niedziela, 1 lipca 2018

Rozdział czternasty

W dzień Wigilii panuje spore zamieszanie. Jest mnóstwo pracy, dzięki czemu nie mam czasu na myślenie o porannej wiadomości od ojca. Nie powiedziałam o niej Justinowi, ponieważ to nie jest odpowiednia chwila. Nie chcę wprowadzać zamieszania, więc odłożę to na inny dzień. Teraz chcę się cieszyć magią świąt, którą spędzę w towarzystwie wspaniałych ludzi. I nawet rodzina Quinn'a, jak i on sam, nie jest w stanie popsuć mi humoru. To wyjątkowy czas, moje pierwsze święta z córeczką i drugie z ukochaną osobą.

Kilka minut po osiemnastej ubieram Abbey w kremową sukienkę, a na jej ciemne włoski zakładam uroczą, różową opaskę z kokardą. Mój uśmiech jest ogromny, bo wygląda prześlicznie, tak słodko, że aż chce się ją schrupać! Ów sukienkę dostała dzisiaj w prezencie od cioci Jillian, specjalnie na tę okazję. Jest śliczna!
- Ktoś tutaj jest małą księżniczką, co? - Justin bierze ją na ręce, unosi nieco wyżej i okręca dookoła.
- Tak, twoja siostra i dziadkowie ją rozpieszczają. Ma już więcej ciuchów niż my oboje razem wzięci.
- Kochają ją, chcą dla niej jak najlepiej i raczej tak szybko nie przestaną. Musisz im to wybaczyć.
- Och, ale ja nie mam nic przeciwko temu, naprawdę! Wydaje mi się tylko, że wydają za dużo pieniędzy.
- O to się nie martw, skarbie. Zarabiają, to wydają, proste! Jesteś gotowa? Zaraz musimy zejść na dół, przyjechała ciocia z wujkiem i ten dekiel Quinn - karcę go spojrzeniem, znikam w łazience i raz-dwa wkładam na siebie sukienkę. Delikatny makijaż oraz lekko zakręcone włosy są już gotowe, zakładam na stopy szpilki i wchodzę do pokoju. Poprawiam pasek, a Justin zamiera w połowie ruchu. Jego uśmiech znika, gapi się na mnie, aż robi mi się gorąco - Rany, biedroneczko! Chcesz mnie wykończyć? - kręci głową i skanuje mnie z góry na dół - Założyłaś te szpilki, dla których zwariowałem rok temu. Wiesz, że znowu przelecę cię, kiedy nie będziesz miała na sobie nic innego, tylko te buty? - śmieje się z niego, zakładam kolczyki i pociągam usta błyszczykiem - Wyglądasz niesamowicie i twoje cycki też - porusza brwiami, podchodzi i soczyście całuje mnie w usta - Mmm, truskawkowy błyszczyk. Pochwalam, smaczny!
- Cieszę się - poprawiam jego krawat i wygładzam fałdkę na koszuli - Jesteś cholernie przystojny ubrany cały na czarno, wiesz? Ta koszula, eleganckie spodnie, buty. Jesteś jak ciasteczko do schrupania.
- Będziesz mogła mnie schrupać kawałek po kawałku, kiedy kolacja dobiegnie końca. Co ty na to, hmm?
- Idealnie! Więc chodźmy już - chwytam go za rękę, w drugiej podtrzymuje Abbey i schodzimy na dół.



Justin POV:
Gdyby nie było tutaj rodziny mojej mamy, kolacja wyglądałabym o wiele lepiej. O ile ciocia i wujek to wspaniali ludzie, tak ich rozkapryszony synek to utrapienie. Już wtedy, kiedy schodzimy po schodach, wlepia wzrok w Ivy i wręcz nie może oderwać od niej oczu. Sam nie wiem, jakie emocje malują się na jego twarzy. Szok, niedowierzanie, zaskoczenie? Chyba wszystkie, ponieważ nikomu nie powiedzieliśmy, że mamy dziecko. Już widzę spojrzenie cioci oraz wujka, tego z całą pewnością się nie spodziewali.
- Ciociu, wujku, Ivy już znacie, jednak chciałbym przedstawić wam naszą maleńką córeczkę, Abbey.
- Waszą? - ciocia patrzy raz na mnie, raz na Ivy, aż wreszcie na moich rodziców - Nic nie wiedzieliśmy!
- To długa historia i lepiej nie wdawajmy się w szczegóły. Nasza wnuczka jest przeuroczym dzieckiem.
- Właśnie widzę, Gabrielle. Jest tak bardzo podobna do ciebie, Justin! Ile ma miesięcy? Jest maleńka!
- Dokładnie cztery, jednak urodziła się przed terminem i jest wcześniakiem. Dlatego jest taka drobna.
- Och, karmisz ją piersią, skarbie? - jezu! Ciocia wypala bez zastanowienia, przez co Ivy natychmiast się zawstydza, a Quinn wlepia w nią wzrok i wydaje się bardzo zainteresowany rozmową. Ivy niepewnie przytakuje głową, zaciskając palce na moim ramieniu - 
To świetnie! Nie ma nic lepszego od mleka matki.
- Zgadzam się. Proszę, usiądźmy do stołu. Już czas - mama ratuje sytuację, bo doskonale widzi, jak Ivy czuje się niezręcznie. Wszyscy przenoszą się do pięknie ustrojonego salonu, idziemy na samym końcu, a mama mówi cicho - Przepraszam za siostrę, jest strasznie bezpośrednia i czasami wali prosto z mostu.
- Nic nie szkodzi - Ivy ściska jej dłoń, dołączamy do reszty, zajmując swoje miejsca. Odkładam Abbey do leżaczka i włączam karuzelę, na której skupia uwagę. Wygląda na całkiem zadowoloną.

Po kolacji przenosimy się przed kominek. Rozmawiamy, delektując się pysznym, czerwonym winem. Oczywiście Ivy popija sok, ponieważ nie może pić alkoholu, jednak wcale jej to nie przeszkadza. Atmosfera jest luźna, Abbey zdecydowanie jest w centrum zainteresowania, posyłając wszystkim te nieśmiałe, urocze uśmiechy, od których mięknie serce. Nawet Quinn zachowuje się normalnie, co lekko mnie zaskakuje, i niezdarnie bierze Abbey na ręce. Ivy pokazuje mu, jak powinien to zrobić, aby zabezpieczyć jej główkę i wreszcie się udaje. Uśmiecha się do mojej dziewczyny, tuli moją córkę i muszę przyznać, że wcale nie podoba mi się ten widok. Mimo to zachowuję spokój, wypijając duszkiem resztkę wina.
Kiedy wreszcie zdobywam się na odwagę, podnoszę tyłek z kanapy, odbieram Abbey od Ivy i podaję ją Jillian. W salonie zapada cisza, chrząkam i podchodzę do mojej pięknej dziewczyny. Jest nieco zaskoczona, nie spodziewa się niczego, ale właśnie o to mi chodziło. Oby tylko nie spanikowała, tego się obawiam.
- Chciałbym skorzystać z tej okazji, że jesteśmy wszyscy razem - oblizuję usta, odwracam się do Ivy i oddycham głęboko - Wiesz, jak bardzo cię kocham, prawda? - dotykam jej policzka, uśmiecha się uroczo i przytakuje głową - Jestem dzięki tobie najszczęśliwszym człowiekiem pod słońcem, w dodatku obdarowałaś mnie cudowną córką i właściwie tak wygląda szczęście. Dlatego chciałbym, abyś została moją żoną - wyjmuję czerwone pudełeczko z kieszeni, klękam na jego kolano i otwieram je. Słyszę jedynie, jak mama głośno wciąga powietrze, a Jillian pociąga nosem. Ivy zamiera, zasłaniając usta dłonią.
- B-boże, Justin - jąka się, kręci głową jak w amoku i nerwowo rozgląda się po zgromadzonych w salonie - Zaskoczyłeś mnie - szepcze cichutko, zaciska usta i patrzy mi prosto w oczy - Naprawdę tego chcesz?
- Jak niczego innego na świecie, biedroneczko. Jesteś dla mnie najważniejsza, żyję dla ciebie. 
- Och, Justin - chwyta mnie za ramię, stawia na nogi i wystawia dłoń. Cholera! Czy to znaczy? - Tak.
- Z-zgodziłaś się? - przytakuje głową, widzę łzy na jej policzkach i ogromne wzruszenie. Wyjmuję pierścionek, który kupiłem wczoraj, wsuwam na jej palec i całuję. Pasuje idealnie! - Dziękuję.
- To ja dziękuję - zarzuca dłonie na moja szyję, szepcze 'kocham cię', a w salonie rozlegają się brawa.



Ivy POV: 
Budzę się wcześnie rano, karmię Abbey i schodzę na dół. Wszyscy jeszcze śpią, dochodzi dopiero ósma trzydzieści, ale ja umieram z głodu! Wczorajsza kolacja była przepyszna, jednak to było wczoraj, a dzisiaj jest dzisiaj. Wkładam małą do wózka i robię kanapkę z kurczakiem, sałatką i majonezem.
- Hejka - do środka wchodzi zaspany Quinn, który ziewa przeciągle, trąc oczy. Przełykam kęs kanapki i wstawiam wodę na herbatę. Cholera, jest bez koszulki, a jego brzuch wygląda jak tarka! - Nie śpisz już?
- Nie, musiałam nakarmić małą i sama zgłodniałam. Masz ochotę na herbatę? - przytakuje głową, siada na krzesełku i robi taką samą kanapkę - Hmm, może być karmelowa? Jest jeszcze milion innych!
- Obojętne. Zrób taką, jaką robisz dla siebie - puszcza mi oczko i gapi się na moje nogi, odziane w krótkie szorty - Jestem zaskoczony, że macie dziecko - chrząka, kątem oka zerkając na Abbey - Byłem pewny, że wasz związek długo nie potrwa, a tu proszę! Niespodzianka! Wpadliście! - odwracam się i mrużę oczy.
- Skąd pomysł, że wpadliśmy, hmm? Może oboje chcieliśmy mieć dziecko i po prostu je zrobiliśmy?
- Poważnie? Justin ma dwadzieścia jeden lat, na pewno jesteś od niego młodsza. W życiu nie uwierzę, że mój kuzyn pseudonim "rucham wszystko, co się rusza" nagle zechciał mieć dziecko. Więc wpadliście.
- Nawet jeśli, nie widzę w tym nic złego. Jak sam widzisz, jesteśmy szczęśliwi, że Abbey jest na świecie, mieszkamy razem, żyjemy. Nie wiem, dlaczego jesteś niemiły i próbujesz mi dokuczyć. Powiesz mi?
- Powiem, a czemu nie? - wzrusza ramionami, podnosi tyłek z krzesła i podchodzi do mnie - Może miałem nadzieję, że przy okazji wspólnych świąt będę miał szansę się z tobą zbawić? - o, cholera! Gapię się na niego z niedowierzaniem i uchylam usta. Nigdy bym się z nim nie przespała! Jest nieznośny i chamski - A może nadal mam szansę? Dziecko przecież w niczym nie przeszkadza, prawda? Nikt się o tym nie dowie.
- Wybij sobie te głupoty z głowy, Quinn - prycham rozbawiona, wlewam do dwóch kubków wodę i stawiam na stole - Kocham Justina, to się nigdy nie zmieni. Przestań zachowywać się tak dziecinnie. Doskonale wiem, że chcesz mu dokuczyć. Już raz odebrałeś mu dziewczynę, czyżbyś miał ochotę na drugi raz?
- Nawet nie masz pojęcia, jak wielką - staje przede mną, owija kosmyk moich włosów na palcu i oblizuje usta - Jesteś o wiele lepszą laską niż poprzednia. Podobasz mi się, Ivy. Masz w sobie coś wyjątkowego.
- Nie czaruj, nie robi to na mnie wrażenia - siadam na swoim miejscu, słodzę herbatę i zjadam kanapkę.
- Naprawdę? Przecież jeszcze nie zacząłem, kochanie. Uwierz mi, jestem bardzo dobry w te klocki.
- Może masz rację, ale ja nie jestem zainteresowana. Nie powinieneś tak nieczysto pogrywać, wiesz?
- Dlaczego? Od zawsze toczę z kuzynem małą wojnę o panienki, tym razem jest dokładnie tak samo.
- Sęk w tym, że tym razem ci się nie uda, Quinn. Nie bawią mnie takie podchody, czas trochę dorosnąć.
- Nie bądź taka poważna, słodziutka. Odrobina zabawy jeszcze nikomu nie zaszkodziła, mam rację?
- Ależ ja się świetnie bawię, naprawdę - uśmiecham się i patrzę mu w oczy - Justin jest niesamowitym kochankiem i dostaję od niego mnóstwo przyjemności - mrugam okiem, a Quinn'owi opada szczęka. A masz! - Tak więc sam rozumiesz, nie szukam przygód na boku. Kocham go i jest mi z nim dobrze.
- Wow, chyba mnie zamurowało. Słyszeć coś takiego z twoich kuszących usteczek? No, no. Nabrał wprawy.
- Jego pseudonim do czegoś zobowiązuje. Skoro ruchał wszystko, co się rusza chyba musi być dobry.
- Ja jestem jeszcze lepszy. Dlaczego nie chcesz się przekonać? Jestem pewny, że nie pożałujesz.
- Och, Quinn. Daj spokój! Justin wczoraj poprosił mnie o rękę, nie zamierzam niczego próbować.
- Jaka szkoda. Taka fajna laska przeleciała mi koło nosa. Już widzę cię pode mną, nagą, mokrą...
- Quinn! - jak na zawołanie odwracamy głowy i wpatrujemy się w stojącego w progu kuchni Justina. Zwija dłonie w pieści i dosłownie płonie ze złości. O, cholera! - Czy ty się kurwa nie rozpędziłeś? Zwolnij!
- Dlaczego? Rozmawiamy sobie z Ivy, to chyba nic wielkiego, co? Znowu zżera cię zazdrość, kuzynie?
- Pierdol się, złamasie! - podnosi głos, zeskakuję z krzesła i podchodzę do niego. Nie patrzy na mnie, gapi się na Quinn'a i czuję, że zaraz skoczą sobie do gardeł - Nigdy więcej nie mów do niej w ten sposób.
- Kochanie, spokojnie. Chodźmy stąd - wracam po Abbey, która z zainteresowaniem patrzy na pałąk z zabawkami i opuszczamy kuchnię. Ustawiam wózek w salonie i ujmuję jego głowę w dłonie - Nie denerwuj się, proszę. Wiesz, że Quinn mówi to wszystko specjalnie, właśnie po to, aby Cię zdenerwować.
- I jak widać, udaje mu się to. Dlaczego do cholery w ogóle z nim rozmawiałaś, huh? Powinnaś go olać.
- Nie chciałam być nieuprzejma, jesteście rodziną. Świetnie sobie poradziłam, nie dałam się sprowokować.
- I co z tego? Mam to w dupie, Ivy. Słyszałem, co do ciebie mówił. Tak spokojnie tego słuchałaś?
- To tylko słowa, okej? Mam je w nosie, Justin. Nie szukaj problemu tam, gdzie go nie ma, dobrze?
- Mówisz poważnie? - prycha z kpiną, chwyta moje ramiona i przyciąga do siebie - Mój kuzyn właśnie podwalał się do mojej narzeczonej, proponował jej seks, mówił wulgarne rzeczy, a ty słuchałaś?
- Tak, ponieważ to tylko słowa, które nie zrobiły na mnie wrażenia. Dlaczego się o to wściekasz?
- Bo znam tego człowieka i znam jego możliwości! - podnosi głos i zaciska szczękę. W progu salonu pojawia się jego mama, owija szlafrokiem i patrzy na nas zaskoczona - Mamo, możesz zerknąć przez chwilę na Abbey? Muszę porozmawiać z Ivy - ciągnie mnie w stronę schodów, Gabrielle marszczy brwi i wygląda na zdezorientowaną. Cóż, właściwie jest nas dwie, bo ja również nic z tego nie rozumiem. Jaka jest moja wina? Co zrobiłam? - Wchodź - otwiera drzwi, przepuszcza mnie pierwszą i zamyka - Więc?
- Więc, co? Robisz mi awanturę z samego rana, nawet nie wiem dokładnie o co! Rzuciłam się na niego? Pocałowałam? Rozłożyłam przed nim nogi? Nie! Po prostu pogadał sobie, a ja olałam jego słowa. Wszystko!
- Kurwa, nie mów mi tego, Ivy! Nie zniósłbym, gdybyś zdradziła mnie z tym skurwielem. Nie znoszę go.
- Wiem o tym i uwierz mi, nie mam w planach zdrady ani z nim, ani z nikim innym. Proszę, ogarnij się.
- Staram się, okej? Po prostu wiem, jaki jest Quinn i wiem, że potrafi być bardzo przekonywujący.
- Ach! Więc myślałeś, że rzuci kilka wulgarnych słówek, a ja ulegnę i pójdę z nim do łóżka. Naprawdę?
- Nie, nie o to chodzi - szarpie za włosy, zakładam ręce na piersiach i nie spuszczam z niego wzroku - Chodzi o to, że jestem o niego zazdrosny. Boję się, że może mi ciebie odebrać jakimś podstępem.
- Justin, on dzisiaj stąd wyjeżdża, rozumiesz? Zniknie z naszego życia i być może znowu nie będziemy widzieć się przez rok. Bardziej boli mnie to, że znowu mi nie ufasz. Tak, jak rok temu. Dlaczego?
- To nieprawda! Ufam ci, to jemu nie ufam. Widzę, jak gapi się na ciebie za każdym razem.
- Mam to w dupie, tę rozmowę też. Nie prowadzi do niczego, a ty robisz aferę zupełnie o nic.
- Nie wkurzaj mnie, Ivy - wystawia palec i mierzy nim prosto we mnie - Robię to z obawy przed kolejnym krokiem mojego walniętego kuzyna. Nie wmawiaj mi, że to nic, jasne? Znam go lepiej niż ty.
- Świetnie! Wychodzi więc na to, że nie znasz mnie i wkurzasz się, że rozmawialiśmy na ten temat.
- Owszem! Jesteś moją narzeczoną, do kurwy nędzy. Nie powinnaś z nikim gadać o seksie, oprócz mnie.
- Właściwie zamieniliśmy tylko kilka zdań, nic wielkiego. Ale czemu nie zrobić z tego awantury, nie?
- Zaraz spiorę ci tyłek za te teksty, wiesz? - parskam śmiechem i patrzę na niego z rozbawieniem - Och, bawi cię to wszystko? Moja złość, zazdrość? - jest poważny jak diabli, a ja mam ochotę tylko się śmiać.
- Tak, bo nawet nie dałam ci do tego powodu! Jesteś zazdrosny, a ja nic złego nie zrobiłam. Quinn nawet nie jest w moim typie, jest chamski, zbyt bezpośredni i ma zbyt wypracowany brzuch. Zadowolony?
- Gapiłaś się na jego brzuch? - och, chyba tym dolewam oliwy do ognia. Rusza w moją stronę, przypiera do ściany i unieruchamia - Wariuję, Ivy. Rozumiesz to? Rozpierdala mnie od środka, boję się, że ktoś mi ciebie zabierze - o, Boże! Moje serce kurczy się na jego słowa, brzmi tak niepewnie, jakby nie był przekonany o moim uczuciu. Dlaczego? Skąd do cholery te wątpliwości? - Zostań moją żoną, teraz, zaraz, dzisiaj!
- Nie, Justin. Ślub odbędzie się w odpowiednim czasie, ale na pewno nie teraz - marszczy czoło i patrzy na mnie zaskoczony - Z niczym nie będziemy się spieszyć, bo nie ma takiej potrzeby. Zakoduj sobie, że kocham tylko ciebie - próbuję uwolnić nadgarstki, jednak nie pozwala mi na to - Przetrwaliśmy trudne chwile, mamy dziecko, to wciąż dla ciebie za mało? Nie chcę nikogo innego, rozumiesz? Pragnę tylko ciebie! - zatyka mi usta pocałunkiem, który jest mocny, zachłanny nawet nieco brutalny. W pośpiechu zrywa ze mnie koszulkę, zsuwa szorty i swoje krótkie spodenki. Pieści mnie szybko, trochę niedbale, jakby ktoś go gonił. Jednak doskonale zna moje ciało i potrafi mnie szybko rozpalić - J-Justin, zwolnij.
- Nie, nie chcę zwalniać - syczy przez zęby, chwyta mnie za ramię i rzuca na łóżko. Patrzy na mnie z góry, wbija zęby w wargę, przesuwając po niej kciukiem. Jasna cholera, wkurzony Justin jest tak niesamowicie seksowny! - Zdenerwowałaś mnie, a teraz musisz mnie uspokoić - rozchyla moje nogi, patrzy wprost na moją kobiecość, a jego oddech przyśpiesza - Masz rację, chyba zwolnię - mruga okiem, pociąga mnie za rękę i sadza na łóżku. Staję twarzą w twarz z jego męskością i chyba wiem, czego pragnie. Oblizuję usta, wsuwam go do ust i pieszczę delikatnie. Moje ruchy są powolne, pieszczę główkę i staram się dać mu przyjemność. Szybko się niecierpliwi, napiera dłonią na moją głowę i wpycha się głęboko. 



Justin POV:
Bierzemy szybki prysznic, myję ciało Ivy, swoje i spłukuję pianę po pachnącym żelu, który roznosi się w kabinie. Jestem spokojniejszy, seks z moją ukochaną skutecznie pozwolił wyparować złości i zastąpić je poczuciem winy. Przesadziłem, zareagowałem zbyt gwałtownie, urządzając jej niepotrzebną scenę. To nie jest jej wina, a Quinn'a, który zdecydowanie się rozpędził. Nie powinien mówić do niej takich rzeczy, jest moim kuzynem, rodziną, a podrywa moją narzeczoną?! Wiem, że jest napalonym skurwielem, już raz odbił mi dziewczynę, jednak teraz przesadza. Chyba istnieją jakieś granice, które on je przekracza.

Ivy schodzi do Abbey, ubieram się i układam włosy. Moje poczynania przerywa jej telefon, który brzęczy dwa razy. Zerkam na stolik toaletki, na którym leży i marszczę brwi. Numer jest nieznany i dostrzegam kawałek wiadomości. Może nie powinienem tego robić, ale robię. Biorę go do ręki, odblokowuję ekran i czytam. Krew natychmiast gotuje się w moich żyłach i mam chęć coś rozpieprzyć! Skurwiel!
      
Witaj, gwiazdeczko. 
Jak minęła kolacja? Mam nadzieję, że dobrze. Wiesz, dopiero teraz dotarło do mnie, że nigdy nie mieliśmy Wigilii. To smutne, prawda? Nie martw się, naprawię to i zorganizuję idealne święta, specjalnie dla ciebie. Podoba ci się ten pomysł?
Wciąż patrzę na twoje zdjęcie i nie mogę nadziwić się, jak piękną mam córkę. Odzyskam cię, Ivy. Należysz do mnie. To się nigdy nie zmieni.

Rzucam telefon na stolik i szarpię za włosy, chodząc nerwowo po pokoju. Co ten bydlak sobie wyobraża?! Nie ma do niej żadnych praw, zniszczył ją, a teraz wypisuje takie wiadomości?! Skąd ma jej numer, do cholery?! Nie podoba mi się to i koniecznie muszę porozmawiać z tatą. Ivy należy tylko do mnie!








4 komentarze:

  1. Wiedziałam, że Justin oświadczy się Ivy!!! Całe szczęście, że się zgodziła. Quinn niezłe ziółko, myślał, że takimi płytkimi tekstami uda mu się zbajerować Ivy.
    Pozdrawiam,
    Kama

    OdpowiedzUsuń
  2. Nareszcie sie dowiedział💕 mam nadzieje ze cos z tym zrobi😞

    OdpowiedzUsuń
  3. Oh co za dupek z tego Quinna! Ale Justin faktycznie zle zareagował bo.Ivy nic złego nie zrobiła, ale rozumiem jego wybuch. Ciesze się ze justin się oświadczył jakoś to przeczuwalam❤❤❤ nie mogę się doczekać nasteonego rozdzialu😘 mam nadzieje ze ojciec jej nie znajdzie...

    OdpowiedzUsuń