piątek, 29 czerwca 2018

Rozdział trzynasty


Nie mówię Justinowi o tej wiadomości. Kasuję ją, schodzimy na dół, a na widok dziadków Abbey i Jillian, która robi do niej śmieszne miny, na mojej twarzy pojawia się ogromny uśmiech. To niesamowicie rozczulający widok, Abbey wygląda na zachwyconą, a ja jestem wdzięczna, że może mieć dziadków. Takich prawdziwych, szczerych, dobrych. Którzy pokochają ją, otoczą troską, miłością, bezpieczeństwem. Właśnie tego dla niej chciałam - rodziny. Tego, czego sama nie posiadałam, a co jest najcenniejsze na świecie. Przez pewien czas bałam się, że nasze życie będzie puste, bez bliskich osób. Że Justin wścieknie się na mnie za to, że ukrywałam przed nim prawdę, okłamywałam go i nawet na mnie nie spojrzy. Z tym jakoś musiałabym sobie poradzić, gorzej, gdyby nie zaakceptował swojego dziecka. Abbey nie jest niczemu winna, to dzięki nam pojawiła się na świecie i musimy wziąć za to odpowiedzialność. 


Dziadkowie oferują pomoc przy Abbey. Odciągam trochę pokarmu, a Justin zabiera mnie w tajemnicze miejsce, którego nie chce zdradzić nawet po mojej próbie szantażu. Czekam cierpliwie, a po trzydziestu minutach docieramy do Mori Point. Miejsce jest niesamowite, rozglądam się jak zaczarowana, a mój uśmiech okręciłby się dookoła głowy, gdyby nie uszy. Rany! Co za piękne miejsce. Niewiele w swoim życiu widziałam, nie podróżowałam, ojciec nigdzie mnie nie zabierał. Widok klifu i spienionych fal robi na mnie ogromne wrażenie. Mogłabym zostać tutaj na zawsze i podziwiać ten niesamowity widok.
- Po twoim szerokim uśmiechu wnioskuję, że chyba ci się podoba, co? - szepcze do mojego ucha, przytulając się do mnie od tyłu. Zamykam oczy, delektując się ciepłym wiatrem i jego obecnością.
- Nie spodziewałam się, że zabierzesz mnie w tak wyjątkowe miejsce. Dziękuję, kolejna niespodzianka.
- Jeszcze nie raz cię zaskoczę, biedroneczko. Chciałem, żebyś nieco odpoczęła, odetchnęła świeżym powietrzem i zobaczyła to miejsce. Bardzo lubię tutaj przyjeżdżać, odpocząć od wszystkiego, pomyśleć.
- Tak, to miejsce jest wręcz do tego stworzone. Tak tu cicho, słychać jedynie szum wody. Coś wspaniałego.
- Wiedziałem, że ci się spodoba. Jesteś podobna do mnie, też lubisz czasami uciec od ludzi, zamieszania.
- Zdecydowanie! Cisza jest lepsza, otula mnie niczym mięciutki kocyk, pozwalając wyłączyć myślenie.
- Nie chcę, żebyś się zadręczała. Masz cieszyć się spokojem, nowym miejscem, naszym nowym życiem.
- Chciałabym, uwierz mi. Mimo to jest jeszcze jedna niedokończona sprawa, która siedzi mi w głowie.
- Tata rozmawiał wczoraj, z kim trzeba - och, odwracam się w jego stronę, obejmuję w pasie i patrzę w te piękne, czekoladowe oczy, w których zakochałam się rok temu - Sprawa z zakazem zbliżania się jest nieco bardziej skomplikowana, niż myślałem. Trzeba udowodnić, że twój ojciec przekracza granicę, że czujesz się przez niego zagrożona. Tata ma znajomego sędziego, ale bez podstaw nawet on nic nie zdziała.
- To oczywiste, że nie są to proste sprawy. Ojciec siedział za przemoc domową, na razie nie pokazuje się na horyzoncie, ale przypuszczam, że nawet nie wie o moim wyjeździe. Kiedy się o tym przekona, wpadnie w szał, jestem pewna. Uderzył mnie ostatnio, ale nikt nie może tego poświadczyć. Nikt nie widział.
- Uderzył cię?! - Justin podnosi głos i chwyta moją brodę - Dlaczego nie powiedziałaś mi tego wcześniej?
- To nie ma znaczenia, nic nowego. Nie miał dla mnie litości w przeszłości i nie mam jej teraz. Cały ojciec.
- Przepraszam, że mnie przy tobie nie było - przytula mnie do siebie, podpiera brodę na czubku mojej głowy i kołysze na boki. Nie chcę, żeby czuł się winny, to nie jest jego wina - Tutaj jesteś bezpieczna, spokojnie. Twój ojciec na pewno cię nie znajdzie, bo niby jak? Od Los Angeles dzieli nas kawał drogi.

- Monica powiedziała mi, że był u niej. Przystawił jej nóż do szyi i wymusił od niej mój adres hotelu.
- Jasna cholera, ten człowiek jest nienormalny. Nie pojmuję, że ktoś wypuścił tego psychola z więzienia!
- Też się nad tym zastanawiam. Niestety on nie odpuści i prędzej czy później wpadnie na głupi pomysł.
- Do tej pory na pewno coś wymyślimy, nie zadręczaj się tym teraz. Dobrze? - odchyla głowę, głaszcze mój policzek i czule całuje w usta - Pragnę, żebyś była szczęśliwa, uśmiechnięta i zadowolona. Jesteśmy razem, Ivy. Po tym wszystkim, co przeszłaś, po tym cholernie ciężkim roku udało nam się zacząć od nowa. Tym chcę się cieszyć, wiesz? Tobą, naszym dzieckiem, nic innego nie dla mnie mnie znaczenia.
- Och, Justin. Nie wiem, czym sobie na ciebie zasłużyłam - zarzucam dłonie na jego szyję i zamykam oczy.



Justin POV:
Po dwóch godzinach wracamy do domu. Ivy zaczęła się denerwować i wciąż powtarzała, że ma wyrzuty sumienia, zostawiając Abbey pod opieką dziadków. Tłumaczyłem jej milion razy, że to dla nich przyjemność, chcą się nacieszyć małą, bo czekali na nią od dnia, w którym im o niej powiedziałem. Jednak Ivy nie daje się przekonać, dodając, że jest złą matką. Przewracam oczami i mam ochotę przyłożyć jej w tyłek za takie głupie gadanie. Jest cudowną matką, może sobie mówić, co chce, ale ja wiem swoje. Mógłbym godzinami patrzeć jak ją karmi, tuli do siebie, całuje i grucha. Ten widok jest niesamowicie wyjątkowy i widzę tę miłość, którą ją darzy. Na początku byłem zszokowany, kiedy wyznała, że uciekła z myślą o pozbyciu się dziecka. Nie jestem pewny, jak zareagowałbym na wieść o ciąży rok temu, ale zapewne nie byłbym aż tak gotowy, jak jestem teraz. Wtedy przerosłaby mnie odpowiedzialność, tak nagła zmiana i być może powiedziałbym coś, czego od razu bym pożałował. Ten rok bez Ivy uświadomił mi, że życie bez niej nie jest takie samo. Brakowało mi jej, potwornie tęskniłem, a moja miłość nie słabła, wręcz przeciwnie, to właśnie ona napędzała mnie do działania i postanowiłem skorzystać z usług prywatnego  detektywa. Jej brak uświadomił mi, że tylko przy niej mogę być szczęśliwy, że jest tą jedyną, miłością mojego życia. Nie mogłem się poddać, czekałem cierpliwie i żałuję, że od razu nie trafiłem na Caleba, który jest zajebiście dobrym i rzetelnym detektywem. Gdybym znalazł ją wcześniej, miałbym szansę być blisko i uczestniczyć w rozwoju swojego dziecka. Jednak mama zawsze powtarza mi, że pewne rzeczy nie dzieją się bez przyczyny. Tłumaczyła, że być może właśnie tak miało być, abyśmy dorośli, spojrzeli na pewne sprawy pod innym kątem. Rok temu moglibyśmy podjąć zupełnie inne decyzje, których teraz bardzo byśmy żałowali. Może wtedy nic by się nie ułożyło, Ivy była zraniona, zagubiona, po próbie samobójczej. Może było za wcześnie na wybaczenie, na nowy początek, na cokolwiek. Te dwanaście miesięcy dało nam po prostu czas, aby pójść dalej, zapomnieć o tym, co bolesne i mieć szansę na nowy, świeży start. Nie zamierzałem tego zmarnować. Obiecałem sobie, że nigdy więcej nie stracę Ivy.




****
Czas mijał jak w przyśpieszonym tempie. Dzień za dniem przemijał, a ja czułem się, jakbym urodził się na nowo. Przywykłem do życia we trójkę, a raczej szóstkę, ale bardzo mi to odpowiadało. Rodzice pomagali nam, jednak nie wtrącali się i wychowanie dziecka pozostawili nam. Oferowali jedynie pomoc, a my mogliśmy wyjść do kina, na spacer, spotkać się z naszymi przyjaciółmi, którzy byli zachwyceni powrotem  Ivy. Nolan wręcz nie mógł się od niej odkleić, ale tym razem nie zżerała mnie zazdrość. Doskonale wiedziałem, że Ivy kocha tylko mnie i ufałem jej jak nikomu innemu. To była piękna przyjaźń i cieszyłem się, że moi kumple pokochali Ivy. Szkoda, że nie wiedziałem tego rok temu.

Ivy podjęła również kolejną, ważną decyzję. Postanowiła wrócić na uczelnię, z czego byłem niezmiernie dumny. Oczywiście nie na tę samą, na której przeżyła te straszne chwile, ale było ich w okolicy kilka. Zdecydowała się na tę najbliżej naszego domu, od którego dzieliło ją zaledwie piętnaście minut. Była podekscytowana, widziałem ogromny uśmiech na jej twarzy i ogólną zmianę. Była szczęśliwa i można było dostrzec to na pierwszy rzut oka. Na jej policzkach gościły rumieńce, jej ciało nie było już tak wychudzone, ciut przytyła i wyglądała jak moja Ivy sprzed roku. Wszystko szkło w odpowiednim kierunku i to skłoniło mnie do następnego kroku. Potwornie się stresowałem, nie wiedziałem, jak zareaguje Ivy, ale postanowiłem zaryzykować. Wigilia była już jutro, a to była wręcz idealna do tego okazja.



Ivy POV:
Siedzę w ogromnym, przepięknym ogrodzie i popijam kawę. Przed chwilą ulepiłam chyba  milion uszek, razem z mamą Justina i Jillian. Było to strasznie fajne doświadczenie i poczułam magię zbliżających się świąt. To kolejne, które dane będzie spędzić mi z tymi wyjątkowymi ludźmi. Byli dla mnie tacy dobrzy, traktowali wręcz jak swoje trzecie dziecko i uwielbiali Abbey. Czasami kłócili się, kto ma wyjść z nią na spacer lub przewinąć jej pieluszkę, a ja nie mogłam powstrzymać śmiechu. Potem sytuacja się uspokoiła, rodzice Justina wrócili do pracy, Jillian do szkoły i większość dnia spędzaliśmy razem, oczywiście, jeśli Justin nie miał zajęć na uczelni. Na szczęście była przerwa świąteczna i mogłam się nim nacieszyć. 


Kilka razy napisała do mnie Monica. Pytała, jak się czuję, czy wszystko w porządku i czy mała jest zdrowa. Zaczynałam przyzwyczajać się do naszego stałego kontraktu i poniekąd cieszyłam, że stara się być na bieżąco. Zaprosiła mnie nawet na święta do Dubaju, niestety musiałam odmówić. Było jeszcze za wcześnie, poza tym Dubaj jest strasznie daleko, a Abbey zbyt mała na tak długi lot. Obiecałam jej, że pewnego dnia odwiedzimy ją i Amira, ponieważ osobiście chciałam podziękować mu za wsparcie finansowe.
Na szczęście o ojcu było cicho. Od kiedy uciekłam z Los Angeles, nie miałam od niego żadnego znaku, mama również. Pytała mnie kilka razy, czy się odzywał, ale skąd miałby mieć mój numer? Był bez grosza przy duszy, inteligenty też nie był i poczułam się bezpieczniej. Nie chciałam mieć z nim nic wspólnego. 


Do ogrodu wchodzi Justin, stawia przede mną talerzyk z ciastem i siada naprzeciwko mnie. Wygląda seksownie w dresowych spodniach, które zwisają z jego bioder i czarnej koszulce na ramiączkach.
- Dlaczego paradujesz tak ubrany? Jest chłodno - unoszę brew, a Justin seksownie oblizuje usta - Hej, no!
- Hej, co? Nie robię nic złego, prawda? - przysuwa się, sunie nosem po mojej szyi i liże ją językiem - Nie jest mi zimno, jestem gorącym chłopakiem, który ma na ciebie ochotę. Wyglądasz pięknie w tej sukience.
- Po pierwsze; w domu jest twoja mama oraz siostra. Po drugie; obok nas właśnie śpi nasze dziecko.
- Na obie rzeczy coś poradzimy, nie martw się. Więc jak? Pozwolisz mi cię porwać na chwilę?
- Musisz wytrzymać do wieczora, kochanie. Na pewno jest jeszcze całkiem sporo pracy przed wigilią.
- Mama zwolniła mnie i stwierdziła, że na razie robimy przerwę. Tata musi dostarczyć resztę zakupów. Poza tym mama przed chwilą powiedziała mi coś, co mi się za cholerę nie podoba - burczy pod nosem i wygląda jak nadąsane dziecko - Quinn będzie - och! - Wręcz sami się wprosili, po prostu bosko! Nie znoszę go.
- Justin, twoja ciocia to siostra twojej mamy, czyli rodzina. Daliśmy sobie radę rok temu, teraz też damy.

- Oni są spoko, ale ten dupek znowu wlepi w ciebie oczy i będzie się gapił jak ciele w malowane wrota.
- Naprawdę się tym przejmujesz? - unoszę palcem jego głowę i cmokam w usta - Kocham tylko ciebie, ten człowiek może się gapić do woli. Spędzimy cudowne święta, nic innego się nie liczy. Czyż nie?
- Masz rację, chrzanić Quinn'a - uśmiecha się, przenosi mnie na swoje kolana i ściska pupę - I tak jesteś tylko moja, on może sobie jedynie popatrzeć, bo nic innego zrobić nie może. A ja mogę, ha!
- Przysięgam, czasami zachowujesz się jak dziecko - chichoczę i czochram jego idealnie ułożone włosy.


Wieczorem po kąpieli przebieram Abbey, zmieniam pieluszkę i czeszę miękką szczoteczką jej ciemne włoski. Jillian leży na brzuchu, macha nogami i wpatruje się w małą jak zaczarowana. Jest niesamowicie słodka, uwielbia się nią zajmować. Nie wszystkie nastolatki lubią płaczące niemowlaki, jednak ona pozytywnie mnie zaskoczyła. Szybko nauczyła się ją przewijać, ubierać i nawet śpiewa jej kołysanki. Jest cudowną ciocią, jak i świetną dziewczyną. Polubiłam ją, ale dzieli nas zaledwie dwa lata.
- Wiesz, Victor ostatnio zaprosił mnie do siebie - zaczyna cicho, niepewnie spoglądając w stronę drzwi - Jesteśmy ze sobą pół roku, chociaż tego nie powiedziałam Justinowi. Jest na niego strasznie cięty i chce wziąć go na przesłuchanie, dasz wiarę? - przewraca oczami i siada po turecku - Zachowuje się gorzej niż tata, on przynajmniej nie robi mi takich akcji. Przesadza, przez co odstrasza mi chłopka, Ivy.
- Tak, rozmawialiśmy o tym, kiedy był u mnie w Los Angeles. Wiesz, jaki jest Justin. Jesteś jego młodszą siostrzyczką, martwi się o ciebie i chroni, niestety przekraczając granicę. Mogę jakoś pomóc?
- Tak, pogadaj z nim i zabroń mu ingerować w mój związek, okej? Mnie nie posłucha, ale ciebie tak.
- Postaram się go nieco przystopować. Cieszę się, że ma na ciebie oko, jednak czasami nieźle go ponosi.
- Tsa! Czasami aż za bardzo. Gdyby wiedział, że idę do Victora i to w dodatku wieczorem, a jego rodziców nie będzie wtedy w domu, chyba urwałby mi łeb. Znając jego, od razu założy, że pójdziemy do łóżka.
- A pójdziecie? - pytam niepewnie i zaciskam usta. Jillian zawstydza się, schyla głowę i bawi się palcami.

- Cóż, możliwe - o kurka wodna! - Chodzimy ze sobą pół roku, na razie nie zrobiliśmy nic więcej oprócz pieszczot, a to z czasem przestaje wystarczać. Mam osiemnaście lat, do cholery. Jestem odpowiedzialna.
- Jeśli jesteście tego pewni, jesteście gotowi, to chyba nic nie stoi na przeszkodzie. Tylko błagam, zabezpieczcie się - patrzę jej w oczy, jednak nie sądziłam, że będę udzielać jej rad odnośnie seksu.
- Nie obawiaj się, Victor wie co do czego. To nie jest jego pierwszy raz, ale to chyba lepiej. Wiesz, jak to jest, jeśli spotyka się dwóch amatorów w tym temacie. Wolę kogoś, kto ma to za sobą i zna się na rzeczy.
- Kto się, na czym zna? - do pokoju wchodzi Justin, wyciera dłonie w ściereczkę i spogląda na Jillian.
- Victor - odpowiada pewnie, a mój chłopak się krzywi, jakby zjadł cytrynę. Chyba naprawdę będę musiała na poważnie z nim porozmawiać i poprosić, aby wyluzował - Świetnie zna się na przyrządzaniu krewetek. Kocham krewetki, są przepyszne! - zaciskam usta i próbuję nie wybuchnąć śmiechem. Boże, co za cyrk.
- Poważnie? Pierwsze słyszę, siostrzyczko. Mama kiedyś zrobiła, to plułaś chyba z pół godziny. Dziwne.
- Wcale nie, dobra? Victor robi wyśmienicie i dlatego je polubiłam. Zresztą, i tak się na tym nie znasz.
- Ale znam się na innych rzeczach - porusza brwiami, siada za mną i przytula się do moich pleców - Prawda, skarbie? Mogłabyś jej udzielić kilku cennych rad, ale jest na to zdecydowanie za młoda.
- Och, goń się! Nawet nie zaczynaj - karci go spojrzeniem, podnosi się i wychodzi z naszego pokoju.
- Auć, co ona taka drażliwa, hmm? - muska mój kark i muszę przyznać, że jest to bardzo przyjemne.
- Ma okres, nic wielkiego - wzruszam ramionami, na szczęście Justin już nie drąży tematu - Muszę nakarmić małą, prawie zasypia - Justin wzdycha ciężko, niechętnie się ode mnie odkleja i kiedy układam się wygodnie, robi to samo i wlepia we mnie wzrok - Czy patrzenie to twoje nowe hobby, kochanie?
- Owszem, uwielbiam na ciebie patrzeć, kiedy karmisz Abbey. Zakochuję się w tobie wciąż na nowo.
- Nie wiedziałam, że tak można. Wychodzi więc na to, że ja również zakochuję się w tobie na nowo.
- Nie masz pojęcia, jak bardzo mnie to cieszy - mruga okiem, cmoka mnie w nos i skupia uwagę na dziecku.


Po odprężającym prysznicu, pod którym Justin nawet mnie nie dotknął, co jest bardzo dziwne i nie w jego stylu, myję zęby, wklepuję w twarz odrobinę kremu i rozczesuję wilgotne włosy. Kiedy wchodzę do pokoju, zastygam w miejscu. Justin stoi na środku, nagi i patrzy na mnie jak na zwierzynę do upolowania. Natychmiast się zawstydzam i ściskam w palcach biały ręcznik. Znam ten wzrok i doskonale wiem, co zwiastuje. Jest napalony, a ja go dzisiaj solidnie przetrzymałam. Czuję, że mi się za to oberwie!
- Załóż to - podaje mi cieniutki materiał, marszczę brwi i uważnie mu się przyglądam. Jestem nieco zaskoczona, bo jest to prześwitująca, biała koszulka. Jest bardzo delikatna i miła w dotyku. Posłusznie zrzucam ręcznik, zakładam ją na siebie, a Justin mruży oczy - Hmm, muszę przyznać, że wyglądasz obłędnie - przechyla głowę i ogląda mnie uważnie - Kiedy zamieszkamy sami, będziesz spała w takiej codziennie - och! W życiu! Jest bardzo kusa, praktycznie nic nie zakrywa i ma wycięcie na pupie!
- Na takie atrakcje musisz sobie zasłużyć - chichoczę, ale jemu do śmiechu nie jest. Wow, cóż za powaga.
- Zasłużę, nie obawiaj się - uśmiecha się chytrze, wygodnie układa na łóżku i kiwa palcem, abym do niego podeszła. Człapię przez pokój i po kilku krokach stoję przed nim. Pociąga mnie za dłoń, sadzając na sobie - Nie zdejmę jej dzisiaj, jest niesamowicie seksowna - szepcze cichutko, czuje jego ciepły oddech na skórze i dłonie, które układa na moich biodrach - Kazałaś mi dzisiaj czekać cały dzień, nie myśl, że tak szybko z tobą skończę - jednym ruchem przerzuca mnie na plecy i całuje zachłannie.


Rano budzi mnie cichy dźwięk przychodzącej wiadomości. Uchylam powieki, przecieram oczy i spoglądam na Justina, który wciąż śpi, tak samo, jak Abbey. Biorę telefon ze stolika, ziewam i odblokowuję wyświetlacz. Nie znam numeru, jest mi nieznany i myślę, czy to przypadkiem nie kolejna reklama. Kiedy przesuwam wzrokiem po treści, serce podskakuje mi do gardła i gwałtownie siadam. To on.

     Witaj, córeczko.
Chciałem ci tylko powiedzieć, że bardzo za tobą tęsknię. Wiesz, rozczarowałaś mnie swoją ucieczką. Czyżby nasze spotkanie po latach nie przypadło ci do gustu? Wybacz, gwiazdeczko, następnym razem postaram się bardziej.
Wesołych Świąt, kochanie! 
 

Gapię się w telefon i przykładam dłoń do serca. Nasze następne spotkanie? Czułam, że nie odpuści i nie mam pojęcia, skąd zdobył mój numer. Czy to znaczy, że zna również miejsce mojego pobytu? 





************************************
Hello :)
Przypominam, że jutro i w niedzielę pojawią się dodatkowe rozdziały na obu opowiadaniach :)
Dziękuję tym, którzy oddali głos na Show Me The Way.
Całusek dla każdego z osobna :*

Ściskam
Kasia





3 komentarze:

  1. O matko błagam tylko nie to...on Nie może jej znaleźć...niech pokaże te wszystkie smsy policji, niech coś z tym zrobią. ..rozdzial super, nie mogę się doczekać następnego, strasznie się ciesze na ten weekend 😁😘😘😘 buziaki 😚

    OdpowiedzUsuń
  2. Jakim cudem ten bydlak zdobył numer Ivy? On jest serio nieobliczalny. Czyżby Justin planował oświadczyć się?
    Pozdrawiam,
    Kama

    OdpowiedzUsuń
  3. Omg omg ale to jest megaa😍😍
    Kocham to opowiadanie 💕💕

    OdpowiedzUsuń