sobota, 28 lipca 2018

Rozdział osiemnasty


Ivy POV: 

Śmieję się z Jillian, która miesza składniki na naleśniki, a mąka jest dosłownie wszędzie! Mamy niewiele czasu, niebawem powinien wrócić Justin, a Ji zaprosiła Victora. To muszą być idealne, pyszne naleśniki, niestety na razie nic na to nie wskazuje! Kuchnia wygląda jakby przeszło po niej mączne tornado!
- Gabrielle zabije nas za ten bałagan - burczę pod nosem, a Ji przewraca oczami - Mamy syrop klonowy? - przestaje mieszać, jej oczy są wielkie jak spodki i patrzy na mnie spanikowana - Nawet nie żartuj!
- Cholera! Skończył się już dawno, zobacz w szafce na dole, może mama dokupiła. Błagam, zrobiła to?
- Zobaczymy - schylam się, otwieram szafkę i szukam syropu - Nie ma, to katastrofa! Co teraz, hmm?
- Nie wiem! Ale jeśli się nie pośpieszymy, to będzie ogromna klapa, Ivy! Skoczysz do sklepu za rogiem?
- Do Pani Mirandy? Jasne! Usmaż górę naleśników, a ja za parę minut będę z powrotem. Tylko nie spal!
- Okej, okej! Chociaż jestem zestresowana i gówno może z tego wyjść - kręci głową, parskając śmiechem.

Wkładam buty, sweterek i zostawiam Abbey pod opieką Ji. Do sklepu mam zaledwie pięć minut, jest za rogiem i liczę na to, że Pani Miranda będzie miała syrop klonowy. Justin go uwielbia i nie wyobraża sobie bez niego naleśników. Chcę zrobić mu niespodziankę więc lepiej, żebym się nie rozczarowała. To właściwie jedyny sklep w okolicy, do kolejnego trzeba podjechać samochodem i o ile mój narzeczony ma być dopiero za dwie godziny, tak Victor będzie za niecałe dwadzieścia minut! Ji mnie zabije, jeśli nie zdążę z syropem.
- Hej, poczekaj! - oglądam się przez ramię i dostrzegam człowieka, który podchodzi do mnie, dotrzymując mi kroku - Ty jesteś Ivy? - marszczę brwi, nie znam go i to dziwne, że on zna moje imię. Nie odpowiadam, maszeruję przed siebie, a w zasięgu mojego wzroku pojawia się sklep - Ktoś na ciebie czeka - och! Pociąga mnie za ramię, skręcamy w prawo i docieramy do wąskiej uliczki. Natychmiast chcę stąd spieprzać, cofam się i wpadam na czyjeś ciało. Boże, co się tutaj dzieje? - Idę na zwiady, pośpiesz się. Czas nas goni.
- Jasne - kurwa! Moje ciało napina się jak struna, bo doskonale wiem, kto stoi za mną - Jednak mnie nie posłuchałaś, gwiazdeczko. Czekałem na pieniądze, jakikolwiek odezw, a ty mnie olałaś. Nie ładnie.
- Odpieprz się ode mnie - odsuwam się od niego i odwracam. Chcę pokazać mu, że jestem odważna, że się nie boję - Nie dostaniesz ani grosza, ponieważ nic nie jestem ci winna. Poza tym jestem biedna jak mysz kościelna! Nie mam pracy, niby skąd miałabym wytrzasnąć pół miliona, huh? To ogromna kwota!

- Och, nie udawaj, Ivy! Twoja nowa rodzinka ma kasy pod dostatkiem, dowiedziałem się o nich tego i owego. Ojciec twojego chłoptasia to znany prawnik, a mamusia tłumacz przysięgły. Kasa aż przelewa się strumieniem, wystarczy spojrzeć na ich dom i wozy, jakimi jeżdżą. Nie próbuj mydlć mi oczu, złotko.
- To są ich pieniądze, nie moje. Chciałeś je ode mnie, a ja ich nie posiadam. Nie mogę ci ich dać.
- Ależ możesz i zrobisz to! Dałem ci wystarczająco dużo czasu, a ty postanowiłaś się ze mną zabawić.
- Wcale nie mam ochoty na zabawę, wręcz przeciwnie, żądam, abyś natychmiast zostawił mnie w spokoju.
- Miałaś spokój przez długie pięć lat, gwiazdeczko. Wróciłem i nawet się nie łudź, że odpuszczę.
- Zrób to, inaczej ponownie trafisz do więzienia. Nie możesz mnie nękać i nachodzić, rozumiesz?
- Tak się składa, że jestem twoim ojcem i mogę wszystko! Należysz do mnie, jesteś moją własnością.
- Gówno prawda! Nie należę do nikogo, a już na pewno nie do ciebie. Zniszczyłeś mi życie! Biłeś mnie, poniżałeś, traktowałeś jak worek treningowy! Jesteś zepsutym człowiekiem bez serca i twoje miejsce jest w więzieniu albo na krześle elektrycznym! Nienawidzę cię z całego serca, dla mnie nie istniejesz!
- Milcz! - podnosi głos, chwyta mnie za szyję i przypiera do ściany. Nierówności wbijają mi się w plecy, ale bardziej martwi mnie jego mocny uścisk - Bądź posłuszna, jasne? Masz mnie słuchać, nie waż się sprzeciwiać! - patrzy na mnie ze złością i doskonale wiem, że w tym momencie nie ma żartów, nigdy nie było. Wie, że jest silniejszy, może zrobić ze mną wszystko - Powinienem ukarać cię za to, że jesteś niegrzeczną córeczką, kochanie. Pamiętasz te kary, które dostawałaś za pyskowanie? - przysuwa się, uśmiecha chytrze i chociaż nie chcę, wspomnienia zalewają moją głowę - Wiem, że pamiętasz. Uciekałaś ode mnie, chociaż twoje szanse były zerowe, teraz też są. Już zawsze będziesz należeć tylko do mnie, gwiazdeczko. Mam nadzieję, że korzystałaś z wolności. Wracasz ze mną do domu. Cieszysz się?
- Zostaw mnie, ty psycholu! Puszczaj! - krzyczę mu w twarz i spluwam. Zaciska szczękę, ociera czoło i bardzo powoli unosi wzrok. Nie widzę w nim własnego ojca, widzę diabła, który czai się tuż pod jego skórą.
- Zapłacisz za to. Zapłacisz za wszystko! Za te lata, w których musiałem się z tobą użerać, wydawać na ciebie pieniądze! Jesteś nikim, rozumiesz to?! Nikim! Naprawdę myślałaś, że komuś na tobie zależy, że ktoś cię pokocha? Jesteś zepsuta, dotykało cię tak wiele rąk, a ty nawet nie czujesz do siebie obrzydzenia? Czyżby ci się podobało? - unosi brew, uśmiecha się, a ja wybucham płaczem. Niszczy mnie tym, co mówi. Moje serce zaciska niewidzialna pięść i mam ochotę zniknąć. Czułam do siebie obrzydzenie, lata zajęło mi pozbycie się tego okropnego uczucia, a on mówi, że mi się to podobało? Byłam dzieckiem, a on spraszał swoich kumpli, którzy dotykali mojego ciała! - Powinienem był zabić cię już dawno temu, nie miałem z ciebie żadnego pożytku, jesteś bezużyteczna, niepotrzebna - rani. Mimo tego, iż tak potwornie go nienawidzę, jego słowa przecinają mnie na pół. Mój własny ojciec, człowiek, który dał mi życie, spycha mnie na samo dno piekła, które sam mi zgotował - Nie dopuszczę do tego, żebyś była szczęśliwa, Ivy. Jesteś dzięki temu chłopakowi - prycha rozbawiony, mocniej zaciskając dłoń na mojej szyi - Nigdy nie powinnaś była przyjść na świat, gwiazdeczko. Najpierw pozbędę się ciebie, potem zajmę się twoją matką, która puściła się z innym i zostawiła mi ciebie na głowie. Obie pożałujecie! - rzuca mną jak szmacianą lalką, cichy jęk ucieka z moich ust, kiedy tylko zderzam się z twardym podłożem. Nie tym powinnam się przejmować, ponieważ gorsze przychodzi chwilę później. Kopie mnie w brzuch, aż żołądek podjeżdża mi do gardła. Próbuję ochronić się rękami, ale kompletnie go tym nie wzruszam. Siada na mnie, przyciska kolanami moje dłonie i zaczyna się piekło - Nienawidzę cię kurwa, zniszczyłaś mi życie - syczy przez zęby, bierze moją głowę w dłonie i zaczyna uderzać nią o ziemię. Jestem unieruchomiona, nie mam możliwości obrony, a ojciec nie przestaje. Nie potrzebuje dużo czasu, ból roznosi się po głowie i mam wrażenie, że mój mózg zaraz wypłynie, rozlewając się mokrą plamą -  Do zobaczenia w piekle, gwiazdeczko - te słowa ledwo docierają do mojej świadomości. Czuję ostateczny cios, który pozbawia mnie przytomności.




Justin POV:
Do szpitala docieramy, łamiąc chyba wszystkie przepisy. Nie byłem w stanie prowadzić auta, więc zabrałem Nolana. Przez całą drogę nie wypowiedzieliśmy do siebie nawet słowa, panowała cisza, która dobijała mnie jak diabli, jednak nie mogłem wydusić z siebie żadnego dźwięku. Byłem sparaliżowany, kompletnie wyłączony i to mój przyjaciel wziął sprawy w swoje ręce. Zadzwonił do moich rodziców, poinformował ich o wypadku, o stanie Ivy. Mieli do szpitala zdecydowanie bliżej niż my i zapewne już tam byli.


Wbiegam do budynku niczym tornado i chwytam za ramię pielęgniarkę, którą właśnie mijamy. Błagam ją o podanie informacji, zagląda do komputera i kieruje nas na dwunaste piętro. Szybko wjeżdżamy windą, przebiegam korytarz i szukam spojrzeniem lekarza. Jak na złość nie widzę żadnego i wpadam w furię.
- Gdzie jest lekarz?! - krzyczę jak opętany, a z pokoju wychodzi pielęgniarka - Potrzebuję lekarza!
- Co się stało? Proszę nie krzyczeć, to szpital! Przebywają tutaj pacjenci i należy zachować ciszę.
- Przepraszam! Przywieziono tutaj moją narzeczoną, miała wypadek. Telefonował do mnie doktor Samuel.
- Och, Samuel Gracelad, zgadza się. Proszę za mną - kiwam głową, idziemy za pielęgniarką i skręcamy w prawą stronę. Zmieniamy oddział, panuje tutaj przerażająca cisza, a mój brzuch zaciska się z nerwów - Proszę zaczekać, poproszę lekarza - znika w pomieszczeniu obok, opieram się o ścianę i chowam twarz w dłoniach. Strach mnie paraliżuje i boję się tego, co powie mi lekarz. Niewiele zrozumiałem z rozmowy telefonicznej, jedynie to, że jej stan jest ciężki. Co się do cholery wydarzyło?! Przecież wszystko było w porządku, dzwoniła do mnie i miała świetny humor! Nic z tego nie rozumiem! - To ci panowie, doktorze.
- Witam, to ja do Pana dzwoniłem - ściska moją dłoń, posyłając smutny uśmiech - Nie miała przy sobie dokumentów, jedynie telefon, który nas na Pana naprowadził. Zawsze dzwonimy pod kontakt "mama", "tata" jednak nic takiego tam nie znaleźliśmy. Odnalazłem jednak "narzeczony" i to skłoniło mnie do telefonu. Mam rozumieć, że jesteście prawie rodziną, tak? Tylko rodzinie mogę udzielić informacji.
- Tak, jesteśmy zaręczeni. Mamy również czteromiesięczną córkę i niebawem planujemy wziąć ślub.
- Cóż, ślub będzie musiał trochę poczekać - wzdycha ciężko, przechodzimy kawałek dalej i zatrzymujemy się przed dziwnymi salami, które mają przeszkolone ściany. Dopiero kiedy unoszę głowę, dostrzegam leżącą na łóżku Ivy. Opieram dłonie na szybie i płaczę jak małe dziecko. Boże, jej widok łamie moje serce na milion kawałków. Wygląda tak, jak rok temu, kiedy próbowała odebrać sobie życie. Twarz jest blada, bez życia, usta bez koloru. Jest podłączona do różnych urządzeń, z jej ust wychodzi rurka, a w dłoń wbite są dwa wenflony. Nie byłem gotowy na taki widok! - Opowiem Panu o jej obrażeniach. Trafiła do nas z wypadku, sanitariusze dostali zgłoszenie do pustej, ślepej alejki - co?! Spoglądam na niego, jednak coś mocno tutaj nie pasuje. Dlaczego Ivy miałaby szlajać się po takich miejscach? - Najbardziej ucierpiała jej głowa, reszta jest poobijana. Została złamana kość czaszkowa, zrobił się również krwiak, dlatego natychmiast trafiła na stół operacyjny. W tym momencie jej stan jest bardzo ciężki, kolejne godziny są decydujące - krew odpływa mi z twarzy, gapię się na niego, ale ledwo cokolwiek koduję. Ivy walczy o życie?! Przecież jeszcze niedawno uśmiechała się do mnie, przytulała i żartowała. To jakiś słaby żart? - Może Pan do niej wejść, ale tylko na chwilę - znika na moment i wraca z zielonym fartuchem, i maską - To konieczne - przytakuję głową, zakładam wszytko na siebie i niepewnie zerkam na Nolana. Jest blady jak ściana, a w jego oczach czają się łzy - Proszę - doktor rozsuwa drzwi, przepuszcza mnie i powoli podchodzę do łóżka - Na bieżąco monitorujemy pracę serca oraz innych narządów. Proszę być dobrej myśli.
- Dziękuję - przełykam ślinę, siadam na krzesełku i ostrożnie biorę jej dłoń w swoją. Jest zimna, więc głaszczę ją delikatnie próbując ogrzać. Sam nie wiem, co mam zrobić. Jestem w szoku, ledwo mogę panować nad własnym ciałem i chyba nie dotarło do mnie to, co mówił lekarz. Niby jak mam bez niej żyć? Dopiero ją odzyskałem, nie zdążyłem się nią nacieszyć, a teraz może jej zabraknąć? Nie! - Musisz walczyć, biedroneczko - opieram czoło na jej dłoni i czuję ciepłe łzy, które spływają po moich policzkach - Dobrze wiesz, że nie możesz mnie zostawić, niech nawet nie przychodzi ci to do głowy, jasne? Nie poradzę sobie bez ciebie, nawet nie chcę. Już raz cię straciłem, nie możesz zrobić mi tego ponownie - pociągam nosem, podnoszę głowę i dotykam opuszką palca jej policzka - Tak bardzo cię kocham, maleńka. Jesteś dla mnie wszystkim, musisz być dzielna i jeszcze trochę powalczyć. Obiecuję, że wszystko będzie dobrze.


Wychodzę na korytarz, na którym czekają moi rodzice, Jillian oraz Nolan. Moja siostra szlocha głośno, chowa twarz w ramionach taty i cała się trzęsie. Chciałbym ją pocieszyć, ale sam tego potrzebuje.
- T-to moja wina - jąka się, ociera łzy i patrzy na mnie - Nie było syropu klonowego do naleśników, chciałyśmy wam zrobić niespodziankę i poprosiłam, żeby Ivy poszła do sklepu za rogiem. To moja wina!
- Spokojnie, córeczko. Nie wygaduj bzdur, to nie jest twoja wina. Nikt nie mógł tego przewidzieć.
- Ale może gdybym to ja poszła do sklepu, nic takiego by się nie stało? Może Ivy byłaby teraz zdrowa?
- Daj spokój, siostra - przytulam ją do siebie, zamykam oczy i kołyszę w swoich ramionach - Twoje obwinianie się nie ma sensu, nic już na to nie poradzimy. Równie dobrze to ciebie mogła spotkać krzywda.
- Witam państwa - naszą rozmowę przerywa Phil. Wita się z moim ojcem, ze mną i Nolanem - Możemy chwilę porozmawiać? - odchodzimy kawałek od reszty i stajemy pod ścianą - Przejrzeliśmy nagranie z pobliskiego monitoringu. Widać na nich dwóch mężczyzn, jednego nie znamy, a baza danych nie rozpoznała jego twarzy. Tym drugim mężczyzną był ojciec Ivy - muszę podeprzeć się ściany, tata natychmiast doskakuje i przytrzymuje mnie za ramię. Kręci mi się w głowie, jest mi słabo i zaraz dosłownie padnę! - Ivy musiała wyjść drzwiami od ogrodu, bo ochrona nie widziała jej od drzwi frontowych. Nikt z nią nie poszedł, więc jej ojciec wykorzystał sytuację i dopadł ją w tej przeklętej uliczce. Nikt tam nie zagląda, służy przeważnie dilerom do sprzedawania dragów. Wybrał idealny moment i odpowiednie miejsce.
- Nie wierzę, że doprowadził ją do takiego stanu. Przecież on ja poważnie pobił. Co teraz, Phil?
- Poszukujemy go. Wszystkie patrole postanowione są w stan gotowości, nie wymknie nam się tym razem.
- Czy na tych nagraniach... czy widać, jak on... jak ją krzywdzi? - pytam i patrzę mu prosto w oczy.
- Tak. Mimo tego, iż kamera skierowana jest na pobliski sklep, dokładnie widać ujęcie, w którym powala Ivy na ziemię, siada na niej i uderza jej głową w beton - kurwa! Zaciskam usta, wsuwam palce we włosy, a ciepłe łzy ponownie zalewają moje policzki. Czy to dzieje się naprawdę? Mam wrażenie, jakbym śnił.
- Jeśli go złapiecie, a tak musi się stać, jaka kara mu grozi? Liczę na to, że nie opuści już więzienia.
- Tak, grozi mu dożywocie. Jest to pobicie z okrucieństwem i premedytacją. Trzymam kciuki i będę modlił się, aby Ivy wyszła z tego cało. Jaki właściwie jest jej stan? Muszę to wiedzieć i wpisać do raportu.
- Ciężki - opieram plecy o ścianę i wzdycham głośno - Ma pękniętą kość czaszki i krwiak w mózgu. Lekarz powiedział, że przeszła operację, która była konieczna, aby utrzymać ją przy życiu. Najbliższe godziny będą decydujące. Jeśli ona przez niego umrze, sam zapierdolę tego śmiecia gołymi rękoma. Przysięgam! 

- Ivy nie umrze, synu! To silna dziewczyna, wiele przeszła i na pewno nie podda się teraz. Wiesz o tym!
- A jeśli nie, tato? Jeśli ona ma już dość i to jest ten moment, w którym podda się i mnie zostawi?
- Macie dziecko, Justin! Wróci dla Abbey i dla ciebie, zobaczysz! Daj jej tylko trochę czas na odpoczynek.
- Nie chcę bez niej żyć - szlocham jak dziecko, ojciec przytula mnie, a ja wylewam z siebie strach.


Spędzam noc w szpitalu. Phil jedzie na komisariat, rodzice do domu, zostaje ze mną jedynie Nolan, który za cholerę nie chciał się stąd ruszyć. Wolałabym zostać sam, jednak wiem, że Ivy jest jego przyjaciółką i martwi się o nią tak samo, jak ja. Więc siedzimy na cichym, przyciemnionym korytarzu na wprost sali, gdzie leży miłość mojego życia i po prostu się w nią gapimy. Jestem wyprany z uczuć, czuję się jak zombie. Jedyne, co jestem w stanie odczuć to strach, przeogromny strach o to, co wydarzy się w najbliższych godzinach. Stan Ivy nie poprawia się, ale również nie pogarsza, z czego zadowolony jest doktor Samuel. Chciałbym podzielać jego radość, niestety nie potrafię. Widok Ivy łamie moje biedne serce na kawałki. Oddycha miarowo, przyrządy pikają w swoim tempie, a ja jestem bezradny i nic nie mogę zrobić. Nie mogę jej pomóc, obudzić, przytulić. Pragnę zobaczyć jej szeroki uśmiech, poczuć jej usta na swoich, móc trzymać ją za rękę i cieszyć się z małych rzeczy. Nie mam żadnych mocy, które w magiczny sposób uleczyłyby jej głowę i ciało. Wszystko w rękach Boga to od niego zależy życie mojej kochanej Ivy. Pewnie patrzy na mnie i jest zły za to, że tak bardzo skrzywdziłem ją rok temu. Ma rację, też jestem na siebie wściekły! Jednak wszystko się odmieniło, odzyskałem Ivy, zrozumiałem swoje błędy i żałuję ich jak niczego innego w swoim życiu. Ona i Abbey są dla mnie najważniejsze, a nasze dziecko potrzebuje matki. Nie może nam jej zabrać, po prostu nie może! Jeszcze tyle przed nami, jesteśmy młodzi, chcemy wziąć ślub. Nasza miłość nie może się tak skończyć, nie w taki sposób, nie teraz. Już raz obawiałem się o jej życie, kiedy ponad rok temu chciała je sobie odebrać. Teraz ponownie muszę drżeć o jej każdy oddech... 
Następnego dnia informuję mamę Ivy. Kiedy tylko mnie słyszy, wita mnie radośnie. Niestety jej radość szybko gaśnie, kiedy wyjaśniam sytuację. Jest zszokowana, nie dowierza w to, co mówię i płacze do słuchawki. Zapewnia, że natychmiast wsiada w prywatny samolot swojego partnera. Cóż, z Dubaju czeka
ją dobre piętnaście godzin lotu i modlę się, aby Ivy była dzielna i do tego czasu odzyskała przytomność.
 
Kilka minut po dziesiątej rano doktor Peter ma obchód. Ufam doktorowi Samuelowi, ale to zrozumiałe, że nie może być przy Ivy non stop. Dowiaduję się, że za parę minut zostanie przeprowadzona tomografia, dzięki ktrórej dowiemy się kilku nowych rzeczy. Siedzę więc jak na szpilkach, nerwowo podryguję nogą, a moje nerwy wiszą na włosku. Nolan próbuje mnie zagadywać, ale nie jestem w stanie rozmawiać. Stres zżera mnie od środka i chcę usłyszeć dobre wiadomości. Że ten przeklęty krwiak poszedł w cholerę, czaszka się zrosła, a Ivy niedługo się obudzi i wszystko będzie jak dawniej. Nie marzę o niczym innym.
- Panie Justinie - doktor wyrywa mnie z zamyślenia, zrywam się na nogi, a serce podskakuje mi do gardła - Mamy wyniki tomografii komputerowej. Jak już mówił doktor Samuel, podczas urazu doszło od uszkodzenia tkanek miękkich, dlatego też pojawił się krwiak w mózgu, który stanowił zagrożenie dla pacjentki. Przebyta operacja nieco poprawiła jej stan, wprowadziliśmy ją w śpiączkę farmakologiczną i zostanie w niej tak długo, jak to będzie konieczne - blednę. Słowo "śpiączka" nigdy nie kojarzyło mi się zbyt dobrze. To znaczy, że Ivy może być nieprzytomna bardzo długo - Sen dobrze wpływa na pacjentkę, dzięki temu jej mózg odpoczywa i szybciej pozbędziemy się krwiaka. Tomografia niestety nie wykazała poprawy, krwiak nieznacznie się powiększył i musimy czekać. Stan Pana narzeczonej nadal jest ciężki, przykro mi.
Nie odpowiadam, nie jestem w stanie. Opadam na krzesełko, chowam twarz w dłoniach i pozwalam sobie na chwilę słabości. Jestem potwornie rozczarowany, nie takich informacji oczekiwałem. Miałem nadzieję, że jej stan zdążył się poprawić, a tymczasem jest jeszcze gorzej. Tak bardzo się o nią boję! 
W południe rodzice zmuszają mnie do opuszczenia szpitala, wręcz na siłę mnie z niego wyciągają. Kłócę z nimi, że nigdzie się nie ruszę, jednak mają w nosie moje gadanie. Wsadzają mnie do samochodu razem z Nolanem i wiozą do domu. Mama karci mnie, że mam dziecko, które powinienem zobaczyć, przytulić. I dopiero teraz, na wzmiankę o Abbey dopadają mnie wyrzuty sumienia. Mama ma rację, kompletnie odleciałem, zapominając o własnym dziecku! Jak dobrze, że jest jeszcze maleńka i nie rozumie, co dzieje się z jej mamą, która walczy o życie. Nie wyobrażam sobie, aby Abbey wychowywała się bez Ivy.  
Biorę ją w ramiona, kiedy tylko przekraczam próg domu. Tulę do siebie jej drobne ciałko, całuję w czoło i płaczę. Nie potrafię powstrzymać emocji, jestem przerażony i tak bardzo się boję. Nawet przez głowę przelatuje mi myśl, iż to wszystko wydarzyło się z konkretnego powodu. Mamy dziecko, nie wiedziałem o nim przez rok, a potem odzyskałem Ivy, pokochałem Abbey, zamieszkaliśmy razem. Ponoć w życiu nic nie dzieje się bez przyczyny. A jeśli miałem ponownie pojawić się w życiu Ivy po to, aby nasza córka nie została sama, kiedy Ivy zabraknie? Ta myśl napawa mnie strachem i ponownie rozpadam się na kawałki. 



Wciąż i wciąż deszcz będzie padać
Jak łzy z gwiazd
Wciąż i wciąż deszcz będzie powtarzać
Jak krusi jesteśmy, jak krusi...




**********************************
Hello! :)
Przepraszam za opóźnienie. 
Rozdział powinien być wczoraj, jednak wstyd się przyznać, ale po prostu zapomniałam go dodać!
Rzadko mi się to zdarza, no ale w końcu musiał nadejść ten dzień :P
Porobiło się, a zostało już tylko dwa rozdziały plus epilog.

Wieczorem pojawi się prolog na nowym opowiadaniu :)
Znajdziecie go pod tym linkiem - KLIK -
Na razie blog jest zablokowany, ale wieczorem będzie można na niego wejść.

To tyle!
Ściskam was i dziękuję tym, którzy oddali głos na Show Me The Way!
Kasia.











6 komentarzy:

  1. Jeju końcówka bardziej utwierdza mnie w przekonaniu że to ff nie skończy się dobrze ale wierzę że Ivy z tego wyjdzie. Czułam ciarki na rękach kiedy czytałam jak ojciec bił jej głową o beton ? Jak ? Ojciec ? Super rozdział 😊

    OdpowiedzUsuń
  2. Strasznie emocjonujący rozdział. Przeszłam od totalnego zdenerwowania do wzruszenia. Oby Ivy wyszła z tego cało. Ma dla kogo walczyć.
    Pozdrawiam,
    Kama

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam nadzieje ze z łapią jej ojca i wsadzą na zawsze!
    Biedna Ivy mam nadzieje ze wszystko będzie z nią dobrze ze wróci do Abby i Justina 💜

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam wrażenie że nie bedzie happy endu😞 o ale cóż nie każde opowiadanie musi sie kończyć dobrze.. Prawda?
    Świetny rozdziału i mimo wszystko mam nadzieje że uda jej sie przeżyć i wszystko bedzie dobrze😘

    OdpowiedzUsuń
  5. O matko , co za.skurwiel! Biedna Ivy, mam nadzieje ze te dwa rozdziały i epilog skończą się dobrze i Ivy się obudzi.. nie mogę się doczekać następnego rozdzialu 😍😍😍

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam nadzieje, ze Ivy nie będzie twoja pierwsza uśmiercona bohaterka :( czekam na następny!

    OdpowiedzUsuń