piątek, 6 lipca 2018

Rozdział piętnasty

Schodzę na dół, próbując robić dobrą minę do złej gry. Bawię się z córką, grucham do niej, robię śmieszne miny i łaskoczę. Ivy rozmawia z moją mamą, ciocią i Jillian. Plotkują o babskich sprawach, a ja staram się zachować spokój i nie dać po sobie poznać, jak bardzo ta wiadomość wyprowadziła mnie z równowagi. Nie usunąłem jej, Ivy niestety ją przeczyta, ale trzeba zbierać dowody na nękanie. Mam nadzieję, że rozpisze się i wreszcie pójdzie na całość. Potrzebujemy czegoś naprawdę paskudnego, co będzie świadczyć o zagrożeniu z jego strony. Ivy musi być bezpieczna, dlatego potrzebujemy tego cholernego zakazu.

Punkt dwunasta goście żegnają się z nami, dziękują za świetnie spędzone święta i ugadują się na kolejne spotkanie. Na szczęście znam ciocię i wujka, których na co dzień pochłania praca i brak im czasu na częste wycieczki. Dzieli nas ponad czterysta kilometrów, a to działa na moją korzyść. Im rzadziej widzę tego debila, tym jestem spokojniejszy. Nie mam zamiaru utrzymywać z nim zażyłego kontaktu. Co to, to nie.
- Pokaż! - moje rozmyślenia przerywa piskliwy głos Jillian, która uważnie, z każdej strony ogląda pierścionek Ivy - O, mamuniu! Jest boski, podoba mi się. Kto wie, może kiedyś też dostanę taki od Victora?
- A właśnie! Czy przypadkiem nie miałaś go do nas przyprowadzić, siostrzyczko? Chcę go wreszcie poznać.
- Poznasz w odpowiednim czasie, musisz uzbroić się w cierpliwość. Victor nie jest jeszcze gotowy.
- Co?! - prycham rozbawiony i zerkam na ojca - Jak to nie jest gotowy? Więc kiedy, do cholery, będzie?
- Nie wiem, może wtedy, kiedy przestaniesz naciskać i go straszyć? Chcesz go przepuścić przez magiel.
- Owszem, ponieważ jest chłopakiem mojej młodszej siostry. Ktoś musi to zrobić, wypadło na mnie.
- A dlaczego nie na tatę, co? Przecież nie ty jesteś moim ojcem, tylko bratem! Tata ma pierwszeństwo.

- Możliwe, ale tata się na tym nie zna. Nie wie, jaka jest teraz młodzież, a ja doskonale wiem!
- Wiesz, co? Jednak wybiorę tatę, bez obrazy, braciszku. Doskonale wiem, że nieźle cię poniesie.
- Hej, a co to niby znaczy, huh? Po prostu chcę mu się przyjrzeć i wypytać o kilka istotnych rzeczy.
- Tak, wierzę! Jestem ciekawa, jakie to są rzeczy. Jeśli mi o nich powiesz, może się zastanowię?
- To proste! Jakie ma wobec ciebie zamiary, czy traktuje cię poważnie, czy planuje się z tobą ożenić, troszczyć się o ciebie, wspierać. No i czy potrafi dostatecznie długo na ciebie poczekać. To na początek.
- Początek? Boże, aż boję się pomyśleć, co będzie dalej! - Jillian parska śmiechem, a rodzice i Ivy szybko do niej dołączają. Świetnie, co to ma być?! - Justin, my jesteśmy ze sobą pół roku, kapujesz? W dodatku jest zaledwie o rok ode mnie starszy, a ty chcesz pytać, czy planuje się ze mną ożenić? Helloł! Co z tobą?
- Nic. Po prostu nie chcę, żeby cię zranił, tak? Dobierze ci się do majtek, rzuci, a ty będziesz ryczeć.
- Justin! - mama karci mnie spojrzeniem, kręcąc głową zdegustowana - Jillian to mądra dziewczyna.
- Wiem o tym, ale nie ufałbym temu całemu Victorowi. Dopóki go nie poznam, nie będę spokojny.
- Jesteś straszny! Nie przyprowadzę go tutaj, bo urządzisz z domu salę przesłuchań. Zapomnij o tym!
- Kochanie, przyprowadzisz go wtedy, kiedy będziesz gotowa - tata mruga okiem, a ja nie dowierzam.

- Serio, tato?! Spotyka się z nim pół roku, a ty nie jesteś ciekawy co to za koleś? Może jakiś diler?
- Jasne, w dodatku zabójca. Wiesz, że ostatnio bestialsko zabił muchę?! W dodatku na moich oczach!
- Chciałabym to widzieć - Ivy chichocze rozbawiona, wbija zęby w wargę i parzy prosto na mnie.
- I ty przeciwko mnie? Bosko! - wyrzucam ręce w gorę, ale brak mi słów na tę szurniętą rodzinkę.


O osiemnastej wspólnie wybieramy się do kościoła. Ivy jest zauroczona jego wystrojem, który jest stary, jednak ma swój klimat. Rzadko chodzę do kościoła, chociaż w Boga wierzę. Nie mam na to czasu, mama nie pochwala tego i przy każdej nadarzającej się okazji zaciąga mnie w to miejsce. Co zaskakujące, dopiero w drodze powrotnej dowiadujemy się, że Ivy nadal nie ochrzciła Abbey. Nie ukrywam, byłem pewny, że dawno to zrobiła, ale wyjaśniła, że zabrakło jej na to czasu, a myśl, że nie miała kogo wybrać na rodziców chrzestnych, skutecznie ją wstrzymywała. Cieszyłem się, że to wydarzenie nadal było przed nami. Mogłem w tym uczestniczyć, moja rodzina również i koniecznie powinniśmy ustalić termin. 

Wieczorem, kiedy leżymy w łóżku i tulę do siebie Ivy, postanawiam wejść w dość nieprzyjemny temat.
- Widziałaś wiadomość, którą przysłał dzisiaj twój ojciec? - przytakuje głową i bierze głęboki oddech - Na razie nie pisze nic, co wskazywałoby na bezpośrednie zagrożenie. Nie chcę tego, ale liczę, że się rozpędzi.
- Zapewniam cię, że tak się stanie. Daj mu trochę więcej czasu, a zmieni taktykę. To cały ojciec.
- Dzięki temu nazbieramy dowodów, Ivy. Tata powiadomił swojego kolegę, który jest policjantem. Przyjaźnią się od dziecka, dlatego potraktował sprawę bardzo poważnie. Dowody są tutaj kluczowe.
- Dowody dowodami, żeby tylko ojca ten jeden papierek powstrzymał. On ma swój własny świat.
- Jeśli naruszy zakaz zbliżania się, ponownie trafi za kratki, Ivy. I nie będzie to wcale krótki okres.
- Ojciec chce ode mnie pieniędzy, ale chce też mnie. Jak sam wiesz, rości sobie do mnie prawo i myśli, że należę do niego. Na pewno ma wobec mnie paskudne plany, zresztą sam powiedział mi to prosto w oczy.
- Więc zatrudnię ochronę, proste. Ten człowiek nie zbliży się do ciebie, w życiu mu na to nie pozwolę.
- Nie boję się tyle o siebie, co o Abbey. Kiedy wziął ją na ręce, stwierdził, że na świat przyszła kolejna, bezużyteczna Jones. Zabolało mnie to, chociaż nie spodziewałam się po nim niczego dobrego.
- Ten człowiek nie ma w sobie żadnych uczuć, jest bez serca. Nie powinien żyć między ludźmi.
- Jaka szkoda, że prawo uważa inaczej. Chodzi sobie po ulicach i korzysta z wolności, a ja się boję.
- Nie rób tego - przekręcam się, układam między jej nogami i podpieram na łokciach - Nie pozwalam ci, Ivy. Jesteś tutaj bezpieczna, nie dostanie się do naszego domu, a jeśli pojawi się na horyzoncie, tata powiadomi o tym Phila. To dobry glina, zrobi z nim porządek i przypomni, jakie ma prawa. Dopiero wyszedł z paki, nie może cię nachodzić, skoro właśnie przez przemoc względem ciebie wylądował w więzieniu.
- Problem w tym, że do niego nic nie dociera. Ma w nosie policję, prawo, wszystko. Liczę się tylko ja.
- Spokojnie - pocieram nosem o jej i całuję czubek - Nie pozwolimy zrobić ci krzywdy, kochanie. Ani ja, ani mój tata. Ojciec cię tutaj nie znajdzie, nawet nie wie, że jesteś w San Francisco. Tak więc rozluźnij się i ciesz świętami. Jeśli chcesz, możemy zaprosić chłopaków jutro, co ty na to? Spędzą z nami dzień.
- Naprawdę? - uśmiecha się, a jej humor natychmiast się poprawia - Byłoby wspaniale! Stęskniłam się.
- Oni zapewne też. Zadzwonię do nich rano i zapytam o plany. Jeśli są w domach, mają całkiem niedaleko.
- Dziękuję, jesteś kochany - poruszam brwiami, zamykam jej usta pocałunkiem i już nic nie mówimy. 


Na szczęście Nolan z Dylanem nie mają na dzisiaj konkretnych planów. Marudzą, że siedzą w domach, nudzą się i pochłaniają tonę jedzenia! Zapraszam ich więc do siebie, ale nie mówię o tym Ivy. Chcę zrobić jej małą niespodziankę. Dawno nie widziała się z chłopakami, a taki dzień dobrze jej zrobi. 

Po obiedzie po domu roznosi się dzwonek do drzwi. Kiedy tylko je otwieram, do środka wchodzą moi przyjaciele, z którymi przybijam żółwika. Prowadzę ich prosto do ogrodu, gdzie siedzi Ivy razem z Abbey.
- Mój kwiatuszek! - Nolan podbiega do Ivy, porywa ją w swoje ramiona i okręca dookoła. Szeroki uśmiech rozświetla jej piękną twarz, aż ściska mi się serce - Jak dobrze cię widzieć. Promieniejesz, mała!
- Teraz ja! - Dylan odpycha Nolana i kręci głową - Jesteś coraz piękniejsza. Jak ty to robisz, hmm?
- Nie wiem. To chyba zasługa waszego przyjaciela - zawstydza się i niepewnie na mnie spogląda.
- Poważnie? - Nolan przewraca oczami, uderzając mnie w plecy - Więc spisałeś się na medal, stary! Brawo.
- Staram się i jestem szczęśliwy, że mi się to udaje - mrugam do niej okiem, cmokając w pulchne usta.
- Mam dla was coś pysznego - do ogrodu wchodzi mama, stawia półmisek z owocami oraz talerz z ciastem - Justin, w kuchni zostawiłam kawę i herbatę, co kto woli. Przynieś proszę, bo już zabrakło mi rąk.
- Jasne, mamo, dziękuję. Zaraz wracam - zostawiam towarzystwo i człapię do kuchni. 


Czas z chłopakami to dla Ivy czysta radość. Rozmawiamy, śmiejemy się, Nolan nie może oderwać się od Abbey, którą nosi cały czas, mówi do niej i robi śmieszne miny. Wciąż nie mogą nadziwić się, że Ivy urodziła dziecko, a my nic o tym nie wiedzieliśmy. Cóż, sytuacja bardzo się zmieniła i nie ukrywam, w życiu bym się czegoś takiego nie spodziewał. Cieszę się, że rok później jesteśmy tutaj razem i wszystko, mimo dramatów, jakoś się ułożyło. Bałem się, że straciłem Ivy na zawsze, że nigdy więcej niedane byłoby mi spojrzeć w jej piękne oczy, pocałować te pulchne, słodkie usta i przytulić się do jej drobnego ciała. Przerażała mnie ta myśl, śniłem o niej, budziłem się przestraszony, a teraz siedzi obok mnie i śmieje się radośnie. Nie wiem, czym sobie na nią zasłużyłem, jednak zamierzałem stanąć na głowie, aby zapewnić jej wszystko, czego zapragnie. Była miłością mojego życia i chociaż byliśmy jeszcze bardzo młodzi, ja byłem pewny swoich uczuć już rok temu. Kiedy spotyka się odpowiednią osobę, tę jedyną, doskonale się o tym wie. Szkoda, że przez swoją głupotę straciłem ten cenny rok. Sporo mnie ominęło, w tym narodziny mojego dziecka. To musiał być dla niej ciężki rok i żałuję, że nie mogłem jej wspierać.

Chłopcy wychodzą grupo po dwudziestej trzeciej. Mieszkają zaledwie trzydzieści minut drogi od mojego domu, więc właściwie nie mają zbyt daleko. Ivy nie może przestać się uśmiechać nawet wtedy, kiedy zakłada piżamę i wklepuje w twarz krem. Rozczesuje swoje drugie, jasne włosy i co rusz na mnie zerka. Leżę w naszym ogromnym łóżku, wsuwam dłonie pod głowę i obserwuję jej ruchy. Jest przepiękna!
- Dziękuję ci za dzisiejszy dzień. Za to, że wpadłeś na pomysł zaproszenia chłopców. Było wspaniale.
- Nie ma za co, biedroneczko. To nasi przyjaciele i wiem, że ich kochasz. Musimy spotykać się częściej.
- O, tak! Zdecydowanie! Uwielbiam z nimi przebywać, są tacy zabawni i potrafią poprawić mi humor.
- A więc oni potrafią, a ja już nie? Ranisz, kochanie! - wyginam usta w podkówkę, patrząc na nią żałośnie.
- Daj spokój, doskonale wiesz, że nikt nie poprawia mi humoru tak jak ty - przygryza wargę, podchodzi do łóżka i jednym ruchem wciągam ją na swoje ciało - Widzisz? Leżę na tobie, a mój humor jest wyśmienity!
- Ty bestio! - mrużę oczy i ściskam w dłoniach jej piersi - Gdyby nie ten pokarm, solidnie bym je wymęczył.
- Musisz poczekać na swoją kolej, to może chwilę potrwać - drapie mnie po torsie i porusza biodrami.
- Co robisz? - niewinnie wzrusza ramionami, unosi dłonie i wsuwa je we włosy. Jasna cholera, wygląda obłędnie i już ja wiem, co ona kombinuje - Łasisz się jak kotka, mam cię przelecieć? - nie odpowiada, oblizuje usta, dociska się do mojego kutasa i nie przestaje poruszać biodrami - Okej, sama chciałaś - przerzucam ją przed siebie i wygodnie układam między jej nogami - Zanim zaczniemy, chciałbym cię poinformować o ważnym wydarzeniu - marszczy brwi i wygląda na zaciekawioną - Jak wiesz, zbliża się Sylwester. Tata co roku urządza w swojej firmie bal charytatywny, aby zbierać pieniądze na szlachetny cel. W tamtym roku jest to dom dla samotnych matek, w tym dla ofiar przemocy domowej - Ivy spina się, kiedy wypowiadam ostatnie zdanie - Wiem, że to dla ciebie trudny temat, ale chciałbym, abyśmy uczestniczyli w tym balu. Tacie również byłoby bardzo miło. Decyzja jednak należy do ciebie, biedroneczko.
- Jasne, czemu nie? Właściwie nigdy nie byłam na balu i chyba nie mam odpowiedniej sukienki.
- O to się nie martw, mama i Jillian na pewno wyciągną cię na zakupy. Zawsze stroją się na ten bal. A teraz pozwól, że zajmę się tobą, a nie pogaduszkami o balu - napieram na jej ciało i całuję namiętnie.
 



Ivy POV:
Faktycznie ów bal musi być dość istotnym wydarzeniem, ponieważ tuż po świętach zostaję wyciągnięcia na zakupy. Justin po raz pierwszy zostaje sam z Abbey, a to potęguje moje obawy. Ufam mu, wiem, że potrafi się nią zająć, jednak matka zawsze będzie martwić się o własne dziecko. Proponuję nawet, że zabiorę ją ze sobą, ale Justin kategorycznie się na to nie zgadza. Tłumaczy mi, że powinnam się wyluzować, miło spędzić czas z jego mamą oraz Jillian i koniecznie kupić wystrzałową kieckę. Zapewnia mnie tysiąc razy, że świetnie zaopiekuje się naszą córką i nie mam powodu do niepokoju. Naprawdę chciałabym wyłączyć ten cholerny przycisk z napisem "boję się" i nie myśleć o tym, co będzie działo się w domu pod moją nieobecność. Nigdy nie rozstawałam się z Abbey dłużej niż kilka godzin w pracy. Poza tym była to praca, a nie przyjemność. I zanim dopadną mnie dodatkowo wyrzuty sumienia, wyrzucam z głowy myśli, które nie pozwalają mi się skupić. Chcę na balu ładnie dla niego wyglądać i niby jak mam to zrobić, skoro w mojej głowie wciąż kotłuje się troska o moją kruszynę? Muszę do tego przywyknąć, w lutym wracam na studia i chcąc nie chcąc będę musiała zostawiać ją w domu. Wcale nie podoba mi się perspektywa opiekunki, bo tylko Shelly obdarzyłam tak ogromnym zaufaniem, aby zostawiać małą pod jej opieką. Gabrielle zapewniła mnie, że zatrudnimy dla Abbey najlepszą nianię na świecie, jednak Abbey jest jeszcze taka maleńka.
- A ta? - Jillian wyrywa mnie z moich myśli, przekręcam głowę i wpatruję się w drobną brunetkę, która przykłada do siebie lawendową, długą sukienkę - Nie wiem, czy pasuje do koloru moich włosów.
- Jest piękna, kochanie, ale zbyt kusa. Tylko spójrz na jej dekolt, sięga ci daleko poniżej piersi. Odpada.
- Poważnie, mamo? Właśnie ten dekolt robi największe wrażenie! No i te cyrkonie! Ivy, a ty co powiesz?
- Fakt, przód jest niesamowity, a kolor idealnie do ciebie pasuje. Ale skoro twoja mama twierdzi, że...
- Och, Ivy! Mama jest starszej daty, tak? Lubi wszystko, co wyszukane i najlepiej nic nie odsłania.
- Jillian! - Gabrielle patrzy na nią oburzona, karcąc spojrzeniem - Doceniam prostotę, jak i elegancję.
- No właśnie! Sukienka jest prosta, zwiewna i jak najbardziej elegancka. Przymierzę ją jednak.
- Jesteś nieznośna - chichoczę pod nosem i przesuwam palcami po wieszakach. Sukienek jest mnóstwo, są piękne, szykowne i w sumie nie w moim stylu. Nigdy nie ubierałam się aż tak elegancko, ale długa suknia wymagana jest na tego typu imprezie - Nie mam pojęcia, co powinnam wybrać. Za dużo tego tutaj!
- Pomogę ci - Gabrielle uśmiecha się życzliwie i razem ze mną poszukuje odpowiedniej sukienki - Masz jasne włosy, możemy postawić na coś ciemniejszego. Na przykład bordo? - wystawia sukienkę i przykłada do mojego ciała - Spójrz - przekręca mnie w stronę lustra i uważnie się sobie przyglądam - I jak?

- Jest piękna - uśmiecham się i dotykam delikatnego materiału - Ten dekolt z koronki jest przepiękny!
- To prawda. W dodatku kolor idealnie do ciebie pasuje, więc nie ma na co czekać. Przymierz.
- O nie! - z przebieralni wychodzi Jillian i wznosi ręce jak do modlitwy - Tylko nie bordo! Mamo, to kolor dla starszych kobiet, a nie dla dwudziestolatki! - kręci głową, podchodzi i zerka na sukienki. Nie ukrywam, Jillian jest szalona, a mi się to w niej bardzo podoba. Polubiłam ją od razu - Proszę! Znalazłam - krzyczy uradowana i wystawia przed siebie kolejną sukienkę. Różni się od bordowej praktycznie każdym detalem. Jest w jasnym kolorze, coś pomiędzy kremem, a bladym różem. Dekolt jest dość spory, ozdobiony cyrkoniami, które pięknie się mienią - Proszę, przymierz ją. Będziesz wyglądać jak milion dolarów, a mój brat padnie na zawał - porusza brwiami, Gabrielle wzdycha ciężko, a ja biorę obie sukienki i idę się przebrać. Najpierw zakładam na siebie wybór mamy Justina, jednak Jillian chyba miała rację. Sukienka wygląda bardzo poważnie, a kolor wręcz mnie postarza. I kiedy tylko wychodzę z przebieralni, Ji pewna siebie spogląda na mamę - Mówiłam? Coś.stra.szne.go! - uśmiecham się szeroko, znikam z powrotem i wkładam na siebie jej wybór. Niemal natychmiast czuję, jakby był to strzał w dziesiątkę. Materiał jest zwiewny, spływa w dół i pięknie się układa. Jillian jest zachwycona - O rany! Wyglądasz jak księżniczka, Ivy! - zasłania usta dłonią i cholercia, właśnie tak się czuję! - Powiedz, że ją bierzesz! Jest idealna!
- Cóż, moja mała córeczka ma rację, kochanie. Wyglądasz oszałamiająco, to zdecydowanie twój kolor.
- Skoro obie tak mówicie, chyba nie mam innego wyboru. Czuję się w niej bardzo dobrze, jest piękna. 

- Ha! Więc jedna kobieta z głowy! Teraz musisz doradzić nam, bo mama chyba nigdy się nie zdecyduje.
- Jeszcze zobaczymy - Gabrielle mruga okiem i wraca do poszukiwań. Uwielbiam tę kobietę. Nie sądziłam, że przygarnie mnie pod swój dach i obdarzy miłością jak dwójkę swoich dzieci. Jest niesamowita.


Jak się okazuje, mama Justina wyprzedza Jilian, która kręci nosem i na nic nie może się zdecydować. 
Jej styl odbiega od mojego, ja zdecydowanie wolę coś skromnego, niezbyt wyzywającego, a Ji? A Ji to wariatka, która lubi szaleć i chętnie wybrałaby sukienkę, która zrobi wrażenie, ale i wprawi w osłupienie. Gdyby nie stopująca ją mama, wybrałaby przepiękną szarą sukienkę z odkrytymi plecami. Suknia była piękna, jednak Gabrielle nawet nie chciała słyszeć słowa, aby Jillian ją założyła. Mama Justina miała swoje zasady, których łamać nie było wolno. Oboje jej dzieci doskonale o tym wiedziało i chociaż Justin był już dorosły, nadal ich przestrzegał. Rodzice trzymali ich w ryzach, starali się wychować ich na dobrych ludzi, co też im się udało. Tak fajnie patrzyło się na ich rodzinę. Byli zgrani, kochali się i wspólnie o siebie troszczyli. Wiele razy mieli odmienne zdanie, ale mimo to starali się dojść do kompromisu. Cieszyłam się, że mogłam być częścią tej rodziny i czułam, że wcale nie jestem dla nich ciężarem, wręcz przeciwnie, wspierali mnie, zachęcali do powrotu na studia i zaoferowali wszelką pomoc. Ci ludzie zrobili dla mnie więcej, niż moja własna matka i ojciec, którzy są moją rodziną. Już zawsze będę im za to wdzięczna.
- Ivy, mówię do ciebie - wzdrygam się na głos Jillian i chrząkam niezręcznie - Odleciałaś gdzieś daleko.
- Wybacz, zamyśliłam się przez chwilę i faktycznie nic nie słyszałam. Możesz powtórzyć, o co pytałaś?
- Chciałam przyprowadzić na bal Victora - och! Zaskakuje mnie tym. Niepewnie spogląda na mamę, która wcina sałatkę z kurczakiem - Chyba najwyższa pora, aby rodzice go poznali. Traktujemy siebie bardzo poważnie i chciałabym zaprosić go na bal. Jedyne, czego się boję to mój cholerny, wścibski brat!
- Jillian! - Gabrielle wystawia palec na znak groźby i mruży oczy - Damie nie wypada mówić tak brzydko.
- Sorry, mamo. Nie słyszałaś jeszcze brzydkiego słowa z moich ust - zadziornie mruga okiem do Gabrielle, a ja prawie krztuszę się kawą. Ich relacja jest tak komiczna, że aż niesamowita! Mama, która stara się poskromić jej piekielny temperament i Ji, która stroi sobie żarty i zawsze na luzie podchodzi do uwag matki - Okej, poprawię się. Więc! Co mam zrobić, hmm? Nie chcę, żeby Justin wziął go na przesłuchanie.
- Obiecuję, że z nim porozmawiam, dobrze? Nie pozwolę mu na nieodpowiednie zachowanie. Co to, to nie!
- Och, Ivy! Naprawdę mogłabyś to zrobić? Wszyscy wiemy, że on posłucha tylko ciebie, w tobie nadzieja.
- Nie ma sprawy, mała. Już ja wezmę go w obroty i pokażę mu, jak powinien zachować się dżentelmen. 

- Nie wiem, czy mój brat ma cokolwiek z dżentelmena, ale mniejsza z tym - macha dłonią i puszcza mi oczko - Najważniejsze, żeby się opanował i nie narobił mi wstydu na balu. Może właśnie ta impreza powstrzyma go przed napastowaniem mojego chłopaka. To chyba idealna okazja na poznanie się.
- Córeczko, twój brat po prostu się o ciebie troszczy. Nie martw się, na pewno nie zawstydzi Victora.
- Akurat! Jestem pewna, że zada te swoje okrutne pytania, a mój biedny Victor ucieknie z krzykiem.
- Jesteś niemożliwa, dziecko - Gabrille śmieje się z niej i upija łyk kawy - Będzie dobrze, zobaczysz.
- Oby, bo inaczej wyrwę mojemu kochanemu bratu ręce i nogi, a potem napcham go ołowiem. Mówię poważnie, serio to zrobię - burczy pod nosem, zakłada ręce na piersiach, a ja wybucham śmiechem.


Po zjedzeniu pysznego obiadu powoli zbieramy się do powrotu do domu. Gabrielle i Jillian zostają jeszcze w kawiarni, a ja czmycham do łazienki. Czeka nas dobre trzydzieści minut drogi, a nie chcę ryzykować z pełnym pęcherzem. Na szczęście nie ma kolejki, szybko robię siku, myję ręce i poprawiam włosy. Uśmiecham się do siebie w lustrze, bo ten dzień był naprawdę wspaniały. Nie pamiętam, kiedy tak dobrze się bawiłam i przez chwilę wyłączyłam myślenie. Byłam rozluźniona, a Justin bardzo mnie zaskoczył, wysyłając kilka wiadomości, aby mnie uspokoić. Wysłał nawet zdjęcie ze spaceru, a później z zabawy. Abbey leżała na jego torsie i dzielnie podnosiła główkę. Ten widok potwornie mnie rozczulił i byłam pod wrażeniem, jakim Justin jest wspaniałym ojcem. Nawet nie bał się zostać z nią sam, a jest przecież taka mała. Podziwiam go i doceniam to, że tak dobrze się nią opiekuje. Jest prawdziwym super tatą!

Opuszczam toaletę, idę pasażem w stronę kawiarenki i przyglądam się mijanym wystawom sklepowym. Do sukienki dokupiłam piękne, srebrne sandałki z paseczkami, które idealnie pasują. Jestem gotowa na bal, a Gabrielle oświadczyła, że w niedzielę zajmą się nami kosmetyczka i fryzjer, abyśmy wyglądały obłędnie.
Skręcam w prawo, od kawiarni dzieli mnie już tylko jeden zakręt, jednak w moje oczy rzuca się coś dziwnego, a raczej nie coś, a ktoś. Przystaję w miejscu, układam dłoń na barierce i zaciskam ją z całej siły. Mam wrażenie, że serce właśnie wyskakuje mi z piersi i turla się po schodkach na niższe piętro galerii. Nie dowierzam w widok przed sobą i chociaż chcę uciekać, moje nogi wręcz wrosły w podłogę. Nie rozumiem, skąd się tutaj wziął, jakim cudem mnie znalazł. Nie umiem tego racjonalnie wytłumaczyć, ale teraz to nie ma najmniejszego znaczenia. Przeraża mnie fakt, że właśnie patrzę w ciemne jak mrok oczy mojego ojca, który stoi kawałek dalej, oparty o ścianę, nie spuszczając ze mnie wzroku.








6 komentarzy:

  1. No wiedziałam, że ten psychol znajdzie Ivy. Tylko jakim cudem? A zapowiadał się taki spokojny dzień.
    Pozdrawiam,
    Kama

    OdpowiedzUsuń
  2. To miał być udany wypad a nie koszmar...oby jej nie zrobił krzywdy ! Oby mama justina i Jillian pojawily się w odpowiednim momencie..wgł jakim cudem ja znalazł ! Psychol...nie mogę się doczekać następnego rozdzialu 😘😘😘

    OdpowiedzUsuń
  3. O cholera😲 ciekawe co on teraz zrobi😲
    Świetny rozdział😘

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja się pytam jak jej ojciec to zrobił ?! Super rozdział 😊

    OdpowiedzUsuń
  5. O kuzwa.... Jak on sie dowiedział o tym gdzie ona jest?!??!??

    OdpowiedzUsuń
  6. Skąd on to wie :/ super rozdział 😙

    OdpowiedzUsuń