mojej głowy, aż podskakuję. Przechodzi salon, otwiera drzwi i znika z zasięgu mojego wzroku.
Ledwo jestem w stanie trzymać na rękach własne dziecko, a szok całkowicie mnie omamia. Po pierwsze; ojciec wrócił. Po prostu wypuścili go z więzienia, podarowali mu wolność mimo, iż powinien odsiedzieć jeszcze rok! Po drugie; nie zmienił się, jest dokładnie taki sam, a może nawet gorszy. Uderzył mnie, mówił te okropne rzeczy i nie zawaha się na mnie zarabiać, choćbym miała robić to własnym ciałem. Po trzecie; żąda ode mnie stu tysięcy, jakbym spała na pieniądzach! Nigdy ich nie miałam, dzięki Monice mam za co żyć, a on wymaga ode mnie takiej kwoty?! Ba! Nawet, gdybym była w jej posiadaniu, nigdy nie dałabym ojcu pieniędzy. Może wymieniać ile na mnie stracił, to nie przekłada się w połowie na to, co ja straciłam przez niego. Zniszczył mi życie, a mimo to miał odwagę przyjść tutaj, sponiewierać mnie i grozić. Najgorsze jest jednak to, że te groźby mogą stać się prawdą, bo ojciec jest zdolny posunąć się dużo dalej. Już raz posłał mnie na samo dno, drugi raz będzie dla niego przyjemnością. A ja muszę chronić Abbey, ona nie może ucierpieć przez tego tyrana. Jeśli zastanie nas tutaj jutro, obie marnie skończymy!








10 komentarzy:

  1. Oby ten ktoś, kto pukał do drzwi to Justin. Ten facet ma nierówno pod sufitem. Ivy uciekaj jak najszybciej. Oby Justin zjawił się jak najszybciej.
    Pozdrawiam,
    Kama

    OdpowiedzUsuń
  2. Błagam niech to będzie justin ! Boże co za skurwysyn, pieprzony drań....oby Ivy uciekła i nigdy więcej go nie spotkała... rozdział świetny, dreszcze mnie trzymały jak to wszystko czytałam, wściekalam się i płakałam. ..nie mogę się doczekać następnego 😘😘😘

    OdpowiedzUsuń
  3. O cholerka.. On wrócił😭😭 niech wyjedzie z Justinem jak najszybciej 💕

    OdpowiedzUsuń
  4. O mój boże biedna Ivy! 😭 mam nadzieje ze szybko zamknął tego drania z powrotem do więzienia

    OdpowiedzUsuń
  5. Wydaje mi się ze Justin nie pukałby tylko wszedł od razu do domu(?) hotelu(?) nw
    Wiec Watpie czy to on
    Super
    Btw można spodziewac się jakos rozdziału wczensiej? Hihi

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam nadzieję ,że Ivy wyjedzie z Justinem , a tego debila powinni zamknąć w psychiatryku

    OdpowiedzUsuń
  7. Jestem i tutaj.. wszystko nadrobione i wreszcie mogę byc na bieżąco hah😂 Ciesze sie ze jest druga część.. bardzo sie cieszę! Uwielbiam tą historię i z miłą chęcią bede sledzila ich dalsze losy❤ A i jestem max ciekawa jak potoczy sie sprawa z ojcem Ivy.. to jakiś psychol!

    Buziaki ;*

    OdpowiedzUsuń
  8. Justin zabieraj je, ojciec Ivy jest chory i może im coś zrobić...
    Super rozdział i jak zawsze czekam na następny 😚

    OdpowiedzUsuń
  9. Muszą koniecznie uciekać do Justina, ten ojciec to czubek i kto wie co strzeli mu do głowy ..;/
    Rozdział świetny, jak zawsze zresztą :)

    OdpowiedzUsuń